Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Szczodre gody, Volker Klüpfel, Michael Kobr
czwartek, 09 lutego 2012

Prymuśnie!

W przypadku kryminału trudno – jeśli w ogóle można – oderwać się od tradycji. Ale korzystanie z niej może przybrać dwojaką formę: plagiatu bądź kreatywnego odwołania. W powieści Szczodre Gody wątki i motywy, czerpane z klasyki kryminału pełnymi garściami, zostały wykorzystane dosłownie, ale z dużym poczuciem humoru. I właśnie dlatego warto sięgnąć po nią sięgnąć.


ImageVolker Klüpfel jest dziennikarzem, Michael Kobr – nauczycielem francuskiego i niemieckiego. Łączą ich miejsce zamieszkania (region Allgäu) oraz napisane wspólnie kryminały, których głównym bohaterem jest komisarz Kluftinger. Stworzyli ich dotychczas pięć; w Polsce ukazały się na razie jedynie Szczodre Gody (będące ostatnią powieścią cyklu – ciekawe, skąd taka kolejność?).

Czym są Szczodre Gody? To pradawne święto Słowian, trwające dwanaście nocy, od Bożego Narodzenia do Święta Trzech Króli. Według dawnych wierzeń to okres, kiedy duchy zmarłych wracają do świata żywych i kiedy w zasadzie wszystko może się zdarzyć.W to właśnie święto, tuż przed Nowym Rokiem, komisarz Kluftinger i jego żona zostają zaproszeni do luksusowego górskiego pensjonatu w Allgäu. Weekend ma być kryminalny – organizatorzy przygotowali inscenizację morderstwa, inspirowaną najsłynniejszymi powieściami gatunku. Kluftinger, jak przystało na policjanta, ma odegrać rolę Herkulesa Poirota; planuje szybko uwinąć się z rozwiązaniem zagadki i powrócić do leniuchowania. Niestety, plan zostaje zakłócony: ktoś ginie naprawdę. Kto – i jak – zabił mężczyznę, znajdującego się w zamkniętym od wewnątrz pokoju? Jasne jest, że mógł to zrobić jedynie któryś z obecnych mieszkańców hotelu. W normalnych warunkach na miejsce wezwano by policję. Ale warunki, jak przystało na Szczodre Gody, nie są normalne: zamieć śnieżna odcina pensjonat od świata. Cóż więc innego pozostaje Kluftingerowi, jak rozwiązać sprawę samodzielnie? Do pomocy (wątpliwej zresztą) ma tylko irytującego Langhammera i jednego z policjantów ze swojego posterunku, z którym z rzadka komunikuje się przez Internet – bo tylko na to pozwala pogoda.

Górski pensjonat odcięty od świata, zagadka zamkniętego pokoju, dociekliwy detektyw. Brzmi znajomo, prawda? Autorzy bawią się tradycją kryminału, wcale tego nie ukrywając. Jednak o ile sama warstwa fabularna – wykorzystująca ograne motywy, a mimo wszystko interesująca – potraktowana jest jedynie z lekkim przymrużeniem oka, o tyle główny bohater powieści niemieckiego duetu stanowi parodię klasycznych detektywów. Komisarz Kluftinger nie jest bowiem ani zbyt kulturalny,ani przesadnie rozgarnięty, a do tego wszystkiego boi się zwłok. Mało tego: swoim stosunkiem do doktora Langhammera przypomina rozwydrzonego dzieciaka, robiącego głupie psikusy nielubianemu przez siebie koledze. Ale z drugiej strony jest w nim coś z odgrywanego przez niego detektywa: jako jedyny potrafi powiązać ze sobą ślady tak, by odnaleźć mordercę. Bardzo irytująca postać. I przy tym bardzo zabawna. A czy nie tak właśnie większość czytelników odbiera Herkulesa Poirota?

Bawią się nie tylko autorzy, żonglując motywami zaczerpniętymi z klasycznej literatury. Bawią się także czytelnicy.  Dosłownie, bo nie sposób nie roześmiać się, obserwując niektóre zachowania komisarza Kluftingera, i w przenośni: szukając literackich skojarzeń. Dziesięciu murzynków, Pułapka na myszy, Morderstwo w Orient Expressie – to tylko  najbardziej oczywiste odwołania do twórczości Agathy Christie. Są też inne odniesienia, nie tylko do książek królowej kryminału. Ale szukanie ich pozostawiam Wam. Bawcie się dobrze!

Ewa Wrona

Szczodre Gody
Volker Klüpfel, Michael Kobr
Przekład: Grzegorz Zaręba
Wydawnictwo Akcent
Warszawa 2011