Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Sztuka morderstwa, Michael White
wtorek, 16 sierpnia 2011

Zabójcza sztuka

Brytyjczyk Michael White to człowiek wszechstronny. Największe uznanie zdobył jako biograf sławnych ludzi (między innymi Alberta Einsteina, Johna Lennona czy J.R.R. Tolkiena), ale był również muzykiem i wykładowcą na Oksfordzie; ponadto tworzy THRILLERy z wątkami historycznymi, począwszy od Ekwinokcjum z 2006 roku. Sztuka morderstwa to jego czwarta książka tego gatunku – a druga, której bohaterem jest inspektor londyńskiej policji Jack Pendragon.

Rzecz – podobnie jak w Pierścieniu Borgiów, pierwszej powieści tego cyklu – dzieje się we współczesnym Londynie. W galerii sztuki zostają odnalezione zwłoki jednego z jej właścicieli. Ciało zostało brutalnie okaleczone w taki sposób, by przypominało scenę z obrazu René Magritte’a. Wkrótce liczba ofiar rośnie – a wszystkie miejsca zbrodni nawiązują do dzieł znanych surrealistów (Salvadora Dali, Francisa Bacona i Edwarda Muncha). Podejrzanymi są oczywiście znajomi ofiar – przedstawiciele środowiska artystycznego Londynu.

ImageZnakiem rozpoznawczym thrillerów White’a jest łączenie dwóch planów czasowych: współczesnego i historycznego. Nie inaczej jest w Sztuce morderstwa – autor cofa się do roku 1888, kiedy to niezidentyfikowany do dziś sprawca brutalnie okaleczał i zabijał londyńskie prostytutki. White urozmaica narrację, wątek historyczny przedstawiając w listach, początkowo niewiadomego autorstwa. Stopniowo jednak prawda jest coraz jaśniejsza – i coraz bardziej przerażająca.

Obu historii – współczesnej i z przeszłości – na pierwszy rzut oka nie łączy nic poza miejscem akcji (głównie dzielnicą Whitechapel, „piekłem na ziemi”, jak nazywa ją jeden z bohaterów). Jednak im dalej, tym więcej wydaje się łączyć obie sprawy. Przede wszystkim sprawcy: to artyści przekonani o swej wielkości i nieomylności, których opaczne rozumienie sztuki doprowadziło do występku. Nie, nie zdradzam tu treści – każdy się domyśli, że tylko „szalony artysta” byłby w stanie popełnić te zbrodnie. A zakończenie przynosi zaskakujący splot obu wątków.

Historia Kuby Rozpruwacza (Jacka Rippera) inspirowała wielu pisarzy. Powstał zresztą specjalny termin określający badania nad tą sprawą: ripperologia. Wersja White’a to kolejna wariacja na ten temat. Wariacja zresztą dość udana, ciekawie łącząca fikcję z rzeczywistością. Jednak co w tym wątku najciekawsze, to udane przedstawienie wybujałego ego Kuby Rozpruwacza, który mówi o sobie, że jest „mieszaniną występku i talentu… wielkiego talentu”. Swoje chore upodobania próbuje tłumaczyć głębszymi pobudkami (na przykład poszukiwaniem duszy) – jednak tak naprawdę po prostu lubi zabijać, i nie ma w tym żadnej filozofii.

Dużym plusem powieści jest jej język – prosty, momentami wręcz suchy, a jednak w dziewiętnastowiecznych listach delikatnie stylizowany. Dzięki temu powieść czyta się z przyjemnością. Ale Sztuka morderstwa ma też, oczywiście, wady. Największą z nich jest to, że w bohaterach nie ma nic oryginalnego. Który to już raz policjant jest porzuconym samotnikiem? Środowisko artystów jest przedstawione stereotypowo, podobnie środowisko policjantów – awangarda przeciwstawiona została twardej logice. Jedyną ciekawie sportretowaną postacią jest… Kuba Rozpruwacz. Wadą powieści jest także to, że łatwo domyślić się, kto jest sprawcą zbrodni popełnianych współcześnie (Kuba Rozpruwacz ujawnia się sam). Ten więc, dla kogo wyłącznym kryterium oceny kryminału jest liczba stron, po których odkrywa rozwiązanie, na pewno będzie rozczarowany. Ja jednak mimo wszystko polecam tę powieść, choćby ze względu na ciekawy pomysł morderstw inspirowanych obrazami surrealistów, który udało się autorowi – choć z małymi potknięciami – zrealizować.

Ewa Wrona

 

Sztuka morderstwa
Michael White
Przekład: Maciej Szymański
Wydawnictwo Rebis
Poznań 2011