Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Orchidea, Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Irek Grin
Orchidea, Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Irek Grin
piątek, 05 lutego 2010

Wśród wielu z nie tak wielu wypuszczonych ostatnio na rynek polskich kryminałów przeważają książki, które być może kiedyś specjaliści nazwą „kryminałami miejsca”. „Orchidea”, wpisująca się w ten quasi-nurt, to kolejna powieść, o której można powiedzieć, że jest pisana przez Krakusów dla Krakusów. Jest w niej wszystko, co lubi Kraków: kryminalna fabuła, morze literackich skojarzeń, goniących jedno drugie, przewodnik po tutejszych knajpach ze wskazaniem na specjalność mistrza baru, charakterystyczna dla mieszkańców tego miasta skłonność do dygresji. Oddany po mistrzowsku genius loci snuje się wokół bohaterów, którzy – jak na wytrawnych detektywów przystało - próbują rozwiązać kryminalną zagadkę, wędrując przez Rynek i okolice w poszukiwaniu szlachetnych trunków. Trzeba jednak dodać, że każde z bohaterów rozumie ten ostatni termin nieco inaczej.

Historia, pisana w odcinkach – najpierw dla portalu Onet.pl, a po odcinku dwudziestym czwartym już na własne życzenie autorów, z zamiarem wydania całości - jest na pierwszy rzut oka powieścią kryminalną. Na drugi – pastiszem takiej powieści. Na trzeci – książką w książce, bo autorzy, dyskutując z czytelnikiem, zamieniają rolę narratorów na rolę dygresyjnych bohaterów. Wprowadzają też zupełnie realne i dość znane nazwiska w charakterze bohaterów trzecioplanowych. Kilka z nich to autorzy i redaktorzy wcześniejszych tomów Polskiej Kolekcji Kryminalnej – bo „Orchidea” jest już dziewiątym tomem tej serii, ukazującej się nakładem Wydawnictwa EMG od 2005 roku.

Bohaterowie pierwszoplanowi to dwóch prywatnych detektywów: Józef Maria Dyduch - były dominikanin i mistrz, który nie przejmuje się za bardzo wyznaczoną mu przez autorów rolą detektywa, oraz jedna prywatna detektywka: Julia Dobrowolska, kobieta piękna, chociaż z defektem. Ich drogi schodzą się, kiedy martwa Orchidea – tajemnicza żona, którą znaleziono pod Mostem Dębnickim wiszącą na grubym, włochatym sznurze -  zaczyna komplikować im życie. Zresztą, nie tylko im – komplikuje je również komisarzowi policji, który ma na głowie dość własnych problemów, oraz kilku stałym bywalcom niektórych krakowskich lokali.

Ironiczny język, przewrotna fabuła, celne spostrzeżenia, które w złośliwy i dowcipny zarazem sposób pokazują krakowskie realia, bogactwo skojarzeń literackich od Szekspira począwszy, a na Harrym Potterze skończywszy – wszystko to sprawia, że „Orchideę” czyta się lekko, chociaż nie traktuje ona o lekkich rzeczach. Być może więcej kłopotów lektura może sprawić mieszkańcom stolicy. Jednak czytelnicy wcześniejszych powieści Grzegorzewskiej, Świetlickiego czy Grina na pewno nie będą zawiedzeni spotkaniem trójki kluczowych bohaterów.

„Orchidea” jest też próbą ironicznej krytyki współczesnych zjawisk. Autorzy pozwalają sobie na kpinę z wirtualnej rzeczywistości, która często ma większy wpływ na świadomość i życie człowieka, niż to, co dzieje się naprawdę. Konserwatywne spojrzenie na rzeczywistość, jak na Kraków przystało – chociaż tak naprawdę nie do końca wiadomo, dlaczego przystało – pozwala zobaczyć w ostrym świetle subkulturę „emo” oraz większość mniejszości przeznaczonych przez obowiązujące trendy do społecznego tolerowania. Spojrzenie to jest jednak pozornie jednorodne, gdyż nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika świata widzianego oczami Dyducha, Dobrowolskiej, a zwłaszcza mistrza.

Marta Stasiak

 

Orchidea, Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Irek Grin

Wydawnictwo EMG

Kraków 2009

Stron: 221