Strona główna
Recenzje i wywiady
Furia, G.M. Ford
Recenzje i wywiady
Furia, G.M. Ford | poniedziałek, 27 sierpnia 2007 | |
Napisanie powieści kryminalnej stało na miejscu pierwszym. Pisarstwo, co jest charakterystyczne dla większości kryminalnych autorów za oceanem, traktował zawsze jako rzemieślniczą umiejętność; gdy wykładał na uniwersytecie w Waszyngtonie (właśnie teorię gatunków mystery) zawsze powtarzał swym studentom, iż jedyną przeszkodą dla pisarza może być zwątpienie we własne możliwości. Recepta jest prosta: mieć śmiałość by rozpocząć, i wytrwałość by skończyć.Ford jest literackim ojcem dwu cenionych ikon kryminalnych. Pierwszym jest Leo Waterman, prywatny detektyw z Seattle. Pojawił się pierwszy raz w 1995 roku na kartach książki Who In Hell Is Wanda Fuca, by kontynuować swój żywot przez sześć kolejnych tomów – ostatni raz pojawia się w roku 2000. Waterman ma słabość do piwa, dobrej muzyki oraz swej długotrwałej miłości, Rebeki Duvall. Jest mocno związany z miastem, a w działalności śledczej pomagają mu polityczne koneksje jego ojca. Ale i także – co jest charakterystycznym, luźniejszym elementem cyklu – pomaga mu banda lokalnych lumpów, wielbicieli tanich win zwanych „chłopakami”. W 2001 roku Ford zaproponował nowego bohatera – jest nim Frank Corso, dziennikarz, łasy na każdy cynk, lecz nie pozbawiony sumienia. Corso pojawił się dotąd w pięciu odsłonach serii, a w porównaniu z watermanowską – jest ona bardziej dosadna i agresywna. Wydana właśnie Furia odkrywa przed nami początki działalności śledczej dziennikarza. Poznajemy go w kryzysowym momencie życia: jeszcze niedawno był pnącym się w górę dziennikarzem w Nowym Jorku, stracił jednak reputację za sfabrykowanie pewnego artykułu. Od tej pory zapadł się pod ziemię; dostaje jednak drugą szansę – odnajduje go wydawczyni trzeciorzędnego periodyku "Seattle Sun", Natalie Van Der Hoven, proponując pracę. To właśnie w Seattle za sześć dni – i wówczas zaczyna się akcja Furii – ma się odbyć egzekucja seryjnego gwałciciela i mordercy, ochrzczonego Śmieciarzem. Corso wpada na trop, iż oskarżono niewinną osobę. Dziennikarz podejmuje więc działania, odliczając kolejne dni do wyroku. Fordowi udało się zbudować napięcie wykorzystując relatywizm intrygi: owszem, Corso jest przekonany o niewinności oskarżonego, z tym, że ten – niejaki Walter Leroy Himes, jest bezdomnym, plugawym pedofilem. Plugawym jak najbardziej, autor bowiem, nawet sugerując od początku niewinność w sprawie Śmieciarza, nie kryje, iż Himes jest kreaturą z całokształtu; opisuje go werystycznie i bez ogródek jako prymitywnego degenerata, każąc mu wypowiadać się prostackim, wulgarnym językiem i malując jako zaślinioną marionetę adwokatów… I stąd wynika cynizm, jaki przebija z morału powieści Himesa: dla prasy nie liczy się zdemaskowanie prawdziwego gwałciciela, lecz obstawianie, jak wysokie odszkodowanie wywalczy Himes (za niesłuszne spędzenie trzech lat w więzieniu); nie interesuje ich też, że może z tego wyniknąć efekt małpy z brzytwą. I choć Ford używa podwójnego finału, nie robi tego na sposób „deaverowski” – sześć dni odliczania mija, wszyscy są zadowoleni, Himes uniewinniony… Nie ma tu zaskoczenia – nawet (a nie zdradzam tu żadnej z puent), gdy nagle padną strzały (… ktoś wyjdzie na głupka, ktoś na bohatera, ktoś dostanie medal – a bufonadę wszelkich laurów pod publiczkę Ford także gorzko obśmieje…)… I do tytułów rozdziałów dodawać będziemy kolejne dni – by poczuć napięcie dopiero od teraz. Bo został przecież nieustępliwy Corso, który za nic ma flesze i połowiczne rozwiązania. On rozgryza nadal pozostałe w sprawie nieścisłości, które przemilczano (?!). I nie dla blichtru. On woli trzymać się swego przekonania, swej łodzi oraz – pewnej osobliwej kobiety, z którą – i to także żadne kryminalne arkana – połączy go coś więcej. Zapewne, gdyż obu życie doświadczyło: jej karierę niezależnego fotografa (także dla Sun) przerwał były chłopak … brutalnie pokrywając (gdy była pod wpływem narkotyków) niemal całe jej ciało dziwacznymi tatuażami… Frank Corso, choć na świat patrzy z dystansu, woli stać w cieniu, niż komentować go w złości na głos. Nie jest, jak sam powiada, cynikiem, gdyż ci znali wszystkie odpowiedzi, on zaś nie jest nawet pewien pytań… No, może nie tych filozoficznych, lecz z kryminalnymi – radzi sobie nieźle. FURIAG.M. Ford Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita SA, Lipiec 2007 ISBN:978-83-60192-28-3 Liczba stron:384 cena 29.90 Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
|
























Napisanie powieści kryminalnej stało na miejscu pierwszym. Pisarstwo, co jest charakterystyczne dla większości kryminalnych autorów za oceanem, traktował zawsze jako rzemieślniczą umiejętność; gdy wykładał na uniwersytecie w Waszyngtonie (właśnie teorię gatunków mystery) zawsze powtarzał swym studentom, iż jedyną przeszkodą dla pisarza może być zwątpienie we własne możliwości. Recepta jest prosta: mieć śmiałość by rozpocząć, i wytrwałość by skończyć.