Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Niegodziwcy, Lotte i Soren Hammer
piątek, 29 lipca 2011

Teatr marionetek

W serii Ze Strachem Wydawnictwa Czarne ukazują się kryminały autorów skandynawskich, w Polsce dotychczas nieznanych. Mogliśmy więc przeczytać między innymi powieści Jana Seghersa, Khjell Oli Dahla czy Mattiego Rönki, a teraz Lotte i Sørena Hammerów, duńskiego rodzeństwa. Niegodziwcy to ich debiut. Czy udany? To musicie osądzić sami.

ImageHistoria zaczyna się, kiedy dwójka uczniów kopenhaskiej szkoły w sali gimnastycznej znajduje ciała pięciu mężczyzn, którzy zostali powieszeni i brutalnie okaleczeni w sposób sugerujący jakiś rytuał. Sprawę ma wyjaśnić inspektor Konrad Simonsen, w tym celu odwołany z urlopu. Pomaga mu grupa doświadczonych policjantów. Już od początku mają podejrzanego, jednak kiedy ten ucieka, sprawa zaczyna się komplikować. A plącze się jeszcze bardziej, gdy w śledztwo wtrąca się popularna dziennikarka.

Akcja przedstawiana jest z dwóch punktów widzenia: policjantów oraz tego, kto stoi za zbrodnią. Tak – my, Czytelnicy, niemal od początku znamy personalia sprawcy. Tym, co pozostaje tajemnicą, jest jego motywacja. I to ona jest głównym tematem powieści, stopniowo wypierającym pozostałe wątki.

Jest w tej powieści coś takiego, że od razu się domyślamy, gdzie została napisana (pomijając, oczywiście, skandynawskie nazwiska). Może to kwestia głównego bohatera, policjanta z problemami, wciąż usiłującego naprawić swój związek z córką (Simonsen – wyjąwszy stany depresyjne – bardzo przypomina Wallandera)? A może tego, że obraz Danii – i ogólnie Skandynawii – wyłaniający się z Niegodziwców jest podobny do obrazu budowanego przez innych pisarzy z tej części Europy? Mamy więc ponure krajobrazy, skomplikowane związki międzyludzkie, rozpad rodziny… Typowy dla skandynawskich kryminałów jest również duży nacisk na sprawy społeczne. Autorzy Niegodziwców zwracają uwagę na problemy z rasizmem – policjant przyjmujący zgłoszenie o znalezieniu ofiar nie potraktował go, bo „dzwoniły dwa arabusy”. Jednak nie to jest najważniejszym tematem. Nie napiszę konkretnie, o co chodzi, bo nie chcę nikomu psuć przyjemności z czytania. Zdradzę jednak, że autorzy piszą o problemie, który występuje w każdym społeczeństwie, a który w Danii – i w wielu innych krajach – bywa zamiatany pod dywan.

Świat przedstawiano jako teatr marionetek już w antyku. Wtedy jednak lalkarzem był Bóg – teraz tę funkcję przejęły media i jednostki, które potrafią swoją charyzmą pociągnąć za sobą tłum. Niegodziwcy to ostrzeżenie. Dla władz (udawanie, że problem nie istnieje, może doprowadzić do buntu w społeczeństwie) i dla społeczeństwa (jednostka nie ma szans, musi podporządkować się ogółowi, nawet jeśli się z nim nie zgadza).

Debiut Hammerów to niezła powieść i zdecydowanie warto ją przeczytać, choćby ze względu na trudny temat, który porusza. Sporo w niej co prawda niedociągnięć – niektóre wątki sprawiają wrażenie bądź wrzuconych na siłę, bądź niedokończonych – autorzy nadrabiają to jednak mocnym tematem głównym, rzadko poruszanym w literaturze. Dzięki temu akcja, mimo operowania znanymi już schematami i konstrukcjami bohaterów, jest świeża i zaciekawia. A na koniec dodam, że Hammerowie planują kolejną część przygód inspektora Simonsena – z pewnością po nią sięgnę, choćby z ciekawości, z jakim tematem zechcą tym razem zmierzyć się autorzy.

Ewa Wrona

Niegodziwcy
Lotte i Søren Hammer
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2011
Liczba stron: 492