Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Czarny kot, reż. Stuart Gordon (dvd)
Czarny kot, reż. Stuart Gordon (dvd)
czwartek, 16 kwietnia 2009

Najlepsza filmowa adaptacja klasycznego opowiadania Edgara Allana Poe Czarny kot ukazuje się w Polsce z poślizgiem, ale za to przypomina o dwusetnej rocznicy urodzin pisarza.

Boston. Rok 1843. Edgar Allan Poe stacza się na dno choroby alkoholowej. Od dłuższego czasu nie napisał żadnego opowiadania ani wiersza. Całe dnie spędza za to w szynku, upijając się do nieprzytomności za resztki pieniędzy z honorariów. Nieważne, że w domu czeka na niego chora na gruźlicę ukochana żona Virginia. Nieważne, że nie stać go na leki dla niej. Teraz liczy się tylko kolejny kieliszek, póki ma jeszcze na niego pieniądze.

Ta historia nie jest wymyślona. Jeden z najwybitniejszych pisarzy XIX wieku – ojciec współczesnej powieści grozy i kryminału – Edgar Allan Poe naprawdę był alkoholikiem i naprawdę miał umierająca na gruźlicę żonę. Kobieta ta (młodsza od niego o trzynaście lat kuzynka) była jedną z najbliższych i zarazem najbardziej oddanych mu osób. Dlatego też zawsze przymykała oko na pijackie eskapady męża i bezustannie wierzyła w jego karierę. Do samego końca. Zmarła w 1847 roku, miała 24 lata. To jej Poe poświecił swoje najwybitniejsze poematy Kruk i Annabel Lee, a także opowiadanie Czarny kot.

Ta biograficzna wstawka pojawia się tu nie przez przypadek. Otóż wydana właśnie w Polsce na DVD najnowsza ekranizacja opowiadania Czarny kot zrealizowana przez Stuarta Gordona (dla niewtajemniczonych – wybitny specjalista od filmowych adaptacji innego klasyka grozy H.P. Lovecrafta) w błyskotliwy sposób miesza fabułę opowiadania z życiorysem pisarza.

W godzinnym filmie Gordona (powstał na zamówienie jednego z najlepszych cyklów filmowych ostatnich lat Mistrzowie HORRORu) głównym bohaterem jest sam Edgar Allan Poe. Pijak cierpiący na twórczy blok. Nic nie jest wstanie pobudzić go do pracy, a ciężka choroba żony tylko wpędza go w depresję. Sytuacji nie poprawia ulubieniec małżonki – czarny kot.

(...)

Całość tekstu czytaj na stronie Newsweek.pl.