Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Teoria chaosu, reż. Tony Giglio
Teoria chaosu, reż. Tony Giglio
piątek, 08 maja 2009

Niby wszystko to już było, niby w kinie sensacyjnym ogrywano tego rodzaju motywy i schematy do znudzenia – źli gliniarze, rabuś, który doskonale zna policyjne procedury i umie tę wiedzę wykorzystać, żółtodziób w policyjnej robocie u boku starego wyjadacza, i tak dalej, i tym podobne. Jednak reżyserowi, a zarazem scenarzyście Teorii chaosu (Chaos), Tony’emu Giglio jednak udało się te zgrane motywy i schematy poustawiać tak, że ułożyły się w całkiem interesującą całość. Choć – zaznaczę od razu – nie jest to wcale obraz wybitny, ot, jak to się zwykło określać – solidne kino.

Film otwiera sekwencja pościgu na moście. Ścigany samochód rozbija się, wychodzi z niego uzbrojony Murzyn z zakładniczką. Próba zatrzymania go przez policję kończy się fatalnie – i on, i zakładniczka giną, co ma swoje konsekwencje, bo jeden z prowadzących akcję policjantów zostaje wydalony ze służby, drugi zaś – zawieszony. Po jakimś czasie bandyci napadają na bank, biorą zakładników. Przywódca rabusiów Lorenz (Wesley Snipes) żąda, aby negocjacje z nim prowadził Conners (Jason Statham), czyli ów zawieszony policjant. Co oczywiście nie jest na rękę jego dowódcy, więc aby mieć go pod kontrolą, przydziela mu jako partnera młodego, niedoświadczonego Dekkera (Ryan Phillippe). I ta akcja policyjna kończy się fatalnie, w banku dochodzi do wybuchu, a w powstałym po tym zamieszaniu bandyci znikają bez śladu. Przypadkowo udaje się policjantom zidentyfikować jednego z nich. Conners i Dekker ruszają jego tropem, a potem namierzają kolejnych. Z upływem czasu sprawa coraz bardziej się komplikuje. Nie za bardzo wiadomo, jaki był cel napadu na bank, skoro nie zginęły pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że bandytom pomagał jeden z policjantów, który potem zostaje zabity. Podobnie jak kolejni bandyci eliminowani przez Lorenza, który zawsze wyprzedza policjantów o krok, jakby doskonale orientował się w ich planach. Dekker, który bardzo zaangażował się w śledztwo, zaczyna mieć coraz większe wątpliwości, czy śledztwo zmierza we właściwym kierunku.

W jaki sposób Giglio udało się nieco odświeżyć zgrane schematy? Dzięki dwóm prostym chwytom: odwracaniu schematów i rozkręceniu gry pozorów. Chwyt pierwszy widać wyraźnie w kreacji postaci Dekkera. Początkowo wydaje się, że będzie on kolejnym z młodych, niedoświadczonych policjantów, którzy z trudem nadążają za rozwojem wypadków. Szybko okazuje się jednak, że gdy przychodzi co do czego, jest sprawy i skuteczny. I to on właśnie rozwiąże wszystkie pokomplikowane zagadki i doprowadzi śledztwo do końca (prawie, bo finał jest zaskakujący i nietypowy). Poza tym odwrócenie schematu w tym przypadku nie służy tylko i wyłącznie grze z konwencją, ma swoje uzasadnienie w rozwoju fabuły. A jeśli chodzi o chwyt drugi… cóż, nie mogę zdradzać zbyt wiele, poprzestanę więc na jednym przykładzie. Conners przez większość filmu prezentuje się jako niezbyt rozgarnięty twardziel, który szybciej sięga po broń, niż myśli. Koniec końców okaże się jednak wyrafinowanym, by nie rzec wybitnym człowiekiem.

W efekcie – powtórzę – powstał film solidny.


Teorii chaosu
(Chaos)
Reżyseria: Tony Giglio
Scenariusz: Tony Giglio
Zdjęcia: Richard Greatrex
Produkcja: USA, Kanada, Wielka Brytania
Rok: 2005
Czas trwania: 98’