Strona główna
Przynieście mi głowę wiedźmy, Kim Harrison
poniedziałek, 28 września 2009

Amerykańska pisarka Kim Harrison stała się popularna na świecie dzięki bestsellerowemu cyklowi powieściowemu, którego główną bohaterką jest czarodziejka Rachel Morgan. Do tej pory w Stanach Zjednoczonych opublikowano dziesięć tomów tej serii. W Polsce pojawiała się właśnie pierwsza cześć cyklu, zatytułowana Przynieście mi głowę wiedźmy (tytuł oryginału brzmi Dead Witch Walking – szkoda, że w polskiej wersji zniknęło odniesienie do popularnego i przejmującego filmu Tima Robbinsa Dead Man Walking, który w naszych kinach wyświetlano pod tytułem Przed egzekucją). I dobrze, że znalazł się polski wydawca książek Harrison, bo jej proza może – jak sądzę – mocno uradować tych czytelników, którzy polubili bardzo popularną ostatnio literaturę, w której rzeczywistość, jaka nas otacza, miesza się ze światem fantazji i bajek (często mrocznych).

Jaki jest fundament świata wykreowanego przez Harrison? Rzecz dzieje się współcześnie w Cincinnati. Przed czterdziestu laty nastąpiła Zmiana – na skutek niekontrolowanego rozwoju badań genetycznych (amerykańscy autorzy lubią wrzucić do swoich książek proekologiczne motywy) pojawił się wirus, który zdziesiątkował ludzi, to ośmieliło żyjące od zawsze w  ukryciu wampiry, czarownice, wilkołaki i inne stwory uważane za bajkowe do… ujawnienia się. Ludzie i Inderlanderzy zaczęli z dnia na dzień żyć obok siebie, bliskie sąsiedztwo stało się źródłem konfliktów. W Stanach obok FBI, powstało ISB, czy Inderlandzka Służba Bezpieczeństwa, powołana do chwytania przekraczających prawo „stworów”. Jedną z agentek ISB jest młoda, sympatyczna, choć nieco roztrzepana czarownica Rachel Morgan.

Rachel wiedzie się raczej kiepsko, dostaje coraz gorsze sprawy, przełożony, który okazuje jej ostentacyjne lekceważenie, coraz bardziej ją irytuje. W końcu nie wytrzymuje i postanawia odejść z ISB, co jest krokiem ryzykownym, bo krążą pogłoski, że ci, którzy zdecydowali się na odejście ze służby, zginęli. Razem z nią odchodzą wampirzyca Ivy, która kiedyś była partnerką wiedźmy, oraz pixy (to rodzaju małego duszka o skrzydłach ważki, bardzo skutecznego zwiadowcy – choć nie tylko) Jenks, decydując się założyć prywatny interes i wynajmują… dawny kościół w dzielnicy Inderlanderów zwanej Zapadliskiem. Rachel szybko przekonuje się, że ISB nie przebacza, dybią na nią zastępy morderców, którym czarodziejka z coraz większym trudem się wymyka. Mogłaby być skuteczniejsza, gdyby posługiwała się czarną magią, lecz nie chce łamać swoich zasad. Aby jakoś wywikłać się z trudnej sytuacji, niejako „przekupić” dawnego pracodawcę, postanawia przyszpilić radnego i biznesmena Kalmacka, który jest podejrzany jest o handel narkotykami (nazywanymi Siarką), ale od lat skutecznie się wymyka funkcjonariuszom służb i sądom. Sama ścigana próbuje dopaść przestępcę, ściągając sobie na głowę coraz większe kłopoty.

Powieść Harrison jest połączeniem – bardzo popularnym, jak już wspominałem – fantasy z powieścią sensacyjną i kryminalną. W wartką akcję, w której nie brakuje pościgów czy walk na śmierć i życie, autorka sprawnie wplata rozmaite niesamowitości (na przykład: Rachel prawie za każdym razem jest atakowana przez zabójców z innej „rasy), co ubarwia fabułę. Elementy grozy, sceny naprawdę bardzo krwawe przełamywane są komizmem, najbardziej wysmakowanym chyba w wątkach ukazujących przypadki licznej rodziny naprawdę pociesznych momentami pixów (przykładem choćby Jenks nieokiełznany gaduła i złośliwiec, przy tym jednak odważny i bardzo lojalny, można by o nim rzec: mały, ale wariat). Harrison udało się też stworzyć sympatyczne postaci, nawet groźna, przerażająca Rachel wampirzyca daje się mimo wszystko lubić.

Przynieście mi głowę wiedźmy nie jest tylko i jedynie „naparzanką”, w której chodzi o to, by trup słał się gęsto i malowniczo a akcja pędziła do przodu w obłąkańczym tempie. W tle sensacyjnej historii autorka snuje powoli opowieść o rodzącej się między bohaterami przyjaźni, o wzajemnym przełamywaniu stereotypów i zdobywaniu zaufania, co nie jest wcale łatwe, zważywszy, że pochodzą oni z bardzo odmiennych światów (do trójki Rachel, Ivy i Jenks dołącza jeszcze człowiek, mody mężczyzna Nick).

I chociaż Harrison momentami nie umie zapanować nad narracyjnym gadulstwem i ma skłonność do powtórek, to jednak zachęcam, aby przymknąć oko na te usterki i wejść w świat wykreowany przez amerykańską pisarkę.

 

Przynieście mi głowę wiedźmy, Kim Harrison

Przełożyła: Agnieszka Sylwanowicz

Wydawnictwo MAG, Warszawa 2009

Stron: 570

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Cała trylogia.
Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53
Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka.