Advertisement
Strona główna
Abel i Kain, Katarzyna Kwiatkowska: recenzja
piątek, 19 kwietnia 2013

Zbrodnia uzasadniona?

Debiutancka powieść Katarzyny Kwiatkowskiej „Zbrodnia w błękicie”, wydana w 2011 roku, została przez jurorów Nagrody Wielkiego Kalibru uznana za jedną z dziewięciu najlepszych powieści kryminalnych roku. Choć nie zwyciężyła, nie przeszła bez echa: Janina Paradowska postanowiła wyróżnić debiut Kwiatkowskiej jako „kryminał nieco staroświecki, ale bezdyskusyjnie wart uwagi”. „Abel i Kain” to powieść również nieco staroświecka – i również bezdyskusyjnie warta uwagi.

ImageGłównym bohaterem, podobnie jak w „Zbrodni w błękicie”, jest Jan Morawski, podróżnik i detektyw-amator. Jest rok 1900 – właśnie skończyły się Igrzyska Olimpijskie w Paryżu i Morawski wraca do Polski (istniejącej wówczas w świadomości ludzi, nie na mapach). Zostaje tu poproszony o pomoc w rozwiązaniu pewnej sprawy: w majątku pod Gostyniem ktoś zabił arystokratę, a o morderstwo oskarżono jego brata. Żeby było ciekawiej, nikt nie wymaga od Jana odnalezienia prawdziwego mordercy – ofiara, Adam, to „kompletny degenerat i narkoman. A do tego podlec” i niewiele osób boleje nad tą stratą. Wszystkim jednak zależy na znalezieniu dowodu niewinności jego brata, Edwarda. Jakby tego było mało, pojawia się też drugoplanowa zagadka: czy ktoś usiłuje otruć starego sługę Jacentego?

Tym razem Katarzyna Kwiatkowska nie wykorzystuje, jak w swojej debiutanckiej powieści, klasycznego schematu locked-room. Klasyczny za to pozostaje duet bohaterów: detektyw i pomocnik. Morawski i jego wierny sługa Mateusz są trochę jak Sherlock Holmes i doktor Watson (podobnie jak ten drugi Mateusz miewa głupie pomysły, które naprowadzają Jana na właściwy trop). A przy tym po prostu dobrzy z nich ludzie: Mateusz sporo czasu i sił poświęca pomocy staremu słudze, Jan natomiast mocno angażuje się w udowodnienie niewinności Edwarda.

Ale jeśli dobrze się przyjrzeć, nie tylko duet głównych bohaterów autorka traktuje z sympatią. Nikt tu nie jest – poza nieboszczykiem, otwarcie opisanym jako niegodziwiec, i podobnym doń sługą – zły. Pan domu, zwany przez Morawskiego Mariuszem, jest sprawiedliwy i ludzi niższego stanu uważa za równych sobie, tyle że nie dostrzega prawdy o swoich dzieciach. Zamieszkujący rezydencję przyjaciel Mariusza Tercjusz to z kolei poczciwy obżartuch, który ma swoje drobne tajemnice. Oskarżony o zabicie brata Edward jest wrażliwym artystą, ale też co nieco ukrywa. Właściwie wszystkich bohaterów można by tak opisać: to dobrzy ludzie, tyle że każdy z nich popełnia błędy. I wynika to po prostu z natury ludzkiej, nie wrodzonego zła. Jak widać, bije z tej powieści wiara w człowieka. I tylko przed głupotą nie ma ratunku, czego przykładem jest pani Eufemia, opisana w sposób, którego nie powstydziłby się Kornel Makuszyński.

Lista zalet „Abla i Kaina” jest dłuższa. Wśród nich można wymienić: umiejętną konstrukcję akcji, która sprawia, że nie sposób domyślić się winnego; język – stonowany, świetnie dopasowany do opowieści o początkach XX wieku, ale nie archaiczny; wreszcie łagodny, nienachalny humor sytuacyjny. Co więcej, widać, że autorka odrobiła lekcje z historii i języka regionu – nie szpikuje jednak książki detalami i językowymi smaczkami, by to udowodnić. Raczej doprawia ją do smaku.

Celowo użyłam przy charakteryzowaniu postaci słów „niegodziwość”, „poczciwość” – choć trącą myszką, dobrze pasują do tej książki. Bo to retro w przyjemnym wydaniu:  nie ma tu spelunek, burdeli i nieustannego chlania jak u Krajewskiego czy Wrońskiego. Czytając powieść Kwiatkowskiej, czuje się od razu, że autorka nie napisała kryminału retro, bo to modne i chciała popisać się wiedzą, a z sympatii do czasów, które już nigdy nie wrócą. Nie bez przyczyny Jan Morawski przy okazji wyjaśniania zbrodni bierze udział w pikniku czy przygląda się drylowaniu porzeczek. Słowem: nie mam żadnych zastrzeżeń i polecam tę powieść z całego serca, bo gwarantuje przyjemnie spędzone godziny. O jedno tylko mam żal. Czy bohaterzy naprawdę muszą aż tyle jeść? Przez kilka godzin poświęconych lekturze byłam nieustannie głodna…

Ewa Wrona

Abel i Kain
Katarzyna Kwiatkowska
Novae Res
Gdynia 2013