Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Słodkie lato, Mari Jungstedt
czwartek, 25 sierpnia 2011

Wyspa morderstw

Wiem, że cykl powinno się czytać od początku, ale ostatnio wpadła mi w ręce najnowsza (czyli ostatnio wydana w Polsce) część siedmiotomowego cyklu Mari Jungstedt, Słodkie lato. Na szczęście każda książka to odrębna historia, choć, jak to z cyklami bywa, łączą je miejsce akcji (Gotlandia) i bohaterzy (komisarz Knutas i jego ekipa, a także dziennikarze).

ImageTym razem opowieść rozpoczyna się latem 1985 roku na maleńkiej, wyludnionej wyspie Gotska Sandön. Rodzina – mąż, żona, dwie nastoletnie córki – przyjeżdża tu na wakacje. Jak zwykle nic nie zapowiada tragicznych wydarzeń, które mają ją spotkać. Tymczasem ponad dwadzieścia lat później na wyspie Fårö zostaje zastrzelony – również przebywający tu na urlopie z rodziną – Peter Bovide, właściciel firmy budowlanej. Sprawę prowadzi Karin Jacobsson, zastępca komisarza Knutasa, który akurat przebywa na urlopie w Danii. Równolegle tropy próbuje badać dziennikarz Johan Berg. Obie grupy – policjanci i dziennikarze – starają się ze sobą współpracować, nie udaje im się jednak uniknąć spięć. Wszystkie ślady prowadzą do robotników z krajów nadbałtyckich, których zamordowany zatrudniał na czarno. Bardzo szybko wydaje nam się, że wszystko jest już jasne, że musimy już tylko poczekać, aż policjanci złapią sprawców. Nic bardziej mylnego: akcja skręca w miejscu, w którym się tego w ogóle nie spodziewamy. I choć dość szybko dowiadujemy się, dlaczego ktoś zabił dwóch mężczyzn (tak, jest i druga ofiara), niemal do samego końca nie wiemy, kto to zrobił.

Największym atutem powieści Mari Jungstedt są postaci. Wiarygodne, pełnokrwiste (może dlatego, że autorka sporo miejsca poświęca wątkom osobistym?). I nieschematyczne – mało mamy w literaturze, właściwie trudno powiedzieć dlaczego, szczęśliwych policjantów o udanym życiu rodzinnym. A komisarz Knutas zdecydowanie do takich należy. Ma wyrozumiałą żonę, którą wręcz wielbi, i dwójkę dzieci. Jego przeciwieństwem, przynajmniej w kwestii życia osobistego, jest jego zastępczyni Karin, kobieta samotna, która nie lubi rozmawiać o przeszłości. Gdzieś pośrodku plasują się Johan i Emma, byli narzeczeni i rodzice małej Elin, którzy nie potrafią dojść do ładu ze swoim związkiem. To właśnie ich historii Jungstedt poświęca najwięcej miejsca. Ostrzegam: tych, którzy nie lubią wątków romansowych w kryminałach, powieść może zdenerwować – dużo tu bowiem rozważań postaci dotyczących ich życia uczuciowego.

Zirytować może też to, że akcja jest prowadzona dosyć powoli; urozmaica ją jedynie zmieniająca się perspektywa, a także połączenie dwóch planów czasowych. Brak tu, tak typowych dla powieści skandynawskich, obserwacji społecznych czy politycznych. Autorka skupia się na tym, jak policjanci wyjaśniają morderstwa, jak małymi kroczkami – lub dużymi skokami – dochodzą do prawdy.

Słodkie lato na pewno nie jest arcydziełem. Nie jest nawet kryminałem na miarę choćby Mankella. Ale to interesująca i niewymagająca lektura, więc jeśli macie ochotę spędzić bezstresowy wieczór (albo ostatnie dni na plaży) z książką, powieść Mari Jungstedt nada się do tego doskonale.


Ewa Wrona

 

Słodkie lato
Mari Jungstedt
Przekład: Ewa Wojaczek
Wydawnictwo Bellona
Warszawa 2011