Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Mesjasz: Zemsta będzie moja, cz. 1
Mesjasz: Zemsta będzie moja, cz. 1
wtorek, 03 lutego 2009

Ostatnimi czasy telewizja funduje nam przede wszystkim powtórki doskonale znanych filmowych hitów, ale od czasu do czasu pojawia się jednak coś w miarę świeżego i interesującego. W niedzielny wieczór 1 lutego obejrzałem pierwszą część angielskiego dramatu kryminalnego Mesjasz: Zemsta będzie moja (część druga, a zarazem ostatnia zostanie wyemitowana przez Polsat 8 lutego o godzinie 22:05). Nie powiem – z przyjemnością.

Film powstał na podstawie książki Lizzie Mickery i Roberta Coopera, dla których inspiracją była powieść Mesjasz poczytnego angielskiego pisarza Borisa Starlinga. Na pozór jest to historia o seryjnym mordercy, który na swój specyficzny, zbrodniczy sposób zaprowadza „porządek” w świecie, jakich wiele. Ma jednak swoje smaczki. Ale wszystko zaczyna się od morderstwa, z którym seryjny morderca nie ma nic wspólnego (przynajmniej w pierwszej części nic na to nie wskazuje). W czasie napadu rabunkowego ginie brat policyjnego detektywa Reda Metcalfe’a. Detektyw chce, aby morderca został jak najszybciej schwytany, naciska na swoich kolegów. Jednak ta sprawa schodzi na plan dalszy, gdy zaczyna grasować seryjny morderca. W okrutny sposób zabija dwóch mężczyzn: jednego owija niczym mumię i zakopuje żywcem, drugiego w przemyślny sposób dosłownie „piecze” prądem. Jego znakiem rozpoznawczym jest drut do cięcia sera owijany wokół palców ofiar. Śledczy, kierowani przez Metcalfe’a, szybko odkrywają, że morderca wzoruje się na zbrodniach sprzed lat, zaczynają więc grzebać w starych sprawach, które zostały zamknięte i skończyły skazaniem winnych. Właśnie – czy właściwie osoby trafiły za kratki? Po żmudnym, początkowo prowadzonym dosyć chaotycznie, dochodzeniu Metcalfe odkrywa, że osoby skazane są niewinne, a seryjny morderca zabija tych, którzy faktycznie popełnili morderstwa. Ale to jeszcze nie koniec, nieuchwytny zabójca postanawia ukarać również policjantów, którzy popełnili błędy w śledztwie, uderzając w tych, którzy dla stróżów prawa są najbliżsi.

W pierwszej części Mesjasza… interesujące jest nie tyle poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim jest tajemniczy mściciel (swoją drogą, mam już swój „typ”; ciekaw jestem czy trafiłem…), co śledzenie narastających napięć między policjantami. Matcalfe, analizując sprawy sprzed lat, odkrywa błędy i zaniedbania swoich kolegów, którzy czasami, chcąc jak najszybciej zamknąć śledztwo, szli mocno na skróty. Co więcej, od pewnego czasu właściwie jest zmuszony do prowadzenia czegoś w rodzaju śledztwa wewnętrznego. Stawką w tej grze nie jest już tylko wykazanie bądź nie czyjejś niekompetencji, ale życie osób, które są związani z policjantami. Tylko odkrywając, który z kolegów popełnił błąd, Metcalf może przewidzieć ewentualne kolejne „uderzenie” seryjnego mordercy. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji nawet bliscy kumple zaczynają patrzeć na siebie wilkiem, wzrasta napięcie, które wcale nie pomaga w śledczej robocie.

Pomysł filmu jest dosyć przewrotny – morderca wymierza sprawiedliwość winnym zbrodni, jednocześnie zmuszając policję do swoistego samooczyszczenia. Wszystko to ukazywane jest w sposób psychologicznie wiarygodny, odpowiednio mroczny i trzymający w napięciu. Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko tego żeby jak najszybciej był 8 lutego.

Mesjasz: Zemsta będzie moja, cz. 1

(Messiah 2: Vengeance Is Mine)

Wielka Brytania, 2002

Reżyseria: David Richards

Wykonawcy: Ken Stott, Neil Dudgeon, Frances Grey