| Piąty dzień MFK Wrocław 2011 - RELACJA |
| niedziela, 27 listopada 2011 | |
|
Punkt Kulminacyjny Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011 już za nami. Relację z piątego dnia wypada zatem zacząć od końca, czyli od paru słów na temat Gali przyznania Nagrody Wielkiego Kalibru. A ta powędrowała do Gai Grzegorzewskiej za „Topielicę”. Wzruszona autorka, odbierając czek na 25 000 złotych, powiedziała: Cieszę się, że wygrałam. Liczyłam, że może dostanę jakąś nagrodę pod koniec życia, jak Martin Scorsese, jednak w tej sytuacji będę mogła dłużej cieszyć się nowym nosem. My natomiast chcielibyśmy się szybciej cieszyć jej nową powieścią, która, wedle słów samej zainteresowanej, zbliża się ku końcowi. Janina Paradowska przyznała, że decyzja nie była łatwa, a Jurorzy prowadzili walkę o zwycięzcę do ostatniej chwili. Głosy rozłożyły się 4 do 3. Cztery dla „Topielicy”, trzy dla „Jula” Pawła Goźlińskiego. Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru za całokształt twórczości otrzymała szwedzka pisarka Maj Sjöwall. Odbierając ją z rąk dyrektora Grina powiedziała: Polska jest bardziej radosna niż Szwecja, a Polacy są pełni poczucia humoru. Galę uświetnił duet Gremplina, a po ich występie z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że tańce i hulanki trwały do godzin nieprzyzwoicie późnych lub wczesnych. ![]()
A skoro jesteśmy przy Maj Sjöwall. Na poprzedzającym Galę spotkaniu prowadzonym przez dr Monikę Samsel-Chojnacką i Rafała Chojnackiego, pisarka opowiedziała o sobie, partnerze Perze Wahlöö i pisaniu kryminałów. Gdy w latach sześćdziesiątych zaczynali pisać, dziś kanoniczny, cykl kryminałów z Martinem Beckiem, w Szwecji było raptem sześciu autorów piszących kryminały. W dodatku wszyscy pisali na jedno kopyto, bliźniaczo podobne do siebie książki w duchu Agathy Christie. A oni odwrotnie, chcieli opowiedzieć o współczesnej Szwecji, jej wadach i zaletach. Innymi słowy pokazać Szwecję taka jaka jest. Pomysły na powieści mieli wspólne i bardzo skrupulatnie przygotowali się do pisania. Od początku wiedzieli, że książek z Martinem Beckiem ma być dziesięć. Ani mniej, ani więcej. Jedna rocznie. Akcję mieli dokładnie zaprojektowaną. Pisali wieczorami, gdy dzieci spały. Ręcznie, a rano przepisywali na czysto na maszynie. Pomimo tego, że w środku pisania serii przenieśli się do Malmo, komisarz Beck pozostał w Sztokholmie.
Piątego dnia temat miasta i kryminału został porzucony na rzecz konwencji retro. Dyskutowali na jej temat Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Paweł Jaszczuk i, jak zwykle dowcipny, Andrzej Ziemiański. Wszyscy uczestnicy panelu co do jednego byli zgodni: historyczne dekoracje są ważne, ale i tak nie można zapomnieć o tym, że najważniejsza jest intryga. W kryminale retro najcenniejsze jest to, że opowiada o wielkiej historii poprzez pryzmat mikro narracji: o tym co ludzie czuli, myśleli i dlaczego zachowywali się tak, a nie w inny sposób. Kryminał opowiada historię w bardziej plastyczny sposób, bo stanowi kronikę codziennego, prozaicznego życia, a nie zestaw dat i suchych jak wióry faktów. Kuźmińscy zgodnie (a podobno zawsze są zgodni) przyznali, że największym wyzwaniem jest nie zatracić się w nadmiarze zgromadzonych materiałów. Zresztą nie mniej trudno jest się powstrzymać przed wykorzystaniem całej dokumentacji. Stosunek pierwiastka do intrygi powinien być wyważony z dużą precyzją. Ostatecznie kryminał ma być rozrywką, a nie książką naukową.
Zofia Jurczak Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
|


























