Nie bardzo lubię rozmawiać z czytelnikamiZ norweskim pisarzem Jo Nesbø, gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2010, rozmawia Zofia Jurczak 
Fot. Krzysztof Łysek
Zofia Jurczak: Jest Pan gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2010, jedynego takiego festiwalu w Polsce. Czy w Norwegii też odbywają się podobne festiwale?
Jo Nesbø: Jest jeden festiwal kryminału w Kongsberg [Kongsberg Crime Fiction Festival – przyp. red.] i drugi, imienia Gunnara Staalesena i Andrei Marii Schenkel. Poza tym są jeszcze dwa duże literackie festiwale, przede wszystkim w Lillehammer – ten jest największy, oraz mniejszy, imienia Sigrid Undset. W Norwegii literatura kryminalna jest integralną częścią literatury, dlatego autorzy kryminałów są obecni również na tych dwóch dużych festiwalach.
Z.J.: Czy te festiwale są międzynarodowe, czy mają charakter wyłącznie norweski?
J. N.: To są międzynarodowe festiwale.
Z.J.: Czy Pan w nich uczestniczy, a jeśli tak – czy sprawia to Panu przyjemność?
J.N.: Nie przepadam za udziałem w festiwalach. Jestem pisarzem, udzielam wywiadów i w pewnym momencie jest tak, że mam dosyć mówienia o sobie. W tym roku uczestniczyłem w jednym festiwalu ale w troszkę innej roli; zgodziłem się na udział, ponieważ pozwolono mi zaprosić dwóch pisarzy norweskich, z którymi mogłem rozmawiać o ich twórczości.
Z.J.: Czy lubi się pan w ogóle spotykać z czytelnikami, rozmawiać z nimi?
J.N.: Nie bardzo lubię rozmawiać z czytelnikami. Uważam, że powinna mnie od nich dzielić ściana. Istotne są przecież moje książki. Opisuję jakiś niewielki fragment rzeczywistości, jakiś wszechświat stworzony przeze mnie - i wydaje mi się, że komentarze czytelników mogą czasami całkiem zaburzyć to, co robię. Ale jestem z natury człowiekiem uprzejmym i czuję się zmuszony do zadowalania ludzi, którzy są wokół mnie, do tego, by nie sprawiać im przykrości. Myślę, że to jest dość niedobra cecha u pisarza. Idealną sytuacją byłoby, gdybym umarł i wszystkie moje książki w rękopisie zostałyby odkryte dopiero po mojej śmierci. Nigdy nie potrafiłbym pracować tak jak Charles Dickens, który publikował fragmenty swoich książek w trakcie ich pisania, pozwalając na to, żeby głosy czytelników miały wpływ na dalszą część książki. Nigdy nie mógłbym się zgodzić na coś takiego.
Z.J.: Skoro jest pan zamknięty w sobie i nieśmiały, jak radzi pan sobie z karierą muzyka?
J.N.: Może ja trochę się źle wyraziłem; to nie znaczy, że ja nie lubię rozmawiać z ludźmi. Ale rozmowy z czytelnikami nie są takie ważne dla książek, ich reakcje i odbiór nie powinny mieć wpływu na to, co ja chcę sam napisać.
Z.J.: Czy w takim razie czyta pan w ogóle recenzje czytelników? Czy w Norwegii są w ogóle jakieś platformy kontaktu między pisarzem a czytelnikami?
J.N.: Jeśli chodzi o recenzje – czytam, ale pobieżnie, i staram się unikać czytania najlepszych. Uważam, że one nic nie dają. Kiedy się czyta za dużo dobrych recenzji, istnieje niebezpieczeństwo takiego zesztywnienia w formie, takiego owinięcia się watą przekonania, że jesteś taki świetny, że już nic nie trzeba zmieniać.
Z.J.: Czy należy Pan do jakiegoś stowarzyszenia pisarzy?
J.N.: Jestem członkiem klubu Rivertona – to stowarzyszenie laureatów nagrody Rivertona. Tę nagrodę dostaje się raz w życiu.
Z.J.: Dlaczego zdecydował się Pan przyjechać na Międzynarodowy Festiwal Kryminału do Polski?
J.N.: Przede wszystkim dlatego, że nigdy wcześniej w Polsce nie byłem i miałem ochotę przyjechać, zobaczyć Polskę i Wrocław.
Tłumaczyła Iwona Zimnicka
| Komentarze | Tragedia! Dodane przez Piotr P. w dniu 2011-01-04 14:42:20 Straszne, straszne, straszne! W wywiadach powinno się jak ognia wystrzegać rozpoczynania pytań od \"czy\". W tym wywiadzie natomiast jego autorka zadała pisarzowi 8 pytań, z czego 6 zaczęła od \"czy\". Przepraszam, ale to jest dziennikarski analfabetyzm. |
|