Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Domofon, Zygmunt Miłoszewski
Domofon, Zygmunt Miłoszewski
piątek, 29 czerwca 2007
ImageGdy prasa rozniosła wici, iż debiut Zygmunta Miłoszowskiego zamierza adaptować sam Juliusz Machulski, była wreszcie szansa na wypełnienie rodzimej luki na polu HORRORu. „Domofon” miałby tu spory potencjał. Zaznaczę – potencjał jako film, gdyż literacko „Domofon” nie jest do końca oryginalny.

ImageCenne jest to, że horror  odzywa się u nas głośniej: w 2004 Zaremba Plamą na suficie połączył warszawski obyczaj z grozą, w Krakowie (także w wersji lokalnej) bryluje fantastyczny Orbitowski. Miłoszewski idzie za Zarębą, także biorąc na warsztat stolicę (obaj, nota bene, są ze szkoły Newsweeku, hmm…). I z tej trójki – a nie przemawia bynajmniej przeze mnie żadna „miastowa” konkurencja – Warszawiacy są najmniej oryginalni. Co nie znaczy, ze nie są sprawnymi pisarzami.

Bo Miłoszewski, de facto, przełożył na nasz grunt chwyty, które u klasyków grozy, nawet gdyby ich brać pobieżnie, eksploatowane były już na tuziny. Nawiedzony dom, senne koszmary, mroczne epifanie duszy… wszystko to było już dawno, a wymienianie tu Kinga (najmocniej zapewne zainspirował Miłoszewskiego), Mastertona czy Herberta będzie truizmem. Miłoszewskiego stać jednak na dystans, bo czerpie z nich dość przytomnie – choć nie oddala się zbytnio od pierwotnych archetypów.

Za bohatera, w miejsce nawiedzonego domu, mamy tu bowiem blok; zwyczajny, zewsząd swojski klocek, z mikrostrukturą polskich wad, przywar i śmiesznostek wewnątrz. Do tegoż wprowadza się właśnie młode małżeństwo, Agnieszka i Robert. Ona ma mieć tu nową pracę. On, poza Agnieszką,  kocha malować, i nie w smak mu, iż jedyną perspektywą jest na razie co łaska w firmie teścia.  Ale co tam, wszak przed nimi nowe życie, nowe miasto, nowy świat. Wszystko się ułoży zapewne…

Lecz nie układa się już od początku: w bloku wita ich policja, tłum gapiów i – trup mężczyzny w windzie pozbawiony głowy.  Im dalej zaś, tym bardziej duszno. Gdy zaś przychodzi weekend – blok zamienia się w scenę koszmarnych wydarzeń .

Mieszkańcy zostają zamknięci wewnątrz: nie mogą wyjść, przez bramę, balkon, okna. Nie mogą się w żaden sposób skontaktować ze światem zewnętrznym, ani świat nie może skontaktować się z nimi. Mroczna warstwa Złego odcina mieszkańców, pozostawiając ich na pastwę – przerażających wizji i – samych siebie. I niczym w klasycznym LOCKED ROOM MYSTERY (tu w konwencji horroru - patrz także tutaj ), zanim wszyscy zgodnie (o tyle, o ile) stawią czoła wspólnemu wrogowi, najpierw wewnętrzne interakcje zapieklą się: wyjdą sąsiedzkie animozje i zwyczajne, ludzkie ułomności…

Tu miał Miłoszewski miejsce na obyczajową publicystykę, w którą poszedł wiarygodnie, zgrabnie broniąc się przed stereotypowością. Relacje między Agnieszką i Robertem konsekwentnie idą od subtelnych, codziennych miłostek, przez zwyczajne, codzienne irytacje, potem już poważne, małżeńskie zgrzyty, by wybuchnąć prawdziwą traumą dawno tłumionych emocji… Młody Kamil, typowy nastolatek z anty-rodzicielskim nastawieniem, stanie się przez nie łatwo podatny na Złego – choć i tak będzie jednym z przytomniejszych bohaterów sytuacji. Wreszcie Wiktor, opuszczony przez życie dziennikarz-alkoholik znajdzie w Złym okazję do katharsis ostatecznego – zaś jego alkoholowy monolog ma w sobie znakomity potencjał, który w filmie mógłby wybrzmieć brawurowo niczym ten Janusza Gajosa w Żółtym szaliku.

Także postaci drugoplanowe (wuefista z szemraną przeszłością, enigmatyczny inwalida, podstarzała dewotka opiekująca się matką, obowiązkowy pan psycholog…)  potwierdzają talent autora do celnego portretowania.

Miłoszewski Domofonem eksploruje pole urban legends (polecam w tej materii film Candyman wg prozy Barkera), jednak bliżej mu w tym stricte do naszej, romantycznej tradycji widziadeł: uśpionych dawno temu, a przebudzających się, gdy wyczują pulsowanie mrocznych dusz… Nie ma innego zła, poza tym w nas, mówi Miłoszewski, i nie jest to bynajmniej odkrywcze. W podobny ton uderza także debiutujący u nas Jan Siwmir .

