Strona główna
Recenzje i wywiady
Czarna woda, Attica Locke
Recenzje i wywiady
Czarna woda, Attica Locke | czwartek, 03 lutego 2011 | |
Czarny chłop i czarna wodaRzecz dzieje się przed trzydziestu laty w Teksasie. Jay Porter jest młodym, czarnoskórym prawnikiem. Ma kiepsko prosperującą własną kancelarię, żonę w ósmym miesiącu ciąży oraz podświadomość pełną lęków z przeszłości. Walka o prawa obywatelskie dla czarnoskórych mieszkańców Ameryki pochłaniała go na studiach, ale teraz chce tylko móc utrzymać rodzinę. Jednak mimo zniesienia segregacji rasowej w latach sześćdziesiątych problemy na linii czarni-biali wcale się nie skończyły. Przybrały po prostu inny charakter: ekonomiczny. Attica Locke, sama zainteresowana ruchem na rzecz praw obywatelskich, tworzy zgrabną fabułę z ciekawym tłem obyczajowym. Są tu dobrze zarysowane postaci, których charakterystyce Locke poświęca tyle miejsca, ile trzeba, by nie spowolnić fabuły. Jest powoli odsłaniana przeszłość Portera, która pozwala nam coraz lepiej rozumieć prawnika. Dobrze wymierzona i wyważona konstrukcja fabuły sprawia, że wszystko dzieje się w odpowiednim tempie: nie za wolno, żeby nie znudzić czytelnika, i nie za szybko – by zbyt wcześnie nie prysła tajemnica. Można więc lekturę porównać do wchodzenia na wieżę widokową – po ciasnych, zakurzonych schodach otoczonych grubym murem z bardzo małymi okienkami, przez które widać tylko dające do myślenia fragmenty wykreowanej rzeczywistości. Sam Porter nie jest radzącym sobie świetnie w każdej sytuacji superbohaterem. Tym właśnie Locke wygrywa w swoim debiucie: pokazuje nam człowieka, który według wszelkich znaków jest skazany na porażkę, tchórzliwego, pogubionego we własnym życiu. Obserwujemy jednak jego przemianę, a opisanie tego procesu wydaje się bardzo prawdziwe – i przez to ciekawe. Atmosfera w „Czarnej wodzie” jest duszna, trochę klaustrofobiczna: odczuwamy ją razem z głównym bohaterem, przeżywamy jego rozterki i przerażenie. Czytając, odnosimy też przyjemne wrażenie, że Locke wie, o czym pisze. Że książka jest dobrze zdokumentowana (autorka jest przecież scenarzystką) - ale nie toniemy w nadmiarze faktów. Tło intrygi jest opowiedziane mimochodem, chociaż stanowi ważny element powieści – i dzięki temu nie narzuca się czytelnikowi. A dla czytelników znudzonych ostatnimi THRILLERowymi trendami atutem będą rzadko pokazywane w amerykańskich dreszczowcach realia.Czuje się, że autorka włożyła sporo wysiłku w dopracowanie książki, i że redakcja nie była tu traktowana jak zbędna formalność. Można nawet powiedzieć, że jest w tej prozie pewna doza pokory, co się niestety coraz rzadziej zdarza świeżo upieczonym autorom powieści ogólnie zwanych sensacyjnymi. Książka została zauważona w Stanach, a na stronie domowej autorki możemy przeczytać, że jest w trakcie pisania swojej drugiej książki. Locke nie zdradza, o czym będzie, ale równie interesujące jest to, w jaki sposób zostanie napisana. „Czarna woda” jest bowiem opowiedziana nieco topornym językiem, trochę męczącym, odpowiednim dla przedstawionej w niej trudnej historii. Czuje się wkładany w narrację wysiłek, jaki towarzyszy zazwyczaj wyciąganiu na wierzch bolesnych historii i rozdrapywaniu ran. Ale czy jest to celowy zabieg, czy przypadłość debiutantki, okaże się dopiero przy kolejnej książce. Marta Łysek Czarna woda Attaca Locke Przekład: Tomasz Wilusz Wydawnictwo Prószyński Warszawa 2011 Ilość stron: 392 |



























THRILLER