|
Kiedy Marian P. otworzył oczy, zobaczył nad sobą widok, jakiego nie mógł się spodziewać nawet w najpiękniejszych marzeniach. Oto na wysokości jego wzroku nachylało się nieporadne kawiarniane dziewczątko, a raczej jej jędrny, lekko opalony biust wyłaniający się z rozcięcia kelnerskiego fartuszka. To na moment złagodziło świdrujący ból w tylnej części czaszki. - Czy nic się panu nie stało? – zapytała cicho dziewczyna i przykucnąwszy obok niego, podsunęła delikatnie dłoń pod kark tak, by mógł zmienić pozycję na półsiedzącą. – Nie wiedziałam, że barman robi takie mocne drinki – dodała nieco złośliwie. Popatrzył na nią uważnie, a potem nieporadnie podniósł się do pionu. - Straciłem przytomność i nie wiem, czemu to zawdzięczać? – rozpoczął kurtuazyjnie, choć od razu poczuł, że nie są to stosowne słowa. Powinien raczej zacząć się awanturować albo wezwać policję. – Jestem tu, w kawiarni „Allkemikka” stałym gościem. Nie przypuszczałem, że może być tak niebezpiecznie jak w amerykańskim Bronksie. - Chyba pan nie sądzi – pociągnęło dziewczątko – że ktoś chciał pana skrzywdzić. A tak swoją drogą to w pana wieku zawroty głowy są chyba czymś naturalnym, prawda? – zauważyła lekko zjadliwie. - Zawroty głowy pewnie i tak – odpowiedział tym samym tonem – ale nie tak potężny guz i rozcięta skóra na potylicy. I żeby tego dowieść, przetarł palcami skaleczone miejsce i pokazał jej lekko zakrwawioną dłoń. Nie oczekiwał tak emocjonalnej reakcji: - Mój ty biedaku – powiedziała nieomal z czułością, gładząc go dłonią po policzku i szybko dodała: - Bardzo boli? Ale zanim uzyskała odpowiedź, znalazła w rogu pakamery zakurzoną apteczkę, delikatnie przemyła ranę Mariana i odtransportowała go na czerwoną, sfatygowaną kanapę. - Dziękuję bardzo, pani... – ciąg dalszy zdania zawisł w powietrzu.
- ... Zosiu, panie Marianie P. – w jej ustach jego imię wreszcie zabrzmiało słodko. – Tak bardzo mi przykro. Dzisiaj było wyjątkowo dużo gości. I starzy, i nowi klienci. Zrobiłam piętnastominutową przerwę, żeby rozprostować nogi, zapalić papierosa, no i znalazłam pana. Może zawołać policję? - Nie, nie trzeba – mruknął dość wyraźnie. Wiedział, że z policją są same kłopoty, unikał jej, jak mógł. Musiałby wyjaśniać, dlaczego dzwonił i do kogo, a przecież sam właściwie tego nie wiedział. Jakiś znaczek, jakaś kartka, jakiś karzeł... Nie brzmiało to zbyt szczęśliwie. - Czy nic panu nie zginęło? – zapytała kelnerka być może po to, by przerwać ciszę. „No tak - pomyślał detektyw – w zasadzie od tego powinienem zacząć.” W portfelu nie brakowało niczego – legitymacja prywatnego detektywa, dowód osobisty, prawo jazdy i nawet zmięty, ostatni już w tym tygodniu, banknot stuzłotowy, choć ogólnie zarabiał nieźle. W kieszeni spodni wymacał klucze od mieszkania. W marynarce znalazł gumę do żucia w pastylkach, trzy żelki luzem, resztki krakersów i bilet do muzeum techniki, gdzie był ze swoim przyjacielem Kajetanem Kostką. Oprócz tego nie było nic. Jęknął przerażony: - Przepadła ... moja szansa. - Tak? – zapytała zalotnie Zośka – a ja przez chwilę miałam nadzieję, że we mnie ją pan znalazł. - To nie jest powód do żartów – zdenerwował się. - Wiem o tym – powiedziała z uśmiechem i z kieszeni swojego kelnerskiego fartuszka wyjęła wizytówkę: „Jan Borycki. Filatelista.” - A zatem panie Marianie powinien mi pan podziękować. Bożena Konarowska
| Komentarze | Cała trylogia. Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53 Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka. |
|