Advertisement
Strona główna
Sekret Kroke, Małgorzata i Michał Kuźmińscy
poniedziałek, 08 czerwca 2009

Jest taki – już nieco leciwy - film Być jak John Malkovich. To będzie tekst o kinematografii? Nie, o autorach prozy kryminalnej. Ponieważ – prawdopodobnie – większość naszych debiutujących autorów kryminałów powtarza w myślach magiczną mantrę: „Być ja Marek Krajewski, być jak Marek Krajewski…” Choć pewnie niektórzy nieco modyfikują tę frazę, mantrując w tenże sposób: „Być jak Marek Krajewski, albo lepiej być jak Dan Brown”. Czasami same mantry nie wystarczają.

Duet Małgorzata i Michał Kuźmińscy (ostatnio sporo jest kryminalnych par…) wydał właśnie debiutancką powieść Sekret Kroke, którą wydawca reklamuje na pierwszej stronie okładki taką oto frazą: „Kraków, alchemia, śmierć i dziewczyna”. Kraków to Kroke (w jidysz), alchemia to alchemia (nie chodzi o knajpę na Kazimierzu), śmierć to śmierć (a właściwie: śmierci, bo trup w tej książce ściele się gęsto), a dziewczyna to Żydówka (bardzo dekoracyjna…). Rzecz dzieje się w roku 1939 głównie na krakowskim Kazimierzu, gdzie trafia cenny manuskrypt, od setek lat chroniony przez Bractwo Alchemików. Został on zapisany w języku, którego nikt – ponoć – nie jest w stanie odczytać, ale wszystko wskazuje na to, że zawiera heretyckie treści: objawia ni mniej, ni więcej że Jezus wcale nie był Żydem. Co może być bardzo pomocne hitlerowcom. Ale nie tylko. Do wyścigu po manuskrypt oprócz Niemców stają wysłannicy Watykanu i pewnego obrzydliwie bogatego kolekcjonera ze Stanów. A wszyscy oni są wysoce malowniczy. Niemcy wysyłają do Krakowa szpiega (jak się okazuje podwójnego, a nawet potrójnego…) Rosjanina Romanowa (z tych Romanowów), cynicznego pijaka i ladaco, który sam siebie nazywa najgorszym szpiegiem na świecie (właściwie udają mu się jedynie ucieczki). Watykan „wypuszcza” przerośniętego braciszka zakonnego, który wcześniej był anarchistą. Zaś obrzydliwie bogaty kolekcjoner wynajmuje Maćka Messnera, najskuteczniejszego killera z warszawskiej Pragi. Ścieżki tych trzech przetną się na krakowskim Kazimierzu, co będzie miało swoje krwawe konsekwencje, tym bardziej że Romanow i braciszek zakonny znają się i raczej – delikatnie rzecz ujmując – nie przepadają za sobą.

Kuźmińscy w debiutanckiej powieści zmiksowali rozmaite konwencje powieści: sensacyjnej, szpiegowskiej, kryminału retro i romansu (chodzi o wątek burzliwej miłości Romanowa do młodej Żydówki z Kazimierza, która – jak się okaże – będzie też miała związek ze sprawą manuskryptu), wedle sprawdzonego już powielekroć postmodernistycznego sposobu pisania. Postarali się też o różnego rodzaju gry intertekstualne częste w tekstach postmodernistów. Ja akurat ten typ pisania lubię i cenię. Tyle tylko że autorzy Sekretu Kroke postawili no dosyć przaśny postmodernizm w wersji ludycznej, w której gry i zabawy literaturą, tekstami kultury prowadzi się dla samej radości wynikającej z zabawy, a bez dbałości o spójność tekstu i konteksty. Wprawdzie niektóre pomysły Kuźmińskich są zabawne i trafione, jak chociażby wprowadzenie do opowieści Tomasza Wilmowskiego (dla pewności przypomnę: to bohater serii poczytnych książek przygodowo-podróżniczych Alfreda Szklarskiego), który u Kuźmińskich jest oficerem kontrwywiadu polskiego polującym na szpiegów. Większość jest jednak zupełnie chybionych. Jeden przykład: Rebeka, Żydówka, w której zakochuje się Romanow, w pewnym momencie zaczyna „lecieć” frazą z Marcina Świetlickiego: Chyba już nigdy nie będzie takiego lata. Słońce nie będzie tak pięknie świecić. Kwiaty nie będą tak kwitły. Oczywiście, można pozwalać sobie na zupełną dowolność, brać cytaty czy nawiązania z dowolnych tekstów, ale jeśli robi się to konsekwentnie. Jednak w sytuacji, gdy – a tak właśnie jest w książce Kuźmińskich – z jednej strony z pietyzmem rekonstruuje się obraz przedwojennego żydowskiego Kazimierza, z jego stylem życia i rozmaitymi obrządkami (autorzy umieścili w książce nawet liczne przypisy), a z drugiej strony pozwala się sobie na dzikie anachronizmy – to zgrzyta w lekturze i to mocno.

Dobrze, ponarzekałem trochę, co nie zmienia faktu, że powieść Kuźmińskich – jak na debiut – jest dosyć interesująca. Autorom udało się stworzyć przykuwającą uwagę czytelnika opowieść i poprowadzić ją w miarę sprawnie, choć nie bez potknięć, mimo iż nie było to wcale łatwe ze względu na mnogość wątków i postaci. W tym miejscu nie przychodzi mi nic innego jak truizm, iż prawdziwą klasę pisarza (w tym wypadku duetu pisarskiego) poznaje się dopiero w jego drugiej książce.

Sekret Kroke, Małgorzata i Michał Kuźmińscy

Świat Książki, Warszawa 2009

Stron: 398