| PATRONUJEMY: |
|---|
|
| Tajemnica domu Arandów, Jerónimo Tristante |
| Robert Ostaszewski | ||
| środa, 09 grudnia 2009 | ||
|
Przyznam szczerze, że kryminały retro, których pojawiają się corocznie setki, trochę już mi się przejadły. Nie twierdzę, że wśród tych setek nie trafiają się książki interesujące czy nawet wybitne, wcale nie – co nie zmienia faktu, że na hasło „kryminał retro” reaguję obecnie ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem niż jeszcze kilka lat wcześniej. Jednak po książkę hiszpańskiego pisarza Jerónimo Tristante Tajemnica domu Arandów postanowiłem sięgnąć, z dwóch powodów: po pierwsze, cenię hiszpańskie kryminały, u nas nieco zepchnięte w cień przez anglojęzyczną i skandynawską prozę kryminalną, po drugie, akcja tej powieści dzieje się w XIX wieku w Madrycie, a akurat książek o tych czasach nie zdarzyło mi się przeczytać zbyt wiele. Sięgnąłem – i od razu powiem: nie żałuję. Gdybym nawet chciał – czego zazwyczaj nie robię – choćby pobieżnie streścić w tej recenzji Tajemnicę domu Arandów, to na pewno by mi się to nie udało, bo fabuła powieści jest niezwykle bogata, pokomplikowana, pełna zaskakujących zwrotów akcji. Do tego Tristante z lubością stosuje – jak ja to nazywam – przewrotki: co drugi bohater książki okazuje się być kimś innym, niż się na początku wydawało, prawie każdy z nich ma jakieś tajemnice, kłamie i zwodzi. Dość prostolinijny i prostoduszny Victor próbuje się w tej grze pozorów jako tako rozeznać, co nie zawsze mu się udaje. Właściwie należałoby doprecyzować, że powieść Hiszpana nie jest tylko i wyłącznie kryminałem, choć – oczywiście – kryminalna intryga stanowi zwornik całej fabuły. Tajemnica domu Arandów to także opowieść o trudnej miłości, historia skarbu korsarzy, barwny obraz dziewiętnastowiecznego Madrytu… A to jeszcze nie wszystko. Co warte podkreślenia – Tristante udało się tę mnogość wątków, tematów i pomysłów spleść w naprawdę spójną całość. Hiszpański autor bez wątpienia pisał z pełną świadomością, że posługuje się konwencją z lekka już zużytą, wybrał więc rozwiązanie – moim zdaniem – najlepsze, stawiając na dystans i zabawę konwencją. Właściwie powinienem napisać: konwencjami, bo nie tylko igra konwencją kryminału retro, ale do tego jeszcze stylizuje tekst na dziewiętnastowieczny romans przygodowy. A to tylko dodaje smaczku tej napisanej z niezwykłym polotem, wciągającej powieści. Jednym słowem – rewelacja. Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
|
||


















































NOIR