Rozmowa z autorką „Czerwieni” - Małgorzatą Oliwią Sobczak

Autor: materiały wydawcy Data publikacji: 09 września 2019

„Zło wzbudza nie tylko lęk, ale i ciekawość. Zbrodnie skorelowane są z tajemnicą, która rozsadza normalność i codzienność. Staramy się pojąć kim trzeba być, żeby zabić” – mówi Małgorzata Oliwia Sobczak, autorka głośnej już książki „Czerwień”. Tak udanego debiutu na rodzimej scenie kryminalnej nie było od lat. I część serii „Kolory zła” już w księgarniach.

Dlaczego lubimy czytać o zbrodniach?

Myślę, że chodzi o przeżycia graniczne, które literatura dostarcza tak samo dobrze, jak kinematografia. Dzieła poświęcone tematyce lęku, strachu i smutku pozwalają na oswojenie negatywnych uczuć – racjonalizują je, tłumaczą. Paradoksalnie pełni to więc służebną rolę. Poza tym szczęście i spełnienie to chyba niezbyt zajmujące tematy. Mogą stanowić doskonały punkt wyjścia lub ostateczny wynik, ale czy są na tyle ciekawe, by stanowić sedno fabuły?

A skąd bierze się w pisarzu potrzeba opisywania makabrycznych historii?

Z podobnych powodów. Zło wzbudza nie tylko lęk, ale i ciekawość. Zbrodnie skorelowane są z pewną tajemnicą, która rozsadza normalność i codzienność. Staramy się pojąć, jak można dopuścić się czegoś tak straszliwego, kim trzeba być, żeby zabić.

„Czerwień” opowiada historię dwóch morderstw, które dzieli 17 lat, a łączy Sopocka plaża i fakt, że obie ofiary były wyjątkowo pięknymi kobietami. Skąd pomysł na tę historię?

Dwa lata temu usłyszałam w telewizji o wznowieniu sprawy sprzed niemal 20 lat. Dotyczyła mordercy, który oskórował swoją ofiarę. Pojawiły się wówczas nowe ślady kryminalistyczne, a media przypomniały o płaszczu z ludzkiej skóry wyłowionym przed laty z Wisły. Całą noc czytałam artykuły dotyczące tej zbrodni. Przy okazji trafiałam na opisy innych makabrycznych morderstw, takich jak sprawa zwyrodnialca spod Krakowa, który zabił ojca, zdjął skórę z jego twarzy i nosił jak maskę. Tak rodził się pomysł na kreację sprawcy z „Czerwieni”.

Jak udaje Ci się łączyć pewną delikatność, którą w sobie masz, z brutalnością, okrucieństwem, z którym jako pisarz kryminałów obcujesz i które w pewien sposób tworzysz?

Opisuję zło, na które patrzę z perspektywy wrażliwego człowieka. Zło jest namacalne, twarde, mięsiste, można wziąć je do ręki. Ale trzeba mieć też odpowiednie narzędzia, by odpowiednio chwycić, by zobaczyć w nim więcej, by się przerazić, ale mimo tego nie puścić. Wrażliwość pełni rolę soczewki, przez którą patrzę na okropności świata.

To Twój pierwszy kryminał, ale nie czyta się go jak debiutu, skąd umiejętność takiego prowadzenia akcji, budowania napięcia, atmosfery?

Cieszy mnie, że czytelnicy mają takie odczucia. Nigdy nie byłam na szkoleniach z kreatywnego pisania. Nigdy nikt nie dawał mi wskazówek, nie udzielał lekcji. Od dziecka dużo czytałam. Oglądałam też masę filmów. I wszystkie teksty kultury rozbierałam następnie na czynniki pierwsze. Takie krytyczne spojrzenie przełożyło się chyba na pewnego rodzaju świadomość. Ale świadomość i praktyka to zupełnie dwie różne sprawy, więc nieustannie staram się doskonalić narzędzia, by ostateczny efekt odpowiadał założonej wizji.

Od początku wiedziałaś jak ta historia się skończy?

Przez cały proces pracy nad książką opierałam się na opracowanym wcześniej scenariuszu, zmierzając do wyznaczonego celu. Pod koniec książka przejęła jednak kontrolę. Pisząc jeden z ostatnich rozdziałów, nagle zamarłam. Usłyszałam zdanie wypowiadane przez jednego z bohaterów, a po skórze przeszły mi autentyczne ciarki. Zdałam sobie sprawę z tego, że jest inaczej niż wcześniej zamierzałam. To była niesamowita chwila.

 Książka zaczęła pisać się sama?

Tak. Gdy zaczęłam pisać, miałam tylko szkic, co ma się w danej scenie wydarzyć. W trakcie pracy puste pola zapełniały się same, zupełnie bezwiednie. W głowie powstawały obrazy, a słowa padały automatycznie, tworząc wartość dodaną, której wcześniej nie opracowałam. Gdy przeczytałam ukończony tekst, miejscami miałam wrażenie, jakby napisał go ktoś inny – jakiś inny sprytny pisarz, który potrafił mnie zaskoczyć. 

Wiemy już, że „Czerwień”, to pierwsza część trylogii. Jaki kolor będzie następny?

W kolejce czeka „Czerń”, choć to tytuł roboczy i nie obiecuję, że ostatecznie drugi tom nie będzie odwoływał się do innej barwy. Koncepcja w tym zakresie ciągle ewoluuje w mojej głowie. Mogę jednak zdradzić,  że fabuła przenosi się na obrzeża Trójmiasta. Tam prokurator Bilski wraz z asesor Anną Górską oraz Pająkiem i Kitą będą pracować nad sprawą zaginięcia dzieci. W tle pojawią się oczywiście relacje rodzinne, prowincjonalne uprzedzenia i… Kościół. Założeniem było stworzenie wizji mrocznego, pełnego tajemnic miasteczka. Miasteczko Twin Peaks siedzi we mnie cały czas (śmiech).

 

Małgorzata Oliwia Sobczak – pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni i dziennikarka. Niedawno urodziła jej się córka. Pochodzi z Trójmiasta i to Sopot uczyniła miejscem akcji swojej pierwszej powieści kryminalnej.

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Kolory zła. Czerwień, Małgorzata Oliwia Sobczak

Pod naszym patronatem ukazała się właśnie „Czerwień” z serii „Kolory zła”. To opowieść o zbrodniarzu, który powraca po 17 latach...

04 września 2019