Advertisement
Strona główna
Noc z czwartku na niedzielę, Gaja Grzegorzewska
poniedziałek, 29 października 2007
ImageMoje życzenia dla Grzegorzewskiej, po jej debiutanckim Żniwiarzu, spełniły się na szczęście w pełni. Kontynuacja przygód detektywki Dobrowolskiej jest jeszcze bardziej klasyczna, spójniejsza, a w wyrazie – mocna i aktualna.


ImageWydawca Polskiej Kolekcji Kryminalnej konsekwentnie idzie w rehabilitację kryminalnego gatunku, i to w dwójnasób: w przypadku prozy Świetlickiego, Malickiego czy teraz, wydanego równolegle z Grzegorzewską, Pasewicza, mamy do czynienia z przemyślanym igraniem z gatunkiem, co ewidentnie ciągnie go w stronę literatury „wysokiej”: Świetlicki upoetyzował krakowskie urban legends za pomocą Chandlera. Malicki złamał SUSPENS THRILLERa, i wyszła mu niemal metafizyka. Pasewicz wątku kryminalnego używa po to, by – bardzo przejmująco – skonfrontować ze sobą świat gejowski (fakty) z resztą świata (mity).

A między nich wbiła się właśnie Grzegorzewska, młodziutka (dotąd najmłodsza z kryminalnych autorów w Polsce?...) adeptka filmoznawstwa i capoeiry, która – także bardzo świadomie – zrehabilitowała klasyczny kryminał Złotego Okresu .

I trzeba mocno zaznaczyć, co za tym stoi: nie tylko wygodna etykietka, rozumiana dziś przeważnie dobrotliwie, jako pozostałość po lekkich, kryminalnych czytadłach. Ale coś o wiele ważniejszego.

Oto Grzegorzewska buduje fabuły na wzorcowych, fundamentalnych  schematach kryminalnych: w Żniwiarzu bliższa była Christie , z jej predylekcją do prowincjonalnych, hermetycznych komórek społecznych, których błogi spokój zakłóca wydarzenie kryminalne. W Nocy z czwartku na niedzielę poszła natomiast autorka w literalny LOCKED ROOM, mroczniejszy, poważniejszy, pozbawiony komicznej lekkości; w locked room, bliższy fabułom Poego czy Doyle’a . W locked room dosłowny, bo zamykający historię niemal w całości, po fincherowsku, w dusznym, klaustrofobicznym klubie-labiryncie. Owe zamknięte przestrzenie stają się u Grzegorzewskiej bardzo celnym laboratorium przypadku, socjologicznym pars pro toto, na bazie społecznego wycinka poddającym go analizie.

Dodajmy -  u ojców gatunku – Doyle’a, Christie, wcześniej Poego – nie było owej socjologii wiele, raczej liczył się sam dreszcz zagadki, grozy, napięcia. Dopiero z czasem okazało się, że „laboratoryjne” konotacje tych fabuł nadają się znakomicie do wszelkich wiwisekcji: przywołajmy tu Roberta Altmana, który – także w konwencji „zagadki zamkniętego pokoju” – znakomicie demaskował hipokryzję arystokracji w genialnym Gosford Park. Z bardziej współczesnych przykładów trzeba przypomnieć psychologiczne analizy człowieka w Cube Vinzenzo Natalego czy – właśnie tak! – w makabrycznych trzech Piłach.

Żniwiarz, debiut Gai Grzegorzewskiej, poza wypływającą naturalnie z przestrzeniu akcji ironią na polską prowincję, zapędzał się, jeszcze ciut rozbuchanie, w publicystykę bardzo szeroką: od Internetu, przez bezduszną stronę mediów, po analizy spod znaku gender. W Nocy z czwartku na niedzielę mamy już niemal całkiem dojrzałą, stonowaną do najpotrzebniejszych motywów gatunku, opowieść, dziejącą się w przeciągu kilku nocy.

