Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Grindhouse: Death Proof, Quentin Tarantino
czwartek, 26 lipca 2007

Tarantino dociska gaz do dechy

ImageTarantino nie odpuszcza i tym razem: w swym najnowszym obrazie Death proof  dociska (dosłownie nawet) pedał filmowej zgrywy do deski i brnie w czystą, dostępną na razie jedynie filmowemu  medium rozrywkę.

ImageRozłożona na dwa sety inicjatywa reżyserska Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza oddaje hołd poetyce nisko budżetowego kina klasy B z lat 60. – 70. Choć to Rodriguez powinien rozpoczynać duet, nasi dystrybutorzy zdecydowali się sprzedać najpierw pewniejszą markę – zresztą może i lepiej, gdyż Planet terror eksploatuje zdecydowanie kiczowate poletko zombie-SF, Tarantino natomiast, biorąc na warsztat materię THRILLERa drogi, wywołuje strachy nieco ambitniejsze.

Znikający punkt, drugi po Easy Rider manifest desperackiej potrzeby wolności; Pojedynek na szosie Spielberga, Autostopowicz z diabolicznym Rutgerem Hauerem, ba, nawet Konwój Sama Peckinpaha (emblemat gumowej kaczki na masce demonicznego wehikułu!), to najbliższe skojarzenia z filmem Death Proof. I choć pierwotnie kino exploitation (w konwencji black- , sex-  czy SF) miało przede wszystkim zaspokajać freudowską potrzebę obcowania ze społecznym tabu (skrajne formy erotyki i przemocy…), dziś ujęte postmodernistycznie, chcąc nie chcąc, staje się już nie tylko zabawką, a wnosi zupełnie nowe znaczenia i emocje. Tarantino z zasady, kultywując swój etos hollywoodzkiego outsidera, odżegnuje się od wszelkich „wysokich” interpretacji, jednakże w tym przypadku obsesyjne używanie przezeń i zestawianie ze sobą pewnych skrajnych tropów daje interesujące wyniki.

ImageSpójrzmy: oto w dwu autonomicznych nowelach dostajemy historię ósemki dziewcząt (znakomicie rozpisano w scenariuszu charaktery postaci!).  W pierwszej tarantinowskie kobietki (w tym lokalna didżejka oraz billboardowa modelka) zamierzają spędzić babski wieczór na odludziu w towarzystwie alkoholu i paplaniny o wszystkim i niczym (czytaj: na obgadywaniu facetów, ot, co). W drugiej rozszczebiotana czwórka, tym razem z branży filmowej (dwie aktorki i dwie… kaskaderki), wyrusza w ryzykancki trip legendarnym (Znikający punkt!) modelem dodge’a. Za nimi zaś wyrusza psychopatyczny Kaskader Mike – w tej roli kolejny „odkurzony” przez reżysera aktor, znakomity zresztą Kurt Russel.

ImageI cóż? I dostajemy w Death proof  bardzo subtelny taniec ciał – Tarantino ślizga się kamerą po kobiecych kształtach, tyłach, przodach, wreszcie stopach, które eksponuje tu najmocniej ze wszystkich poprzednich filmów – stopy są wszak fetyszem reżysera – ale i zerka kamera „do wewnątrz”: Tarantino przedstawia, mocniej nawet niż w Kill Bill’u , w roli mocnych, męskich charakterów właśnie płeć piękną, choć nie traci ona przy tym nic z powabu. Przeciwnie – nasze damy są intrygującą miksturą „lolitek” z Amazonkami, co przecież – i niech żaden z Panów nie waży się sprzeciwiać! – kręci płeć brzydką najbardziej. Muzyka (na soundtracku króluje jak zwykle wysmakowany tarantinowski zestaw retro!) i taniec są zresztą bardzo istotne: zwłaszcza w pierwszej noweli, gdzie utwory mocno wpływają na dramaturgię, a tym samym zbliżają film do muzycznego. A z drugiej strony jest muzyka a’rebour – warrrkot silnika, pisk opon, jęk zgniatanych blach… Mike i jego czarny, kaskaderski wehikuł, Imageliteralny diabolus ex machina, to psychopata-dżentelmen, który ze swym mechanicznym rumakiem tworzy przewrotną ikonę westernową. Jego motywacją jest adrenalina, ryzyko, pęd, wreszcie – śmierć. I poza prostym, freudowskim kalectwem jest tu też pożądanie – zapanowania nad żywiołem ostatecznym?...

Te same pragnienia tkwią głęboko u naszych dziewcząt – czytaj – zwyczajnych, szarych jednostek, desperacko poszukujących transgresji; sięgają przy tym po najprostszy asortyment: używki, muzykę i erotykę . Gdy ich samochód i pojazd  Mike’a pędzą ku sobie na czołowe zderzenie – dziewczęta zagłuszają świat muzyką, Mike … zagłusza świat silnikiem – a Dionizos po obu stronach działa z tą samą siłą…

ImageEpizod drugi zaś (gra tam osobiście ulubiona przez Tarantino dublerka, Nowozelandka Zoe Bell) zbliża się do rejonów prozy J.G. Ballada (Kraksa!) a za nim zaś do kina Davida Cronenberga: samochody stają się tam fetyszem, mcluhanowskim przedłużeniem człowieka, dającym możliwość wyjścia poza ludzkie ułomności. Pojedynek samochodowy protagonistów – zrealizowany zresztą mistrzowsko! – staje się przez to szaleńczą celebrą żywiołu, dreszczu, zemsty…

Dziadek Freud zaciera ręce. Potrzebujemy ryzyka, potrzebujemy transgresji, potrzebujemy… karuzeli. Tarantino daje dam to wszystko – w komfortowych kapciach bezpieczeństwa i z ochroną „śmiercioodpornego” ekranu.
 
+Tomasz Daniel Dobek+

Grindhouse vol. 1. Death Proof  

(USA, 2007)
Reżyseria:  Quentin Tarantino
Scenariusz:  Quentin Tarantino
Premiera PL: 20.07.2007
obsada:
Mike Kurt Russell   
Earl McGraw Michael Parks   
Abernathy Rosario Dawson   
Jungle Julia Sydney Tamiia Poitier   
Lee  Mary Elizabeth Winstead   
Zoe  Zoe Bell   
Warren Quentin Tarantino