Rozmowa z Sharon Bolton

Autor: Ewa Dąbrowska Data publikacji: 21 grudnia 2018

Ewa Dąbrowska: Jako dziecko chciała pani być aktorką i tancerką. Co sprawiło, że zmieniła pani zdanie i postanowiła napisać książkę?

Sharon Bolton: W którymś momencie mojego życia przyszedł czas wielu zmian: przeprowadzki, założenia rodziny… Wpadł mi wtedy do głowy pomysł na pewną historię i wiedziałam, że muszę go spisać.  Ostatecznie pomysł rozwinął się w „Krwawe żniwa”.

Dlaczego wybrała pani akurat literaturę kryminalną?

Myślę, że to ona wybrała mnie. Żeby osiągnąć sukces, autorzy muszą tworzyć takie historie, jakie sami kochają czytać, a ja zawsze uwielbiałam opowieści o ciemnych czynach ludzi, z niesamowitą atmosferą.

Pamięta pani pierwszy przeczytany kryminał?

To musiała być któraś z książek Enid Blyton z cyklu „Famous Five”. Uwielbiałam w nich postaci, wolność, jaką cieszyły się dzieci, wspaniałe pikniki i oczywiście mądre zagadki i ekscytujące przygody. Prawdopodobnie przeczytałam wszystkie części tego cyklu jako dziecko, ale w mojej pamięci najlepiej zapisała się „Five Go Off To Camp”, książka o pociągach-zjawach pojawiających się znikąd w środku nocy.

Pani druga powieść, „Awakening” [polski tytuł: „Blizna”], zdobyła Mary Higgins Clark Award w 2010 roku. Czy nagroda zmieniła coś w pani życiu?

Zawsze miło jest wygrać nagrodę i ładnie wyglądają one w moim domowym gabinecie, ale żadna nagroda nie zmienia życia. Robią to czytelnicy i ich nieustające wsparcie. Zdobycie Mary Higgins Clark Award było szczególnie miłe, ponieważ nastąpiło na początku mojej kariery, kiedy nawet nie wyobrażałam sobie, że moje książki będą wydawane za granicą, a co dopiero że będą nagradzane.

Początkowo publikowała pani książki pod nieujawniającym płci pseudonimem S.J. Bolton, ale z szóstą książką wróciła pani do pełnego imienia. Dlaczego?

Na obie decyzje wpłynął wydawca. Kiedy zaczynałam karierę pisarską, powiedziano mi, że mężczyźni w Wielkiej Brytanii wolą nie kupować książek autorstwa kobiet, więc podjęłam próbę ukrycia mojej płci. Ale po kilku latach, wraz z rozkwitem social mediów, ten pomysł stawał się coraz bardziej bezcelowy. Zdecydowaliśmy więc, że czas na „coming out”.

Pomówmy o “Krwawych żniwach”, pani ostatniej książce wydanej w Polsce. Jak jednym zdaniem poleciłaby ją pani polskim czytelnikom?

Tajemnicze miasteczko ukryte na wrzosowiskach Lancashire nie jest bezpiecznym miejscem dla małych dziewczynek.

Skąd wziął się pomysł na tę powieść?

Zainspirowało mnie odkrycie ludzkich szczątków na tyłach ogródka mojej siostry. Mieszka blisko starego kościoła, co wywołało we mnie myśl, że najlepsze miejsce na ukrycie zwłok to cmentarz. Bo kto by tam szukał?

Czy któraś z postaci pojawiających się w książce ma swój pierwowzór w rzeczywistości?

Moja siostra, jej mąż i trójka dzieci wierzą, że są w tej książce, i oczywiście podglądanie moich siostrzeńców i siostrzenic bardzo pomogło mi stworzyć dziecięcych bohaterów. Jednak ostatecznie trudno jest umieścić prawdziwe, złożone postaci w książkach. 

Czy pisze pani coś oprócz thrillerów psychologicznych? 

Tylko okazyjnie bloga, kartki urodzinowe i listy zakupów.

Jestem pewna, że wielu czytelników zastanawia się, czy Lacey Flint kiedyś powróci. Dlaczego postanowiła pani porzucić tę postać?

Czułam, że Lacey potrzebuje odpoczynku. Przeszła bardzo dużo. Jednak jestem pewna, że pewnego dnia powrócę do niej i jej przyjaciół – wtedy, kiedy znajdę dla nich odpowiednią historię.

Skąd bierze pani pomysły na swoje książki? Co panią inspiruje?

Myślę, że żaden pisarz nie zna prawdziwej odpowiedzi na to pytanie. Pomysły mogą być wyzwalane przez wiele czynników: kiedy zauważymy coś niezwykłego czy przypadkowo coś usłyszymy. A czasami też pojawiają się znikąd.

Jak wygląda pani tryb pracy? Pisze pani w określonych godzinach, od ósmej do szesnastej, określoną liczbę stron każdego dnia, a może bez planu, w chwilach natchnienia?

Pisanie to moja praca, więc oczywiście robię to każdego dnia. Najbardziej produktywna jestem rano i staram się codziennie napisać dwa-trzy tysiące słów.

Który etap pracy nad książką jest pani ulubionym, a którego pani nienawidzi?

Nie nienawidzę żadnego etapu pracy, ale kiedy dochodzi do ostatecznej redakcji i korekty tekstu, zwykle jestem już znudzona książką i gotowa przejść dalej. Ponadto na tym etapie łatwo widzieć w powieści same błędy i nie zauważać tego, co w niej dobre. Moim ulubionym etapem pracy jest zaś najprawdopodobniej zakończenie pierwszego szkicu. Wtedy wiem, że historia się udała.

Jaka lektura zrobiła na pani ostatnio największe wrażenie?

Właśnie skończyłam czytać „Syrenę i panią Hancock” Imogen Hermes Gowar, wspaniałą, mroczną baśń z barwnymi postaciami, których nie da się nie pokochać.

A czy ma pani ulubionych pisarzy?

Mnóstwo. Ale moja ukochana dwójka to Charlotte Bronte i Stephen King. 

 

fot. Michael Webberley

Udostępnij