Oto detektywka Julia Dobrowolska, powabna blondynka z intrygującą blizną na policzku (i należną detektywowi krzepą), po wydarzeniach w Bułkowicach postanowiła złapać w żagle wiatr: razem z Wiktorem Bergerem, dwuznacznym gejem i telewizyjnym gwiazdorem, prowadzi telewizyjny program kryminalny. Oczywiście, za sowity procent, musi świecić odbitym światłem Bergena, choć to ona prowadzi całość śledztwa. Tym razem do jednego z wielkich, wielopoziomowych, krakowskich klubów wzywa ją siostra Lola (Grzegorzewska przywołuje jeszcze kilka postaci poznanych już poprzednio). W pewnej chwili na dancefloorze zgasło światło… Dostajemy pierwszego trupa, zaraz potem kolejnego, który być może przedawkował w toalecie…

W lokalu, jak się okazuje nieprzypadkowo, Julia i Bergen napotykają ducha ze swej przeszłości, policjanta Arona. Przeszłości emocjonalnej i łóżkowej, a motyw trójkąta oplatać będzie bohaterów raz to lirycznie, raz erotycznie, czym Grzegorzewska zdaje się wybornie bawić. Szymon, brat Aarona, jest właścicielem klubu – właściwie zaś jego połowy, drugą bowiem zawiaduje jego młodziutka, rozrywkowa małżonka.  Zabitymi, na domiar wszystkiego, okazują się być – jej dwaj bracia.

Grzegorzewska prowadzi swa bohaterkę od rozmowy do rozmowy, od podejrzenia do podejrzenia, od tropu do tropu. Kameralnie, klaustrofobicznie, bez sensacyjnych fajerwerków, za to zbliżając się często, za pomocą drobnych obrazków, do szczerej psychologii.

Lecz najważniejsze morały buduje archetypiczna przestrzeń powieści: przestrzeń nocnych klubów, ogólnie miejskich, nie tylko krakowskich. Przestrzeń dyskotek, branych stereotypowo  „dresów” i plastikowych dziewcząt, dancefloorów i niuchanych po toaletach kresek; kebabów, zapiekanek, skórzanych kurtek, drogiego, sportowego obuwia, irytująco bezczeszczonego przypadkową plamą keczupu. Nocna Szewska staje się joyce’owską odyseją a’rebours, oniryczną i dionizyjską – lecz opary wyroczni są zimne i farmaceutyczne. Wnętrze naczelnego klubu składa się z szeregu egzotycznych simulakrów, zależnie od potrzeb, od rajskich traw i plaż, po zimne szachownice podłóg błyskające sztuczną tęczą… Z tym przenikają się tajemnicze, ciemne korytarze, piwnice, skrywające tajemnice sprzed wieków, bądź też puste, quasi-mistyczne celebry spod znaku de Sade’a, Oczu szeroko zamkniętych czy Dziewiątych wrót (zbyt wiele tu zdradzić nie mogę).

Owe, plastikowe, miejsko-nocne „małe Sodomy” (a nazywam to z nutą żartu, bez cynizmu – przed którym Grzegorzewska broni się także sporą dozą sympatii wobec swych spostrzeżeń), jawią mi się właśnie jako zdewaluowany, kontrkulturowy Dionizos, jako odarte z mistyki, współczesne bachanalia, które – być może desperacko! – próbują zagłuszyć brak, czy nawet nieufność, do i wobec najszczerszych, pierwotnych emocji… Intryga buduje na tym konsekwentnie: w pstrokatym, nocnym światku Grzegorzewskiej kryminał wyniknie z pożądania, zazdrości, nieufności…

Grzegorzewska, w bardzo sprawnej formie, portretuje kebabowy hedonizm, który, pozostawiony samemu sobie, nie przyniesie transgresji, a wymioty i porannego kaca. Dosłownie i w przenośni.


P.S.

Odrobina dziegciu – Grzegorzewska wyprowadzi bohaterkę z zamknięcia dwukrotnie. Raz potrzebnie, bo po istotny trop, choć konsekwentnie, z jednej „Sodomy” do drugiej. Kolejny raz, choć też po istotny trop, już nieco sztucznie i pretekstowo. A jeszcze wyniknie z tego mały, epizodyczny Deus ex machina (w duchu prozy Thomasa Harrisa!), który dla mnie nie broni się nawet jako przełamanie konwencji. No, ale… Reszta jest akuratna. Polecam gorąco.

 

Noc z czwartku na niedzielę

 
Gaja Grzegorzewska

Wydawnictwo EMG, 15 października 2007
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna
ISBN 978-83-922980-6-9
Str. 208, oprawa miękka
Cena detal. 29.90