| W obliczu śmierci |
| czwartek, 05 marca 2009 | |
|
Dzięki temu że stacja telewizyjna TVP 1 postanowiła zafundować wszystkim fanom agenta 007 „powtórkę z rozrywki”, przypominam sobie niektóre „stare Bondy”. W obliczu śmierci (The Living Daylights) z 1987 roku postanowiłem obejrzeć z kilku powodów. Po pierwsze, w ogóle lubię filmy z angielskim super-agentem, który wychodzi cało z największych nawet opresji i zawsze na koniec, niejako w nagrodę, dostaje bardzo dekoracyjną panią. Po drugie, z sentymentu do rozmaitych produkcji powstałych w latach 80. Po trzecie wreszcie, aby przypomnieć sobie kreację Timothy Daltona (był to pierwszy Bond tego aktora), która jakoś słabo zapadła mi w pamięć. Napisałem, że akcja w tym filmie jest wartka, choć oczywiście dużo – by tak rzec – spokojniejsza niż w najnowszych obrazach o Bondzie. I to, prawdę powiedziawszy, zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Podobnie jak pewien rodzaj ironicznego dystansu do przedstawianych wydarzeń, nienachalnego humoru. Od początku do końca widz wie, że ma do czynienia z produkcją, która przede wszystkim ma zapewnić mu godziwą rozrywkę. I tyle. Warto w tym miejscu porównać sekwencję afgańską filmu z powstałym rok później Rambo III, którego akcja także rozgrywa się w Afganistanie. Ponury i pompatyczny Rambo, który a to sam się zoperuje swoim ulubionym komandoskim nożem, a to zniszczy sowiecki czołg, żeby potem wsiąść do niego i ruszyć dalej gromić Rosjan, wywołuje mój szyderczy chichot. Równie nieprawdopodobne perypetie Bonda jedynie mnie bawią. A Timothy Dalton? Ze swoim nieco szorstkim urokiem i półuśmieszkiem ciągle błąkającym się po ustach prezentuje się całkiem nieźle. Czemu więc tak słabo go pamiętałem? Może dlatego że uwielbiam Seana Connery’ego.
W obliczu śmierci (The Living Daylights) Reżyseria: John Glen Scenariusz: Michael G. Wilson, Richard Maibaum Zdjęcia: Alec Mills Muzyka: John Barry Wielka Brytania, 1987 Czas trwania: 130 minut Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
|


























