Advertisement
Strona główna
A na imię jej będzie Aniela, Marcin Wroński
piątek, 28 września 2012

Nie tylko kryminał

Marcin Wroński sporo w życiu napisał, ale największą popularność przyniósł mu cykl kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim, liczący już cztery części. „A na imię jej będzie Aniela” to trzecia z nich – i podobnie jak poprzednie, „Morderstwo pod cenzurą” i „Kino Venus”, przyniosła autorowi nominację do Nagrody Wielkiego Kalibru.

ImageTym razem spotykamy Maciejewskiego na początku września 1938 roku, kiedy to policja znajduje zwłoki służącej, niejakiej Anieli Biernackiej. Dziewczyna została przed śmiercią zgwałcona, a na jej ciele widnieją ślady ropy. W pierwszej chwili komisarz podejrzewa kogoś z otoczenia dziewczyny, sprawy nie udaje się jednak rozwiązać. Mija rok. Maciejewski wie już, że Aniela padła ofiarą seryjnego mordercy, ale wybuch wojny nie pozwala mu zapobiec następnej zbrodni. Mało tego: wśród setek ofiar bombardowań nie jest nawet w stanie odnaleźć nawet kolejnej ofiary mordercy. Mimo to nie poddaje się; jako oficer Kripo (niemieckiej policji kryminalnej) robi wszystko, by rozwiązać sprawę.

Nie miejsce tu na analizę kryminałów retro jako gatunku (zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu Tomasza Daniela Dobka „Dokąd idziesz, retro?”). Warto jednak wspomnieć, że ich autorzy – przynajmniej ci lepsi – przyzwyczaili nas do tego, że doskonale przygotowują się do pisania swoich powieści. Marcin Wroński nie jest wyjątkiem: Lublin końca lat trzydziestych od pierwszych stron wydaje się prawdziwy. Wrażenie autentyczności potęgują przytaczane rzeczywiste fragmenty gazet oraz precyzyjny opis przestrzeni, w której funkcjonują bohaterzy powieści. Zniszczone wojną miasto doskonale oddaje wojenną atmosferę chaosu. Jednak nie ono jest tu najważniejsze, a bohater, mocno osadzony w kontekście historycznym, od którego przecież jego funkcjonowanie – ba, życie nawet – jest zależne. Wojna w powieści „A na imię jej będzie Aniela” jest przedstawiona niejako mimochodem; gdzieś w tle widzimy Majdanek i słyszymy krzyki Żydów. Na pierwszym planie pozostają jednak ludzie. Wroński swoją powieścią po raz kolejny udowadnia, że kryminał nie musi być li i jedynie czystą rozrywką, a może mówić o rzeczach uniwersalnych. W tym przypadku: o tym, jak daleko może posunąć się człowiek, by ocalić życie (warto przyjrzeć się na przykład prawdziwej (!) historii Szamy Grajera).

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wybór na głównego bohatera Maciejewskiego – byłego boksera, samotnika, pijaka i niechluja, a przy tym doskonałego śledczego – nie jest zbyt oryginalny. Mało to w literaturze kryminalnej takich antypatycznych typów? Tyle tylko, że obok Zygi nie sposób przejść obojętnie. Ja na przykład go nie polubiłam, ale na pewno zapamiętałam. Bo choć ani nie jest miły, ani kulturalny, ani nawet sympatyczny, budzi mimowolny podziw – mało kto w wojennej zawierusze byłby w stanie myśleć o kimś innym niż sobie i najbliższej rodzinie. A Maciejewski skupia się na ofiarach seryjnego mordercy – i zrobi wszystko, by je pomścić. Dosłownie wszystko: przecież to był jedyny powód, dla którego wstąpił do Kripo, narażając się na zarzuty o kolaborację z wrogiem.

Stylistycznie powieść „A na imię jej będzie Aniela” jest utrzymana na wysokim poziomie. Choć bohaterzy Wrońskiego posługują się specyficznym żargonem, narracja jest prowadzona neutralnie, tak by czytelnik nie zniechęcił się językiem, który trudno mu zrozumieć. Warto także docenić Wrońskiego za drobne smaczki, które przemyca w lekturze. Bo kto się nie uśmiechnie, czytając o „słynnym komisarzu Popielskim” ze Lwowa albo o przedwojennej powieści w odcinkach „Kino Venus” niejakiego W. Rońskiego? Mnie ujęło również przywrócenie do życia Czechowicza, przepraszam, Trąbicza – ten pochodzący z Lublina poeta faktycznie zginął w bombardowaniu 9 września, a na kartach powieści ożywa jako działacz AK.

Choć narracja ze względu na spore przeskoki w czasie może wydawać się chaotyczna, de facto jest bardzo precyzyjna: Wroński pokazuje nam tylko te wydarzenia, które mają znaczenie dla fabuły. Co otwiera okno następnym powieściom – bo może gdzieś w międzyczasie, mimo wojennej zawieruchy, Maciejewski w mundurze oficera niemieckiej policji kryminalnej rozwiązywał kolejne zagadki, któż to wie?

Ewa Wrona

A na imię jej będzie Aniela
Marcin Wroński
Wydawnictwo W.A.B.
Mroczna Seria
Warszawa 2011