Advertisement
Strona główna
Pierwszy śnieg, Jo Nesbo
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Co przyniesie pierwszy śnieg?


ImageNa pewno znacie to uczucie, kiedy wieczorem jesteście tak zmęczeni, że nie macie siły na nic, a następnego dnia musicie wcześnie wstać. Ale książka kusi… Myślicie sobie więc: „Przeczytam jeden rozdział i idę spać”. Ja tak mam często – i zwykle udaje mi się zrealizować to postanowienie. Zwykle. Bo tym razem po dwóch godzinach trzymania powiek na zapałkach przeczytałam ostatnią stronę. Pierwsza myśl? Warto było się nie wyspać.

"Pierwszy śnieg" (w oryginale Snømannen, czyli „Bałwan”) zaczyna się niemal sielankową sceną. Pewna kobieta o imieniu Birte wraca z pracy do domu, zachwyca się obiadem przygotowanym przez męża i syna oraz bałwanem stojącym na podwórku. Ale, jak to w kryminale bywa, szybko pojawia się tajemnica: nikt nie przyznaje się do ulepienia tego bałwana. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że jeszcze tej samej nocy Birte znika. Zostaje tylko jej różowy szalik – i resztki roztapiającego się bałwana.

Nieco wcześniej Harry Hole z norweskiego Wydziału Zabójstw dostaje tajemniczy list, podpisany „Bałwan”. Choć początkowo go zignorował, w obliczu zniknięcia kobiety w jego głowie rodzi się skojarzenie, angażuje się więc w tę sprawę. Pomaga mu nowa policjantka, Katrine Bratt. Oboje szybko odkrywają, że w ostatnich latach w Oslo zaginęło podejrzanie dużo kobiet. Wszystkie łączy fakt, że miały mężów i dzieci, wszystkie zniknęły bez śladu w dniu, kiedy spadł pierwszy śnieg, a w miejscu, w którym ostatnio je widziano, ktoś ulepił bałwana. Czyżby po Oslo krążył seryjny morderca? Jeśli tak, to kto ma go złapać, jeśli nie Hole, jedyny w Norwegii specjalista w tego typu sprawach?

Jest w "Pierwszym śniegu" pewien paradoks. Otóż z jednej strony to chyba najbardziej pozytywna powieść z Harrym z dotychczas przeze mnie przeczytanych. Może dlatego, że Holemu udaje się nareszcie odzyskać odrobinę równowagi w życiu uczuciowym, a może powodem jest fakt, że w osobie mordercy zyskuje godnego siebie przeciwnika – i wpada w śledczy szał. A z drugiej strony to najbardziej przerażająca spośród książek norweskiego autora. Pamiętacie „Laleczkę Chucky”? Tam przerażała dziecinna zabawka. Nesbø, który zresztą sam stwierdził, że "Pierwszy śnieg" ma w sobie dużo z HORRORu, korzysta w tej powieści z podobnego schematu: przeraża odbiorców czymś, co do tej pory kojarzyło się niemal wyłącznie pozytywnie. I bawi się naszym strachem.

Ale ta książka to nie tylko opowieść o łapaniu mordercy. To też historia rodzącej się obsesji. Bałwan (tak nazwali mordercę policjanci) jest wyjątkowo inteligentny, wyrachowany i dokładnie planuje swoje zbrodnie. Autor umożliwia nam spojrzenie w głąb jego życia – dzięki temu możemy dowiedzieć się, jak narodziło się szaleństwo. Przywodzi to na myśl dobre amerykańskie THRILLERy, by wspomnieć choćby powieści Thomasa Harrisa czy Jeffery’ego Deavera. Nesbø jednak nie kopiuje; nie pozwala na to jego styl. Tworzenie skomplikowanej fabuły, piętrzenie wątków, podsuwanie fałszywych tropów – to wszystko sprawia, że czytelnik nie zastanawia się, czy to już było, a z zapartym tchem śledzi rozwój akcji. I choć tego, kto zabija, możemy domyślić się wcześniej niż Hole, nie psuje to czytelniczej zabawy: "Pierwszy śnieg" jest tak dobrze skonstruowany, że po prostu chce się go czytać.

Przeczytałam, zachwyciłam się, zrecenzowałam, teraz idę odespać. Ale Pancerne serce, następna powieść cyklu, już łypie na mnie okiem...

Ewa Wrona

Pierwszy śnieg

Jo Nesbø
Przekład: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2010