Powtórzę zatem: Miłoszewski nie jest w niczym nowatorski, choć i tak przekonuje i zachęca do lektury ze strony na stronę. Debiutów zresztą nie wolno oceniać surowo, choć z tej perspektywy Domofon jest pozycją już rzetelną. W Uwikłaniu (recenzja wkrótce) ewidentnie poszedł dalej.

Zatem polecam Miłoszewskiego jak najbardziej, bo zgrabną rzecz napisał, choć może i zbudowaną z ogranych chwytów. A szkoda mi przy tym tylko dwóch rzeczy: skoro postanowił autor – i ku temu miał predyspozycje – budować strach na gruncie inner space, to po co, na co i dlaczego finiszuje z taką pompą? Skomentuję to, nie zdradzając niczego, bardzo oględnie: trylogia Matrix poległa, bo ważki, filozoficzny przekaz chciała rozwiązać mordobiciem…

A druga szkoda: że Machulski zaczyna jednak współpracę z autorem od Uwikłania. Czyżby się bał, że nie zmieści się z ekipą na klatce schodowej?

Szkoda wielka. Bo filmowo Domofon byłby, nawet w adaptacji literalnej, czymś świeżym i potencjalnie atrakcyjnym. Tu przecież mamy w naszej kinematografii nie tyle posuchę, ile – kompletną ignorancję tematu.

No, zobaczymy jednak…


Wywiad z Autorem!

Recenzja UWIKŁANIA




DOMOFON
Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo WAB
Marzec 2005
Seria: Z zegarkiem
ISBN: 83-7414-068-2
Liczba stron: 384
cena: 27.50


 

