Advertisement
Strona główna
Spirale grozy, Jeffery Deaver
piątek, 09 stycznia 2009

Na okładce tomu opowiadań Jeffery’a Deavera przeczytałem między innymi: „Drugim zbiorem opowiadań Deavera (po wydanych w 2007 roku Spiralach strachu) najlepiej delektować się w niewielkich dawkach”. Redaktorowi tej notki chodziło zapewne o to, żeby czytelnik dawkował sobie lekturową przyjemność, by tej starczyło na dłużej. Też jestem zdania, że lekturę tego zbioru należy rozłożyć sobie w czasie – choć z nieco innego powodu. Prawie wszystkie teksty tomu są podobnie skonstruowane, ich fabuła opiera się na takich samych TWISTach: otóż okazuje się w końcu, że zbrodnię popełnia osoba ukazywana początkowo jako najmniej podejrzana. Tak jest chociażby w opowiadaniu Zepsuta do szpiku kości, w którym historia ukazywana jest najpierw z punktu widzenia starszej kobiety, która czeka na odwiedziny dawno niewidzianej córki, wspomina, pomstując, że córa dawno temu opuściła dom, zerwała kontakty z najbliższymi i nie chciałam pracować w rodzinnym interesie. Koniec końców okazuje się, że córka jest policjantką, a przyjechała aresztować matkę, bo rodzinny interes polegał na brutalnych przestępstwach. Kiedy czytałem kilka opowiadań Deavera pod rząd, automatycznie przestawiałem się na tryb lektury polegający na bliższym przyglądaniu się owym na pozór niewinnym postaciom, a to trochę odbiera frajdę rozwiązywania fabularnych zagadek.

Chociaż – może przesadzam, przecież Deaver to Deaver, poniżej pewnego poziomu nie schodzi nigdy, więc moje początkowe zastrzeżenie można uznać za drobne. Dobrze, trochę powydziwiałem, najwyższym więc czas żeby wyjawić, dlaczego warto przeczytać nowy tom opowiadań autora Kolekcjonera kości.

Po pierwsze, Deaver umieścił w tomie opowiadania bardzo różne. Są w nim klasyczne historie kryminalne, których bohaterami są policjanci czy detektywi oraz rozmaitej maści złoczyńcy (jak choćby Miłe miejsce), są opowieści o psychopatach, precyzyjnie planujących swoje zbrodnie (Dziewczyna z Tunelu) czy nawet – nieco przewrotne – o pisarzu, który morduje… aby odzyskać natchnienie (Naśladowca). Ale jest też w nim pastisz klasycznej prozy detektywistycznej, historia o przemyślnym złodzieju, który wyprowadza w pole samego Sherlocka Holmesa (Westfalski pierścień) czy opowiadanie grozy o „artyście lęku” (Lęk). Deaver – jak na solidnego rzemieślnika w literackim fachu – sprawnie posługuje elementami rozmaitych konwencji, choć nie przesadza z ich ilością, bo nie jest przecież typem erudycyjnego efekciarza. Ta różnorodność w dużej mierze rekompensuje powtarzalność zwrotów akcji.

Po drugie, nawet w niezbyt długich opowiadaniach pisarz potrafi nakreślić ciekawe, precyzyjne sylwetki bohaterów, o co wcale nie jest łatwo (ktoś, kto sam próbował pisania krótkich form prozatorskich, wie, o co chodzi). W ogóle od strony konstrukcji teksty w tomie są bez zarzutu, nie ma w nich mielizn, rozwlekłości, zbędnych elementów. We wstępie do tomu Deaver pisze: „Opowiadanie przypomina pocisk wystrzelony przez snajpera. Szybki i porażający”. I opowiadania pisarza takie właśnie są.

 

Spirale grozy, Jeffery Deaver

Przełożyła: Anna Dobrzańska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2008

Stron: 378