|
Teksty zawarte w dwóch tomach: „Książę oszustów” i „Umarli jeżdżą bez biletu” to zbiór reportaży kryminalnych z lat 50-tych i 60-tych. Powstały z opowieści milicjantów, którzy po okresie stalinowskim zaczęli zajmować się zamrożonymi do tej pory sprawami kryminalnymi. Krzysztof Kąkolewski, zajmujący się wcześniej „dużym reportażem” – jak pisze we wstępie do pierwszego tomu „Reportera”, został zdegradowany do roli dyżurnego reportera. Dzięki temu zaczął współpracę z milicją, z wydziałem kryminalnym. Zaowocowała ona licznymi historiami, opowiadanymi z punktu widzenia stróżów porządku. Nastrój reportaży przypomina atmosferę z kryminałów Agathy Christie. Dzieje się tak, ponieważ milicjanci kryminalni nie mają dostępu do nowoczesnych technik śledczych. Szczytem luksusu wydaje się być daktyloskopia, telefonogramy i dalekopisy. Te warunki skwapliwe wykorzystują przestępcy, nie obserwowani jeszcze okiem ochroniarskich kamer. Współczesnemu czytelnikowi, wychowanemu na hollywoodzkich superprodukcjach, w których ścigający i ścigani dysponują najnowocześniejszym sprzętem, dziwne mogą się wydawać wysiłki milicjantów, mogących polegać tylko na własnej intuicji, spostrzegawczości, doświadczeniu. Ale w ostateczności w każdej rozgrywce między ludźmi technika przegrywa z intuicją; wygrywa systematyczne dążenie do celu i upór. Godny podziwu jest sposób, w jaki reporter opowiada te historie: historie morderstw, oszustw, kradzieży. Miejsce, przeznaczone w gazecie na reportaże kryminalne, było ograniczone; są więc zwięzłe, krótkie, czasem drukowane w odcinkach. Autor wyciąga z milicyjnych akt, z opowieści o zwyczajnym przestępstwie te szczegóły, które wciągają czytelnika i nie pozwalają mu skończyć lektury przez rozwiązaniem intrygi napisanej do spółki przez przestępców i milicjantów. Kąkolewski jest mistrzem słowa: reportaże, pisane dla popołudniówki, balansują na granicy sensacji, ale nie przekraczają jej. Są pełne dynamizmu: akcja zawiązuje się, rozwija, dochodzi do punktu kulminacyjnego w kilkunastu-kilkudziesięciu zdaniach. Taka oszczędność słów wymaga wielkiej precyzji w ich dobieraniu. Z kolei dużego wyczucia i dziennikarskiej intuicji potrzeba, by z suchych służbowych raportów, z procesów, z akt i enigmatycznych czasem opowieści ułożyć historię, która niczym nie ustępuje kryminalnym powieściom z najwyższej półki. Przy tym Kąkolewski nie waha się wartościować, czasami moralizować; potępia przestępstwo, pochwala działania milicji. Robi to w sposób nienachalny, elegancki. To moralizowanie połączone z językiem pełnym emocji, ale cały czas pozostającym pod kontrolą, jest charakterystyczną cechą twórczości Krzysztofa Kąkolewskiego. Zwięzłość sprawia, że emocje nie ujawniają się w pełni w samym tekście, ale w czytelniku, jego myślach i wyobraźni. Reporter nie dramatyzuje ani nie upiększa spraw – brutalnych morderstw, bezczelnych oszustw, śladów ludzkiej słabości i złej woli pozostawionych w teczkach, tomach, a czasem i tonach akt. Kiedy to potrzebne, włącza do narracji siebie. Czasami – zwłaszcza w późniejszych reportażach – opowiada historię słowami jej bohatera – inspektora, kapitana, porucznika. To właśnie jest charakterystyczne dla wczesnych reportaży Kąkolewskiego: przedstawiają milicjantów z wydziału kryminalnego jako bohaterów. Przypominają kryminały z gatunku POLICE PROCEDURAL: działania stróżów porządku są przedstawione drobiazgowo, ale bez przesady, reporter krok po kroku prowadzi czytelnika przez żmudną robotę, towarzyszącą odkrywaniu tożsamości przestępcy. Bardzo pozytywny obraz milicji kłóci się z jej obecnym obrazem – już historycznym. Nietrudno zrozumieć, dlaczego milicjanci przedstawiani są w tak korzystnym świetle. Ale nie ma wątpliwości, że autor mówi prawdę, że ona jest celem jego spotkań z informatorami, których tożsamości nie zdradza do dziś. Dzięki temu teksty pozostały interesujące; zapis zmagań dobrych ze złymi nie starzeje się nigdy. Dlatego kryminalne reportaże sprzed sześćdziesięciu lat czyta się jednym tchem, jak najlepszą powieść, czasem nawet dzięki pięknemu, starannemu językowi zapominając, że historie w nich opisane wydarzyły się naprawdę. Jednym słowem - mistrzowski TRUE CRIME. Reporter kryminalny, Krzysztof Kąkolewski Tom I: Książę oszustów Tom II: Umarli jeżdżą bez biletu Wydawnictwo: Zysk i S-ka Poznań 2010 | Komentarze | Cała trylogia. Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53 Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka. |
|