Rozmowa z Jakubem Ćwiekiem

Autor: mat. wyd. Data publikacji: 18 października 2018

 

Swoją najnowszą powieść napisał pan wspólnie z jej bohaterem – Adamem Bigajem, funkcjonariuszem wydziału śledczego we Wrocławiu. Jak wyglądała praca nad tą książką?

Wszystkie historie zawarte w książce są opowieściami Adama. Umówiliśmy się tak, że on po prostu napisze swoją książkę, tak jak chce, swoim językiem, po swojemu. Potem ja ją przeczytam i napiszę jeszcze raz, filtrując rzeczy przez siebie.

I tak zrobiliśmy. Raz czy dwa zdarzyło nam się, że na podstawie dwóch zdawkowych zdań budowałem całą scenę w szczegółach, tak, jak wyobrażałem sobie, że bohaterowie mogliby postąpić. A że byłem już wtedy zżyty z postaciami, okazywało się, że w zasadzie tak właśnie było. Poprawialiśmy drobne szczegóły i pisałem dalej.     

Pomysł na napisanie książki wyrósł z anegdot, które opowiadał panu Adam Bigaj. Skąd pomysł, by się nimi podzielić ze światem? Jak na to zareagował sam bohater?

Myślę, że chodziło przede wszystkim o emocje. Historie Adama czasem były śmieszne, czasem przerażające lub frustrujące, ale wszystkie w jakiś sposób działały na mnie jako odbiorcę. Tego szukam przede wszystkim, bo uważam, że właśnie emocje stanowią o prawdziwości opowieści. Któregoś dnia powiedziałem więc: mam wrażenie, że jest w tym potencjał na książkę. Reakcją Adama było machnięcie ręką. "A kto by chciał czytać wspomnienia starego gliny?" - zapytał. Powiedziałem, że na pewno ja, a potem to się już zobaczy. Tak się zaczęło.  

Czy zastanawialiście się, jak tę książkę może odebrać środowisko policyjne? Specjaliści, którzy są już po lekturze stwierdzili, że to dość gorzki obraz rzeczywistości. Czy nie obawialiście, na przykład, że w ten sposób mogą być ujawnione pewne tajemnice?

Rozmawialiśmy o tym i doszliśmy do wniosku, że nic, co w tej książce pada, o czym mówimy, nie powinno zostawać w sferze tajemnicy i domysłów. Policjant to zawód zaufania społecznego. Jeśli ma nim być nie tylko na papierze, warto, żeby ludzie wiedzieli jak wygląda rzeczywistość ludzi, którzy mają za zadanie czuwać nad bezpieczeństwem. To znaczy, że trzeba mówić o stronach jasnych i ciemnych. O wymiarze ludzkim, o trudnościach, słabościach, bywa, że i podłościach i nadużyciach, ale również o tym, co jest robione dobrze. Bo jest, czasem wbrew polityce instytucji.

Książka zaczyna się sceną, gdy po 30 latach pracy bohater otrzymuje wypowiedzenie. Policja już nie potrzebuje go w swoich strukturach, jako "bezpański" zostaje wyrzucony poza stado. Takich historii w tym czasie było wiele. Jak wpływało to na morale funkcjonariuszy?

Tych wciąż w służbie? Cóż, chyba każdy, kto jest w policji dłużej niż kilka lat i stara się normalnie wykonywać swoją pracę nie ma już złudzeń jak to wszystko działa i jak małym, nieistotnym trybem jest w całej wielkiej maszynie rządzonej przez politykę i statystykę. Jeśli nie, oby nie był śledczym, bo zmysłu obserwacji nie ma za grosz.

Jeśli chodzi natomiast o tych, którzy odeszli, pamiętam, że gdy Adam opowiedział mi o kilku swoich kolegach, o tym jak się rozleźli w szwach na emeryturze, jak się snują bez celu i tyją, stwierdziłem: cholera, ostatnio czytałem dokładnie taki opis w "Panu Mercedesie" Kinga. Adam uśmiechnął się i powiedział: Czyli widać to uniwersalne dla psów na emeryturze. I King dobrze odrobił lekcję.

"Powiedzieć, że w minionym systemie pewne granice prawno-moralne były dość rozmyte, to nic nie powiedzieć…".  Czy Adam Bigaj podzielał te rozterki?

To już pytanie na które tylko on mógłby odpowiedzieć. Ja mogę ocenić tylko jego podejście do przeszłości z perspektywy lat. I tak, jak je widzę, dostrzegam, że zgadzamy się co do tego, co z rzeczy, które się działy, dziać się nie powinny. Myślę sobie natomiast, że zwłaszcza pierwsza część książki, opisująca służbę w MO, pokazuje wyraźnie jak bardzo deprawuje poczucie bezkarności i stania w zasadzie ponad prawem. Tyle, że nie jest to coś charakterystycznego akurat dla milicjantów czy policjantów. Niezależnie od tego jak świetna w założeniach, w ideach jest organizacja, gdy pozostawić ją bez kontroli, da upust patologiom. Zresztą świetnie pokazał to Wojtek Smarzowski kręcąc najpierw "Drogówkę", a teraz "Kler". Inne problemy, inne wypaczenia, ale problem wyjściowy ten sam. Władza i poczucie bezkarności.

Czy opowiedziana tu historia może być interesująca także dla młodszych czytelników, dla których czasy PRL-u należą do wspomnień ich rodziców?

Zdecydowanie! Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, bo przecież ja jestem kimś takim. PRL pamiętam tylko z kilku obrazków z małego miasteczka, a z legendarnych kolejek tylko jedną, po chałwę, gdy dziadek zostawił mnie w niej samego, bo musiał iść do pracy. Lata dziewięćdziesiąte też zaliczyłem z dala od problemów wielkich miast, niemal nieświadom gangów pruszkowskich i wołomińskich. Słowem, to nie nostalgia, nie chęć posłuchania znanych mi już historii sprawiła, że opowieści Adama mnie wciągnęły. To, myślę, ich uniwersalność i stara dobra prawda emocji w nich zawarta. W końcu w książkach zawsze powinno o to chodzić. O człowieka i o emocje. Reszta to lepsze lub gorsze tło.   

Udostępnij

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Szwindel, Jakub Ćwiek

„Szwindel” to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia, która uświadamia, jak działają oszuści i jak łatwo paść ich ofiarą. Premiera już dziś!

15 maja 2019

RECENZJA

Grimm City. Bestie, Jakub Ćwiek

„Grimm City. Bestie”, druga po „Wilku” powieść o mrocznym mieście, ma w sobie odrobinę fantastyki, trochę wulgarności i nieco odniesień do popkultury, ale to przede ...

13 lipca 2017

NOWOŚĆ

Grimm City. Bestie, Jakub Ćwiek

„Grimm City. Bestie” Jakuba Ćwieka to druga - po „Wilku!” - wizyta w mieście innym niż wszystkie, w którym o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. To ...

10 maja 2017