Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Cichy zabójca, Izabela Szolc
Cichy zabójca, Izabela Szolc
piątek, 29 sierpnia 2008

Na czwartej stronie okładki książki Izabeli Szolc przeczytałem: “Izabela Szolc stworzyła posępny kryminał (...)”. I - co tu kryć - mówiąc kolokwialnie, jest to gruba ściema. Pod wieloma względami. Po pierwsze, nie jest to wcale powieść, książka ma wprawdzie prawie 200 stron, ale wydrukowana została tak dużą czcionką i z tak wielkimi interliniami, że nawet ślepy zauważyłby, że to jedynie dłuższe opowiadanie. Po drugie, mimo iż główną bohaterką jest komisarz policji Anna Hwierut, jest to jednak głównie powieść obyczajowa, w której wątki kryminalne odgrywają drugorzędną rolę. Po trzecie - jak sądzę - Szolc popróbowała ścigać się z Gają Grzegorzewską w zawodach typu: “najlepsza żeńska bohaterka kryminału” i przegrała z kretesem, niczym nasi olimpijczycy w Pekinie. Po czwarte wreszcie, nic wielce posępnego w książce tej nie znalazłem.

Ale do rzeczy: głównym bohaterem Cichego zabójcy, właściwie - bohaterką jest Anna Hwierut, komisarz stołecznej policji. Jak na niewielki - jako się rzekło - tekst, dzieje się w Cichym zabójcy niby sporo: komisarz Anna prowadzi równoległe trzy sprawy - socjopatycznego skrzypka, który zamordował swoją żonę, nastolatka, który uciekł z domu, i staruszka, który został zabity w niejasnych okolicznościach. Ale... Właściwie trudno powiedzieć, że komisarz Hwierut zajmuje się tymi sprawami. Anna (lat trzydzieści trzy, “duża, silna kobieta, typ skandynawski”) ma masę problemów osobistych, i na nich głównie skupia swoją uwagę, niespecjalnie radzi sobie z synem (jest samotną matka, z mężem rozstała się w niezbyt przyjemnych okolicznościach), ma toksyczną relację z ojcem (byłym policjantem), jest początkowo samotna (uprawia rozpaczliwy onanizmu), a potem wiąże się z kolegą z pracy (co też specjalnie jej nie uszczęśliwia). To nie jest typ detektywa/komisarza, który dwadzieścia cztery godziny na dobę myśli o kryminalnych zagadkach. Właściwie trudno nawet powiedzieć, że rzeczywiście prowadzi śledztwa: a to kogoś przesłucha, a to pokręci się ze swoim partnerem po mieście, ale najchętniej przesiaduje w swoim pokoiku na komendzie - i tyle. To niby nie jest problem, wiele jest przecież kryminałów, w którym kryminalne rebusy rozwiązywane są - by tak rzec - mimochodem, jakby od niechcenia, ale wydaje mi się, że Szolc zwyczajnie nie ma bladego pojęcia, jak rzeczywiście wygląda praca policjantów; że autorka porwała się na powieść “kryminalną”, nie mając wiedzy o realiach.    

Mówiąc wprost, jest to tekst (który to już?!) o kobiecie po przejściach, nic więcej - i, jak sądzę, adresowany do kobiet, mających podobne doświadczenia za sobą. “Kryminalna” wersja Briget Jones? Chyba tak. Dostajemy opisy rozlicznych rozterek bohaterki, jej wynurzenie na tematy różne (“Tylko śmierć jest nieśmiertelna, pomyślała Anna”), czasem wręcz absurdalne, jak na policjantkę, która nie ma większych ambicji. Nie sądzę, że wszyscy policjanci są idiotami, ale teksty - serwowane przez narratora/kę - w rodzaju: “(...) więzienna brama z mitologicznym namaszczeniem godnym toczonego pod górę kamienia Syzyfa zaczęła sunąć w bok” (interpunkcja oryginalna), są wyjątkowo nieautentyczne. I jeszcze te zgrane schematy - upodlony komisarz/policjantka, który nie radzi sobie z życiem, policjantka, która namiętnie słucha muzyki (ostatnio zapanowała wręcz moda na umieszczanie w tekstach kryminalnych całych playlist), psychopata, który zagraża policjantce. Dłużyzny i nuda. Wprawdzie z książki wprost nie wynika, że autorka szykuje cykl “powieści” z komisarz Hwierut w roli głównej, ale można się spodziewać, że takiż cykl jednak powstanie. Mówiąc szczerze, raczej nie znajdę w sobie dość ciekawości, że sięgnąć po kolejną książkę Szolc.

 

Cichy zabójca, Izabela Szolc

Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2008

Stron: 200

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Cała trylogia.
Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53
Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka.