Advertisement
Strona główna arrow Publicystyka arrow Gaja Grzegorzewska, Odniesienia do innych kryminałów w prozie Agathy Christie
Gaja Grzegorzewska, Odniesienia do innych kryminałów w prozie Agathy Christie
poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Odniesienia do innych kryminałów

(Część piąta wykładu na temat literackich odwołań w prozie Agathy Christie)

ImageW filmie „Morderstwo na plebanii” w jednej ze scen panna Marple czyta powieść Chandlera. Jest to oczywiście mrugnięcie oczkiem do współczesnego widza, ale sam pomysł, by bohaterka czytała kryminał, nie jest aż tak bardzo nieprawdopodobny. Bohaterowie Christie bardzo lubią kryminały. Autorka wielokrotnie pokazuje, że nie są jej obce dzieła poprzedników i współczesnych jej autorów.

Nie sposób uniknąć podejrzeń, iż postać Hastingsa, najlepszego przyjaciela Poirota, jest wzorowana na doktorze Watsonie, przyjacielu Sherlocka Holmesa. Podobnie jak Watson, Hastings bywa często narratorem książki. I jest równie beznadziejnym detektywem. Jego dedukcja kryminalna kuleje, a teorie są chyba jeszcze mniej trafione i bardziej idiotyczne niż te prezentowane przez przyjaciela Holmesa. Cały trud Poirota i wieloletnia znajomość obu panów wydaje się czasem zmarnowanym, jeśli chodzi o próbę nauczenia Hastingsa jakiejkolwiek metody dedukcji. Watson chyba nie był aż tak tępym uczniem. Jednak – podobnie jak to było w przypadku Watsona – Hastings potrafi jakąś niewinną uwagą naprowadzić Poirota na właściwy trop. Zarówno Holmes, jak i Poirot znacznie przeceniali tę umiejętność swoich kompanów, gdyż wskazówka była zawsze wynikiem zwykłego przypadku, a nie procesu umysłowego. Tępota Hastingsa zaczęła w końcu drażnić nawet samą autorkę, więc ożeniła go i wysłała do Argentyny. Poirot zatrudnił sekretarkę – kompetentną i przy tym kompletnie pozbawioną wyobraźni pannę Lemon, po pewnym czasie mającą dosyć peanów na cześć kapitana Hastingsa, który wyobraźni posiadał aż za wiele.


W powieści „Wielka czwórka” Christie żartobliwie nawiązuje do Conan Doyle’a, sugerując, że jak Sherlock Holmes miał brata Mycrofta, tak Hercules Poirot ma brata Achillesa. Dobór dziwacznych imion zapewne nie był przypadkowy. Christie na pewno bawiła się wybornie kosztem kolegi po piórze, tworząc scenę, gdy Poirot mówi do Hastingsa: Czyżbyś nie wiedział, że każdy znany detektyw ma brata, który byłby równie znany, gdyby nie wrodzone lenistwo?


Do gustu nie przypadł jej chyba natomiast Edgar Allan Poe. W kryminale „Trzecia lokatorka” Poirot zaczyna pracę nad książką o powieściowych detektywach. Amerykańskiego pisarza traktuje bardzo lekceważąco. (Co ciekawe, również Sherlock Holmes nie cenił zbyt wysoko dedukcji Auguste’a Dupina, wykazując Watsonowi, jakaż to w gruncie rzeczy banalna metoda). Poirot ubolewa też nad brakiem metody u Wilkie Collinsa, prekursora powieści detektywistycznej, bardzo popularnego za życia.


Natomiast para detektywów Tommy i Tuppence uwielbia klasykę kryminału. W zbiorze opowiadań „Śledztwo na cztery ręce” młode małżeństwo postanawia przy każdej kolejnej sprawie wykorzystywać metody coraz to innych książkowych detektywów, dla zabawy wcielając się w ich role. Najczęściej bawią się postacią Holmesa, ale czerpią także z popularnych za czasów Christie, a teraz nieco zapomnianych bohaterów, takich jak Thorndyke z powieści Richarda Austina Freemana, bracia Okewood z powieści Valentine Williams czy Roger Sheringham Anthony’ego Berkeleya. W końcu wcielają się w samego Herculesa Poirot! Autorka sama nabija się ze swojego bohatera i nadanych mu przez siebie zabawnych cech i przywar, traktując go z przymrużeniem oka.

Christie niejednokrotnie nawiązywała w taki sposób do własnych utworów, demonstrując otwarcie ich literackość i fikcyjność stworzonych przez siebie  bohaterów. Tu trzeba przywołać postać pisarki pani Olivier, stanowiącą alter ego autorki, a nawet jej odbicie w krzywym zwierciadle. Na jej przykładzie Christie pokazuje rzeczywiste problemy pisarskiego warsztatu. Detektywem pani Olivier jest Fin Sven Hjerson. To swoisty żarcik Christie, która wielokrotnie musiała wyjaśniać, dlaczego uczyniła swojego detektywa Belgiem. Pani Olivier momentami żałuje swojego oryginalnego pomysłu, by bohater jej kryminałów był z pochodzenia Finem, bo nie ma bladego pojęcia ani o Finach, ani o Finlandii. Pani Olivier, podobnie jak Agatha Christie, musi walczyć z producentami teatralnymi, którzy za wszelką cenę chcą zrobić z podstarzałego Svena młodzieniaszka otoczonego rojem zakochanych dziewcząt. Adrianna jest popularną autorką, ale bardzo słabym detektywem; ma za to mnóstwo wymyślnych teorii na podorędziu, którymi chętnie dzieli się ze swoim przyjacielem Poirotem. Swoje książkowe metody stara się stosować w kryminalnych sprawach, w których bierze udział. Inspiruje się rzeczywistością. W „Zbrodni na festynie” Adrianna mówi na końcu: Prawdę mówiąc, myślę o zrobieniu z tego książki. Szkoda, żeby taka historia poszła na marne.

Bohaterowie powieści Christie przeplatają się w różnych jej książkach. Co prawda Hercules Poirot i Panna Marple nigdy się nie spotkali, ale za to postaci, które mają swoje oddzielne książki – takie jak Adrianna Olivier, inspektor Battle, pułkownik Rice i oczywiście Hercules Poirot – spotykają się w kryminale „Karty na stół” i działają razem. Panna Lemon, sekretarka Poirota, była wcześniej sekretarką Parkera Pyne’a. bohatera zbioru opowiadań „Parker Pyne na tropie”, a pan Satterthwaite, występujący zwykle w parze z panem Quinem, pojawia się gościnnie u boku Poirota w „Tragedii w trzech aktach”.

Obecnie to Agatha Christie jest pisarką, którą najczęściej cytują i do której nagminnie, czy to w tonacji poważnej, czy żartobliwie, odwołują się inni autorzy kryminałów.