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Dodane przez tdd w dniu 2007-07-29 23:44:30
Spokój, panowie, bo choć Forum młode i Portal młody... zbanuję obu profilaktycznie! :evil: A tak poważnie - korzysta na tym jeno Miłoszewski, bo skoro jego materiał jest w ogóle wart dyskusji... znaczy, ze cos na rzeczy ma. Ferment nie bierze się znikąd. Bo takiż to włąśnie jest ten Miłoszewski: wychodzi dużo ponad przecietność, i to trzeba obiektywnie przyznać, ale... czegoś tu brak. Mimo wszystko - dla czytelnika "niewyrobionego" (i proszę mnie nie łapać za słowa!), czy rozpoczynającego dopiero literacką edukcję/ przygodę, stanowi na pewno pozycję wartościową, i na polskim rynku cenną. Jednak - ci, którzy już nieco głębiej siedzą w tym czy owym gatunku, powinni być krytyczni i głośno mówić - subiektywnie nawet! - o swych watpliwościach. Co też obaj Panowie czynicie. I dobrze. A'propos Ziemiańskiego - bardzo go doceniam, lubię ten jego żywiołowy styl sensacyjny. Polecam gorąco zwłaszcza "Bramy strachu"!!!!! pozdrawiam, Tdd ___________
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-29 23:23:38
Oj tam, Denat, marudzisz. :-) Wszelakie motywacje czytelnicze odbieram tylko i wyłącznie pozytywnie. Nie podałem Ziemiańskiego jako jakiś argument, a raczej przykład: nie rozumiem go - poświęcanie mu czasu, (zaznaczałem!) akurat przeze mnie, nie ma sensu - przynajmniej w tym okresie życia. Nie napisałem, że go nie cenię. Napisałem, że go nie rozumiem. Nie mówiłem też , że jest "Domofon" głęboki... Nie musisz, drogi Denacie, przyjmować wymyślnych póz, tylko z tego powodu, że akurat nie napiszesz tego, czy owego z sobie tylko znanej przyczyny. :-)
Dodane przez denat w dniu 2007-07-29 20:30:30
[cytat]"Nie byłem w stanie skończyć ani jednej książki Ziemiańskiego, choć fantastyka to - hahym - "moje podwórko". Jego porównania są mi obce" rzeczywiście rozstrzygający argument! Że też ktoś śmiał tu cytować kogoś, kogo Pan Stefan nie ceni. Kończę udział w tej rozmowie, bom schizoid, niektórym polecam więcej lektury, a mniej googlania. I życzę powodzenia w realizowaniu głębokich przesłań psychologicznych Autora Miłoszewskiego.
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-29 12:43:38
[cytat]"A ów "Zły" - to kategoria metaforyczna, znaczy się ten metafizyczny twór odpowiedzialny za całe zamieszanie w Domofonie ;-) " Ty serio, serio? Dobra, idę po te pomarańczki. ;-)
Dodane przez tdd w dniu 2007-07-29 12:15:05
Sądu nd Miłoszewskim odsłona kolejna :mrgreen: doradzam Panom uspokojenie emocji, panu Stefanowi zaś - stonowanie języka choć odrobinę:) Schizoid to słowo potencjalne, lecz trzeba z nim ostrożnie, i takie tam... Anyway - u obu panów widzę sporo racji, a różnicie się zapewne zwyuczajnie ową kwestią "gustów"... Osobiście, co zresztą stoi w recenzji, uważam Domofon za debiut ważny, całkiem rzeczowy lecz - nie do końca udany (trochę przeszkladza mi taki a nie inny finał, cóż...); zapraszam dziś jeszcze do recenzji "Uwikłania" Miłoszewskiego, tam także poruszę pewne kwestie w materii Domofonu. Na szybko jeednak: szkoda, że Miloszewski nie trzyma się konsekwentnie jednego gatunku literackiego - horror, powieść dla dziecci, potem sensacja... Obawiam się, że nie bedzie przez to miał okazji się rozpędzić, bo ciągle zmienia bolida... A Uwikłanie, choć jest dojrzalszą prozą i bardzo przyzwoitym kryminałem, ma także kilka uchybień i niedoskonałośći... A ów "Zły" - to kategoria metaforyczna, znaczy się ten metafizyczny twór odpowiedzialny za całe zamieszanie w Domofonie ;-) pozdrawiam, Tdd
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-29 09:46:54
[cytat]"nie jestem od motywowania czytelników co do wieku, to być może, chociaż mam nadzieję, że to nie jest jedyny argument, który umie przywołać pokolenie Panów Stefana i tdd." Mhm. "Kalka" to ulubione słowo na tym Forum. ;-) P.S. Z tym "złym" chodziło Ci o Roberta Łazarka, męża Agnieszki?
Dodane przez denat w dniu 2007-07-29 00:09:05
nie jestem od motywowania czytelników co do wieku, to być może, chociaż mam nadzieję, że to nie jest jedyny argument, który umie przywołać pokolenie Panów Stefana i tdd. A ja żyję, to Spillane nie żyje. Nie będę się rozpisywał, bo nie po drodze mi - jako sie rzekło - z "Domofonem", i czasu trochę szkoda. Natomiast o jednej rzeczy warto powiedzieć: zamknięcie wątku policjantów świadczy o tym, że powstawała inna książka. A później się Autorowi zmieniło i przeciął nieźle kreślony wątek śledczy, bo mu przeszkadzał, bo już o czym innym chciał napisać. Bo go ograniczał. A to źle. W każdym razie ja nie lubię. Ale de gustibus i tak dalej. Nie powinno się traktować czytelnika mniej poważnie od własnych potrzeb literackich, bo to widać i jest niegrzeczne. Tak to może się pisać prozę artystyczną, bo zawsze można powiedzieć, że czytelnik głupi i nie rozumie. Ale w gatunku, proszę panów, pewne rzeczy są święte. Andrzej Ziemiański powiedział onego czasu tak: horror i fantastyka budują ściany opowieści i to jest trudne, kryminał poruszać się musi w już zbudowanych murach i to jest jeszcze trudniejsze. Otóż Panu Miłoszewskiemu całkiem nieźle poszło w "Uwikłaniu", kiedy musiał się poruszać w określonej przestrzeni. W "Domofonie" wymyślił przestrzeń - po prawdzie nie sam, skorzystał ze stu kalek - i ta przestzreń mnie nie zaciekawiła. To tyle.
