Mroczny THRILLER z puentą
Kryminał skandynawski od ładnych kilku lat święci triumfy. Tak w Polsce, jak i na świecie. Zaczęło się od Sjöwall i Wahlöö w latach 60-tych, później rynek podbił Henning Mankell, potem Larsson… Aż doszło do prawdziwego potopu. Kolejną falę tego potopu spowoduje zapewne „Hipnotyzer” – powieść Larsa Keplera.
Pod tym pseudonimem ukrywają się szwedzki pisarz Alexander Ahndoril i jego żona Alexandra Coelho-Androhil. To pierwszy tom planowanej serii o komisarzu kryminalnym Joonie Linnie. Do całkiem obszernej puli skandynawskich (w najszerszym znaczeniu tego terminu) „kryminalistów” dołączył więc kolejny. Czy wniesie do gatunku coś nowego?Sądząc po „Hipnotyzerze” – są takie szanse, chociaż nie jest to kryminał sensu stricte, ale sensacyjny thriller. Sześciusetstronicowa powieść przypomina fabularnym kunsztem twórczość Forsytha; wiele wątków nakłada się na siebie, budując specyficzne napięcie. Powodowane oczywiście tym, że rozwiązania zagadki domyślić się nie sposób, a ilość mylnych tropów pozwala na dobrą zabawę do samego końca. O ile, oczywiście, czytanie skandynawskiego kryminału może być dobrą zabawą. Akcja toczy się wokół Erika Marii Barka, lekarza, byłego hipnotyzera, który stosował hipnozę w terapii grupowej. Jego badania zostały jednak zarzucone przed dziesięciu laty, chociaż lekarz był przekonany o skuteczności swojej metody. Pod naciskiem policji – mimo złożonej obietnicy – hipnotyzuje chłopca, który ocalał z bestialskiej masakry. Jednak zeznania nastolatka rzucają na sprawę zupełnie inne światło, niż się tego spodziewał komisarz Joona Linna, prowadzący śledztwo. Do tego na sprawę rzucają się dziennikarze, a były hipnotyzer staje się obiektem medialnego ataku. I – jak się szybko okaże – nie tylko medialnego. Ktoś porywa jego nastoletniego syna, chorego na skazę krwotoczną. Im dłużej trwa śledztwo, tym więcej ślepych uliczek pojawia się na drodze do uwolnienia dziecka.
Powieść napisana jest w dobrym stylu; pojedyncze zdania tworzą całość, dzięki której w wyobraźni czytelnika płynnie powstają kolejne obrazy. Na początku może trochę irytować używanie w opowieści czasu teraźniejszego, ale w miarę rozwoju akcji wzrastające napięcie spycha tę formę na drugi plan. Szwedzkie małżeństwo nie debiutuje literacko – Alexander jest autorem m.in. książki o Ingmarze Bergmanie, jego żona jest pisarką i krytykiem literackim. Ich doświadczenie czuje się w sposobie prowadzenia narracji. Pozwalają sobie na niedopowiedzenia – ale nie ma tu zbędnych słów, dygresji, rozproszeń. Są za to wiarygodne, dobrze zbudowane postaci, i charakterystyczny skandynawski mrok. I patologiczne tło. Tworzą je poddawani terapii grupowej ludzie, którzy padli ofiarą przemocy – lub byli jej sprawcami, kazirodczy związek prowadzący do serii morderstw i dziecięcy gang. Między innymi. Autorem celnie udaje się sportretować pracę policji – jej portret jest wyważony i wydaje się bardzo prawdziwy (oraz skłania do myślenia, że policja wszędzie jest taka sama). Aktywny Linna z Wydziału Kryminalnego, niebezpodstawnie przekonany o własnej słuszności, jego szef, który ulega presji Linny, chłopcy z posterunków, nieprzygotowani na widok zakrwawionych ciał, emerytowany policjant, który dzięki dawnym kontaktom jest w stanie szybciej niż policja prowadzić prywatne śledztwo – mamy tu całą galerię.
Charakterystyczna jest też dobrze zaakcentowana pewna cecha twórczości skandynawskiej. W przeciwieństwie do np. kryminałów Agathy Christie, w których początkowy ład zostaje zburzony, a później w wyniku śledztwa – przywrócony, w „Hipnotyzerze” nie ma powrotu do początkowego ładu. Im dalej w las, tym trudniej wrócić – a na końcu okazuje się, że powrót jest niemożliwy (w tym świetle znaczące wydaje się, że bohaterowie po odzyskaniu syna nie wracają do mieszkania, ale wynajmują pokój w hotelu, nawet za cenę spędzenia Wigilii w McDonaldzie).
Powieść na pewno nie rozczaruje, a sympatyczny komisarz Joona Linna, który lubi powtarzać „Miałem rację?” (i oczywiście zawsze ją ma) doczeka się grona fanów. Nawet w falach skandynawskiego potopu – albo właśnie na jego fali.
Marta Stasiak
Hipnotyzer Lars Kepler Przekład: Marta Rey-Redlińska Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2010 Ilość stron: 628
| Komentarze | Cała trylogia. Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53 Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka. |
|