Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Déja vu, reż. Tony Scott
Déja vu, reż. Tony Scott
poniedziałek, 23 marca 2009

W ostatni weekend telewizyjna „Jedynka” wyemitowała dwa filmy sensacyjne, w których istotną rolę odgrywa motyw podróży w czasie, Déjà vu i Częstotliwość  (to – na marginesie – nie jest jedyne, co łączy te dwa obrazy, bo w obu kluczowe role zagrał James Caviezel). Oba są dosyć intrygujące, więc warto im się przyjrzeć nieco bliżej. Zacznę od Déjà vu.

Film zaczyna się od masakry. Dosłownie. Na promie pływającym w Nowym Orleanie wybucha bomba, ginie pond pięćset osób, mężczyźni, kobiety, dzieci… W sprawę zaangażowany jest agent ATF Doug Carlin (Dezel Washington), który szybko odkrywa, że kluczem do sprawy może być wyjaśnienie okoliczności zabójstwa młodej kobiety, która została zabita kilka godzin przed zamachem bombowym. Jak się okazuje – będzie to dla niego śledztwo wyjątkowe z wielu względów. Zostaje włączony do specjalnej jednostki FBI, która dysponuje wyjątkowym sprzętem, umożliwiającym – by tak rzec – „zaglądanie w przeszłość”. Od tego momentu śledztwo toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych.

Posługiwanie się motywem podróży w czasie, czy to w filmie, czy powieści, nastręcza wielu problemów. Scenarzyści Déjà vu, Bill Marsylii i Terry Rossio, podeszli do niego z lekko ironicznym dystansem, co tylko wyszło filmowi na dobre. Wygląda to tak: naukowcy pracujący dla rządu odkryli, że istnieje możliwość podróżowania w czasie, właściwie przypadkowo. Wynalazek jest jeszcze dla nich nowością i do pewnego stopnia zagadką. Nie do końca wiedzą, na co mogą sobie pozwolić, oprócz tego że uzyskali możliwość cofnięcia się w czasie o 4 dni z kawałkiem.

Film Tony Scotta jest świetnie nakręcony i wielu miejscach bardzo efektowny. W pamięć zapada choćby scena, kiedy to Carlin mknie ulicami miasta, ścigając zamachowca (w tej roli – Caviezel), który… jedzie/jechał tymi samymi ulicami przed czterema dnia (trudno te „przewrotki” czasowe jasno opisać, trzeba to zobaczyć, a naprawdę warto). Spece od efektów specjalnych nieźle (i ze świetnym skutkiem) sobie w tym filmie poużywali. Ale z drugiej strony Scott udowodnił, że nie trzeba wcale posługiwać się wyrafinowanymi komputerowymi trikami, aby stworzyć sceny mocne i zapadające w pamięć. Tak jest w przypadku otwierających film sekwencji, od momentu kiedy tłum rozbawionych ludzi wsiada na prom, aż po scenę, gdy Carlin przechadza się wzdłuż długiego rzędu ciał zapakowanych w czarne worki, praktyczniej pozbawionej dialogów (padają tylko pojedyncze słowa, zdania), działającej wyłącznie sugestywnymi obrazami i dobrze oddaną atmosferą grozy.

I właściwie w tym filmie nie podobało mi się tylko jedno: w końcówce scenarzyści uparli się, aby wyciągnąć na plan pierwszy wątek romansowy. Oto Carlin postanawia za wszelką cenę, ryzykując i życie własne, i innych, uratować młodą kobietę, której ostatnie dni życia przed jej zabójstwem obserwował. Wygląda na to, że twardy agent zakochał się od pierwszego wejrzenia – i to w dodatku w martwej kobiecie… Niezła jazda, prawda! Tyle tylko że trąci to tanim melodramatyzmem, a z drugiej strony jest mocno nieprawdopodobne, skoro wcześniej Carlin ukazywany był jako człowiek całkowicie skupiony na pracy, właściwie bez życia osobistego.

Déjà vu

Reżyseria: Tony Scott
Scenariusz: Bill Marsilii, Terry Rossio

Produkcja: USA

Rok produkcji: 2006

Obsada:
Denzel Washington - Doug Carlin
Paula Patton - Claire Kuchever
Val Kilmer - Agent Pryzwarra
James Caviezel - Carroll Oerstadt