Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Żelazna ręka Marsa, Lindsey Davis
piątek, 03 września 2010

Marek Dydiusz Falko, czyli Marlowe w todze

ImageLindsey Davis jest amerykańską autorką historycznych powieści detektywistycznych. A jej główny bohater – Marek Dydiusz Falko – jest przodkiem Philipa Marlowe’a, chodzącym w tunice i pracującym na zlecenie czasem nawet – niestety - samego cesarza.

Davis interesuje się historią i archeologią. I to pierwszy powód, dla którego dobrze się czyta przygody prywatnego rzymskiego detektywa z pierwszego wieku: Davis wie, o czym pisze. Fikcyjne wydarzenia rozgrywają się na tle prawdziwych, a Falko ma do czynienia z postaciami historycznymi, z których nie wszystkie można spotkać w podręcznikach do historii. Chyba, że ktoś zamiast podręcznika czytał Tacyta, cytowanego przez autorkę na początku każdej z czterech części książki.T

ym razem Falko ma zająć się sprawą jednego z legionów – słynnego Czternastego, który nie do końca budzi cesarskie zaufanie. Dla tych, którzy czytali komiksy o Asteriksie, będzie to podobna wyprawa w przeszłość, tyle że oglądana od innej, przeciwnej – rzymskiej strony. Wiarygodność tła, która przejawia się w trosce o szczegóły, uprzyjemnia lekturę, a stosowanie tychże szczegółów z umiarem nie spowalnia biegu fabuły. Sama fabuła zresztą jest prosta. To nie kryminał, w którym czytelnik dysponuje wszystkimi danymi i próbuje rozwiązać zagadkę na wyścigi z autorem. To powieść detektywistyczna, w której podążamy za bohaterem, zaglądając mu przez ramię – czy może bardziej: słuchając jego monologu, bo narratorem jest sam Falko. Sprawa, której się podejmuje dla cesarza – a raczej dla pieniędzy – już od początku wydaje się skomplikowana i niebezpieczna (czytaj: można stracić życie szybciej, niż pomyśli się „Wespazjan”).

Im dalej, tym gorzej – co oczywiście jak najlepiej wpływa na rozwój akcji. Ten, kto czytał w dzieciństwie przygody Tomka Wilmowskiego, zauważy pewne podobieństwo w sposobie konstruowania zwrotów akcji – ostatecznie korzystnych dla bohatera. Jednak Falkonowi daleko do szlachetności bohaterów książek Szklarskiego; to Marlowe z czasów Wespazjana. Czarny humor, nieregularne dochody, narażanie się, komu się da, pociąg do trunków i łut szczęścia – to wspólne cechy dwóch detektywów. Różni ich podejście do kobiet. Falko jest zakochany w Helenie Justynie, córce senatora, która nic sobie nie robi z mezaliansu, jakim jest posiadanie kochanka z nizin społecznych. Na tyle zakochany, by być zazdrosnym o Tytusa, syna cesarza, któremu Helena również wpadła w oko, i by dać się wciągnąć w historię, która może przynieść spore pieniądze – lub kosztować życie.

Helena jest zresztą świetnie skonstruowaną postacią, inaczej niż w większości powieści przygodowych czy sensacyjnych, gdzie bohaterka – piękna, dzielna i zakochana w bohaterze – jest do niego tylko dodatkiem. Jeśli ginie – będzie kolejna część, jeśli przeżywa – razem z bohaterem kupują dom na samotnej wyspie. Podczas rozwoju fabuły bohaterka (oraz to, co i gdzie robi z nią bohater) jest pretekstem do tonowania napięcia przed kolejnym jego wzrostem. A Davis zaczyna „Żelazną rękę Marsa” od sceny łóżkowej. Napisanej z humorem i pełnej niedopowiedzeń, co jest godne podziwu (bowiem prawdziwego pisarza poznaje się nie po tym, jak pisze sceny miłosne, ale jak ich NIE pisze). Krótko mówiąc: dobra historia z ciekawym tłem i sympatycznym bohaterem. W sam raz na deszczowe popołudnie.

Marta Stasiak

Żelazna ręka Marsa
The Iron Hand of Mars

Lindsey Davis
Przekład: Konrad Majchrzak
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2010
Ilość stron: 472