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-27 22:06:09
Nie ma to jak motywacja ambicji czytelników. ;-) Podejrzewam, że podobny wiek autora (rocznik 1976) i kilku czytelników, których znam-kojarzę ma znaczenie: np. tdd 1979, ja 1978. Denat, Ty to nie żyjesz, ale to inna kwestia. Niemniej: co znaczy "zarzynać wątki" na przykładzie "Domofonu" i który zły?
Dodane przez denat w dniu 2007-07-27 21:49:19
to jest interesujące, ale to raczej problem redakcyjny, niż autorski. Mnie natomiast ciekawi, jak ten zły się wydostał z mieszkania? Pamiętacie dylemat u Kubricka w Lśnieniu - "kto otworzył lodówkę"? Jeśli mam być uczciwy, to tak sobie mnie wziął ten "Domofon" - wątki po kolei zamiast kończone i rozstrzygane, są zarzynane. Ale pamiętam, że to był nienajgorszy debiut.
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-27 18:58:24
A to tylko pomarańczki można obierać? :P Ale wracając do "Domofonu" mam pytanie typu co autor miał na myśli. W sumie drobiazg. Chodzi o jednego z mieszkańców nieszczęsnego bloku. Pana pytona. Dlaczego nie jest to pan "Pyton" - z wielkiej, a jest to pan "pyton" z małej? Toć funkcjonuje ów "pyton" jako jego ksywa. IMO użyte za pierwszym razem jest ciutek przytykowate porównanie, ale potem konsekwentnie imię własne. Łaj?
Dodane przez Ray Charles Junior w dniu 2007-07-19 22:23:18
Stefan napisa: [cytat]"No jasne, bo czyta się tylko to, co jest na topie - kij w oko temu, kto ten top ustala. A jak się zrecenzuje coś aktualnie nietopowego to kompletny obciach. Bo Górniak się kompletnie zdezaktualizowała, bo teraz na topie jest KFC a nie żarcie u MacDonalda, a w blokach to już hip-hop űber alles - staruszki-katoliczki poddano dawno eutanazji, i inne tego typu. Wiadomo należy w jakiś sposób stać się hermetycznym środowiskiem, by wzbudzić w innych poczucie "naszej" wyjątkowości, na które to poczucie patrząc sami "poczujemy sie" wyjątkowi. Wybacz, Ray, czytam, bo lubię." Hola hola panie Stefanie, zle się porozumieliśmy! Nie trzeba od razu tak pior stroszyć, no rozumiem, że portalik się dopiero rozkręca, i sugeruję tylko więcej świeżyzny dawać ;-)
Dodane przez tdd w dniu 2007-07-18 17:45:50
Stare, PRL-owskie kryminały uważam, pomimo całej ich agitacyjnej otoczki, za fenomen już dziś kultowy - poza tym, ze dają solidny dreszczyk sensacji i śledztwa, są przecież bardzo ważną fotografia ówczesnej obyczajowości i mechanizmów społeczno-politycznych. Czekamy jeszcze, ale z pewnościoą najważniejsze rzeczy z tej półki nieraz się u nas pojawią. A co do horroru - osobiście moje piuerwsze przygody z bardziej "dorosłą" literaturą zaczynałem właśnie od grozy (przesiadłem się z "Pirata Rabarbara" i "Klubu kosmohikanów" :lol: ), zaczytując się po kryjomu przed rodzicielami... I teraz także będziemy przywoływać starsze, klasyczne już pozycje, jak Masterton, Herbert, Barker et consortes. pozdrawiam, Tdd
Dodane przez Stefan w dniu 2007-07-18 09:54:38
[cytat]"Sympatycznie to wasze przedsięwzięcie wyglada, lecz czemu, na Boga, recenzujecie pozycję sprzed dwóch lat, i to jeszcze na stronie głównej, a \"Uwikłania\" brak? Trzeba nadrobić, panowie i panie!" No jasne, bo czyta się tylko to, co jest na topie - kij w oko temu, kto ten top ustala. A jak się zrecenzuje coś aktualnie nietopowego to kompletny obciach. Bo Górniak się kompletnie zdezaktualizowała, bo teraz na topie jest KFC a nie żarcie u MacDonalda, a w blokach to już hip-hop űber alles - staruszki-katoliczki poddano dawno eutanazji, i inne tego typu. Wiadomo należy w jakiś sposób stać się hermetycznym środowiskiem, by wzbudzić w innych poczucie "naszej" wyjątkowości, na które to poczucie patrząc sami "poczujemy sie" wyjątkowi. Wybacz, Ray, czytam, bo lubię. :-) Ze swojej strony za "Domofon" Miłoszewskiego serdecznie dziękuję. Czyta się fantastycznie! A jeżeli dobry PRLowski kryminał się Wam trafi, niekoniecznie reprintowany, to rółnież chętnie zobaczę jego recenzję, czy krytykę. Najlepiej na stronie głównej.
Dodane przez tdd w dniu 2007-07-05 16:49:24
Spokojnie spokojnie! Na razie jesteśmy na etapie raczkowania, i dopiero wchodzimy w bieżące rzeczy! Z Miłoszewski m będzie już za moment wywiad i potem, oczywiście , "Uwikłanie". Proszę wypatrywać! pozdrawiam, Tdd
Dodane przez Ray Charles Junior w dniu 2007-07-05 16:28:28
Sympatycznie to wasze przedsięwzięcie wyglada, lecz czemu, na Boga, recenzujecie pozycję sprzed dwóch lat, i to jeszcze na stronie głównej, a \"Uwikłania\" brak? Trzeba nadrobić, panowie i panie!
Bardzo na tak!
Dodane przez linka w dniu 2007-07-02 12:30:29
Moim zdaniem to bardzo ciekawa pozycja, brakuje mi w księgarnich właśnie ciekawych ksiazek-horrorow! Orbitowskliego znam z NF i sądze, ze jest bardzo dobrym pisarzem, ale p. Miloszewski to duża, nowa konkurencja! P.S. Świetne s ą te motta bna początku kazdego rozdziału! Wpisuje sobie do mojego kajetu banałów na kazdą okazję, rewelacja!