Strona główna
Prowadź swój pług..., Olga Tokarczuk
piątek, 08 stycznia 2010
Najpierw - jakiś czas temu - gruchnęła wieść, że Olga Tokarczuk pisze kryminał, co dla jednych było całkowitym zaskoczeniem, dla drugich wyrazistym potwierdzeniem tezy, że kryminał jest u nas coraz bardziej ceniony. Potem w różnego rodzaju wypowiedziach autorka wycofała się z określenia „kryminał”, twierdząc, że właściwie napisała THRILLER – koniec końców w materiałach promocyjnych powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych pojawiła się informacja, iż jest to thriller moralny. Właściwie - do jakiego wzorca gatunkowego odwołuje się Tokarczuk w nowej książce?

Książka zbudowana została na schemacie powieści kryminalnej, z którym autorka poczynała sobie jednak w sposób dość swobodny: mamy w Prowadź… serię zagadkowych zabójstw, dowiadujemy się w końcu, kto i dlaczego zabijał, ale właściwie nie ma opisu śledztwa, poza trzeciorzędnym wątkiem dotyczącym dość niemrawo toczącego się policyjnego dochodzenia. Zresztą, sama historia zabójstw – jak sądzę – pełni w powieści służebną rolę. Inaczej rzecz ujmując: Tokarczuk nie interesuje zbytnio kryminalna intryga sama w sobie, używa jej jako kostiumu, w którym lepiej prezentuje się snuta przez nią opowieść.

Rzecz dzieje się w Kotlinie Kłodzkiej, w niewielkiej wsi, a właściwie osadzie – ot, kilka chałup pośród gór i lasów z jedynie trójką stałych mieszkańców. Jedną z nich jest emerytowana nauczycielka, żyjąca samotnie Janina Duszejko, która ma dwie pasje – może raczej należałoby rzec: obsesje – astrologię i opiekę nad zwierzętami. To typ dziarskiej staruszki-aktywistki, która zamęcza rozmaite urzędy i instytucje listami, petycjami i frustruje się coraz bardziej tym, że mało kto traktuje ją poważnie. Janina jest narratorką powieści, to jej oczyma oglądamy powieściowy świat przedstawiony. W środku zimy ginie jej sąsiad, nieprzyjemny typ, kłusownik; wszystko wskazuje na to, że udławił się kością sarny. Potem giną kolejni mężczyźni, między innymi komendant policji z niedalekiego miasteczka i miejscowy biznesmen. Okoliczności ich śmierci są bardzo niejasne, wiele wskazuje, że zginęli na skutek nieszczęśliwych wypadków. Duszejko ma na ten temat własną teorię: wszyscy, którzy rozstali się z życiem, polowali czy też znęcali się nad zwierzętami, Janina uważa, że za ich śmierć odpowiedzialne są zwierzęta, które w ten sposób mszczą się za krzywdy doznane przez leśnych (i nie tylko) braci. Większość ludzi, słysząc te rewelacje, puka się znacząco w czoło… A kto jest zabójcą? Tego oczywiście nie zdradzę, chociaż – przyznam – nie jest trudno rozwikłać podczas lektury tę zagadkę, co w pewien sposób osłabia wymowę zakończenia powieści.

Wydawca Prowadź… próbuje „sprzedawać” tę powieść jako – jak już wspominałem – thriller moralny, choć w gruncie rzeczy jest to nie tyle opowieść/przypowieść moralna co raczej proekologiczna, w której na plan pierwszy zdecydowanie wysuwana jest proekologiczna świadomość głównej bohater/narratorki, prowadzącej prawdziwą krucjatę w obronie zwierząt. Mówiąc szczerze, problematyka ekologiczna niespecjalnie mnie zajmuje, nic więc dziwnego, że nowa książka Tokarczuk nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Rzecz przecież tyczy proekologicznego bzika bohaterki (a pewnie i autorki, choć sprawa nie jest w przypadku tej książki do końca jasna, bo można się spierać na ile poglądy Duszejko są poglądami Tokarczuk), szlachetnego, ale jednak bzika. Pewnie pisząc powyższe zdania, narażam się ekologom – trudno, podejrzewam, że ani oni nie są w stanie przekonać mnie do swoich racji, ani ja ich do swoich.


Prowadź swój pług przez kości umarłych, Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009
Stron: 315

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Gatunkowe szufladki
Dodane przez skowron w dniu 2010-01-12 09:24:51
Ciekawa rzecz, w kilku dyskusjach spotkałem się z opinią, jakim to okropnym nadużyciem jest określanie tej powieści kryminałem czy thrillerem, choćby „tylko” moralnym. Jakby miłośnicy prozy Olgi Tokarczuk, do których sam się zaliczam, uważali to za deprecjację, jakby etykietka kryminalna ujmowała cokolwiek prozie, wtłaczając ją niejako automatycznie w niższą szufladkę. Cóż, stereotypy funkcjonują i mają się dobrze, tym bardziej, że sam Marek Krajewski mówił na Festiwalu Kryminału o własnej twórczości, że jest to literatura klasy „B”… A w moim głębokim przekonaniu literaturą niższej klasy są wyłącznie rzeczy źle napisane, nudne, powalone językowo, fabularnie i koncepcyjnie. Czego nie można absolutnie powiedzieć o prozie wspomnianych autorów.