Advertisement
Strona główna
piątek, 27 lipca 2007
ImageDwa klasyczne, czarne filmy warte są wspomnienia przy filmie Jarmusha: Jean Pierre Melville odpowiedzialny jest za „Samuraja” oraz „W kręgu zła” – obie te, brutalne i męskie historie, zderzono ze wschodnimi filozofiami: pierwszy z kodeksem bushido, drugi zaś z indyjską Ramakrishną. Na tym kontraście zbudowano ich morały – samotność przed samym sobą oraz nieuchronność fatum…

ImageJarmush oba znał, jego Ghost Dog jest niejako syntezą tamtych i bezpośrednim hołdem dla Melville’a. Jego bohater jest także ikoną sensacyjnego kina, choć ikoną przewrotnie przetworzoną: to nowojorski płatny zabójca, czarnoskóry, kultywujący samurajski kodeks. Zabija także podług wschodniej reguły – na zlecenie swego „pana”, któremu zawdzięcza życie. Ghost Dog żyje na przedmieściach New Jersey i prowadzi kontemplacyjny tryb życia, dosłownie pod niebem, bo na dachu kamienicy, wśród gołębi. Nie rozstaje się nigdy z małym wydaniem sekretnej księgi samurajów Hagakure, z której czerpie siły, i motta na każdy dzień.

Jarmush trzyma się wiernie kina kontemplacyjnego, jego fabuły są zawsze swoistą apoteozą „nie-dziania się”, echem filozofii zen. To fabuły pretekstowe, których bohaterowie snują się zawieszeni w rzeczywistości, oczekując na to, że rzeczywistość przyniesie im Cel. Celem czarnoskórego samuraja jest spłacić dług zaciągnięty u swego pana. Ghost Dog żyje na kredyt, najpewniej ta właśnie świadomość zwróciła go ku kontemplacji. Owszem, gdy wymaga tego zlecenie ma pod ręką najnowsze zdobycze techniki, jednak to jego miecz jest najważniejszy: nawet nie tyle jako broń, ile jako duchowy artefakt. Gdy w samochodzie słucha hip-hopu, także ta muzyka jest oniryczna (świetne aranżacje RZA z Wu Tang Clanu), łącząca w sobie współczesność i dawność.

Ta paradoksalna synteza służy zresztą filmowi za cement: notorycznie eksponowane kreskówki, muzyka ulicy, zbrodnicze instrumenty ( choć - zanim Ghost Dog wystrzeli, zerknie jeszcze na dzięcioła na gałęzi…), kiczowate i gęste trupy, kolorowe, choć szare w swej zwyczajności miasto… A w tym wszystkim samotny Don Kichote, archaiczny, lecz pamiętający o kulturze, z której wyrósł – kulturze komiksu, rapu, złotych łańcuchów i bezwzględności.

Reżyser filozofuje na szczęście bardzo powściągliwie, raczej zwyczajnie bawi się konwencjami, mieszając zaś elementy wysokie i niskie podsumowuje, bez nachalności, nasz świat. Całokształt współczesnej pstrokacizny, gdzie duchowość wydaje się być nie pasującym elementem układanki, a hasła, takie jak honor, zaśniedziałe…

Ale – nasz bohater go pielęgnuje. Gdy podczas kolejnej akcji pozostawia przy życiu małą dziewczynkę (mała czyta japońską książkę „Rashomon”),  gangsterzy muszą się go pozbyć. Przeciwnicy stanowią zaś przeciwieństwo najemnika – są niechlujni, obleśni, są esencją hot-dogowych legend miejskich. Ghost Dog bez wahania zabija i ich, i  najbliższe otoczenie swego „pana”. Naprzeciw niego samego staje jednak z pistoletem bez kul. I ginie. Spłacając swój dług, ale i wymierzając należny wymiar kary…

Ghost Dog można też odczytywać jako umasowienie wartości wysokich. Jednakże – Jarmush nie ma grzmiących pretensji o dewaluację tychże, a raczej próbuje przekonać, że i dziś można je zaadaptować. Nawet za cenę zostania … introwertycznym jurodiwym. Lub też, jak kto woli – dziwakiem.

Ghost Dog: The Way of the Samurai

(USA,Niemcy,Francja,Kuba, 1999)
Dramat
czas 116 min
Reżyseria:  Jim Jarmusch
Scenariusz:  Jim Jarmusch
obsada:
Forest Whitaker - Ghost Dog
John Tormey - Louie
Cliff Gorman - Sonny Valerio
Henry Silva - Vargo
Isaach De Bankolé - Raymond