Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Krzysztof Koziołek, Trzy dni Sokoła
piątek, 30 grudnia 2011

Sensacje lokalne

Czytałam ostatnio, że Krzysztof Koziołek zaczyna być wpisywany w poczet twórców kryminału skandynawskiego. Po lekturze „Trzech dni Sokoła” nie mogę się z tym zgodzić. Koziołek to raczej Amerykanin. Uczciwie trzeba dodać, że z polskimi korzeniami. I z książki na książkę coraz lepszy.

ImageOczywiście, że okrzyknięcie polskiego pisarza twórcą kryminału skandynawskiego jest nobilitujące. Dla mnie jednak o wiele więcej znaczy to, że kolejna książka Koziołka potwierdza dobrą wiadomość: mamy następnego polskiego twórcę niezłych powieści sensacyjnych.  O co w czasach wszechobecnego kryminału retro oraz debiutanckich, zbyt długich i niezbyt zaskakujących sensacyjnych prób naprawdę trudno. Ale po kolei.

Tym razem Koziołek zamiast dłuższej fabuły daje nam trzy opowiadania – czyli trzy sprawy rozwiązane przez Andrzeja Sokoła. Sokół znany nam już jest z poprzednich powieści pisarza: debiutanckiej „Drogi bez powrotu” i „Miecza zdrady”. Dziennikarz z zacięciem śledczym, lubiący pakować się w kłopoty, nie czyta kryminałów, bo prawdziwie kryminalne sprawy idą za nim trop w trop. Z okładki książki kłania nam się bohater NOIR. Nic dziwnego: Sokół jest równie bezczelny jak Filip Marlowe, a kłopoty to również jego specjalność. A Koziołek, podobnie jak Chandler, nie stara się tworzyć literatury: on po prostu pisze powieści sensacyjne; językiem prostym i komunikatywnym, czasem nawet niedbałym. Wbrew pozorom to bardzo relaksujące, móc skupić się na akcji bez zastanawiania się nad kolejnymi problemami etycznymi, psychologicznymi czy społecznymi.

Zgodnie ze starą, dobrą tradycją opowiadani były pisane do gazet (oraz do Internetu) w odcinkach. Dzięki temu są zwięzłe: w odcinkach publikowanych w papierowej prasie nie ma miejsca na dłuższe niż kilka zdań opisy świata i emocji. Pozostaje więc głównie dobra i szybka akcja – czyli najważniejsza cecha gatunku. Wszystkie trzy historie ukazywały się od grudnia 2010, czyli już po wydaniu trzech powieści.  Ten fakt nie jest bez znaczenia, bo dzięki wcześniejszym książkom Koziołek zna swojego bohatera, jego możliwości – i swoje możliwości także. Trzeba dodać, że z warsztatem jest coraz lepiej i śmiało można podtrzymać tezę, że jego proza ma kilka charakterystycznych cech: nacisk położony na lokalność, sympatia do historii, akcja przed opisami. Do tego nasz autor nie oszczędza bohaterów drugoplanowych, mordując kogo trzeba bez skrupułów. Dochodzi jeszcze umiejętność tworzenia wiarygodnej, lokalnej fabuły, ale bez pisania przewodnika po mieście i okolicznych wsiach. Czy w Zielonej Górze ktoś może zamordować wiceprezydenta, a potem podłożyć bombę wśród uczestników kongresu? Ależ owszem, czemu nie. Każde miejsce może stać się sceną zbrodni, pościgu czy przestępczych porachunków, i nie musi być wcale opisane z detalami.

Opowiadania z „Trzech dni Sokoła”, poza łączącym je bohaterem, mają też inną wspólną rzecz: to historie o tym, jak bardzo może sobie utrudnić życie dziennikarz interesujący się podejrzanymi sprawami. I jeszcze jedno: w trzecim opowiadaniu, zatytułowanym „Zemsta absolutna”, pojawia się znana nam już z poprzedniej książki nadkomisarz Sara Bendarz. Czyżby miała zostać w książkach Koziołka na dłużej? Co prawda romans z Sokołem raczej się nie szykuje, bo dziennikarz ma narzeczoną, no i romantyzmu oraz erotyzmu pisarz na szczęście unika, ale wspólna akcja tej dwójki byłaby nie do pogardzenia.


Marta Łysek

Trzy dni Sokoła
Krzysztof Koziołek
Manufaktura Tekstów
Nowa Sól 2011
Ilość stron: 225