Advertisement
Strona główna
Śmierć w darkroomie, Edward Pasewicz
czwartek, 15 listopada 2007
ImagePo lekturze Pasewicza miałem ochotę dokonać „coming out’u”. Miałem, lecz – dziś coraz częściej chciałoby się rzec „niestety” – nie mogę, gdyż NIE JESTEM; Pasewicz JEST, ale wygrał dla mnie jedną, kardynalną dla szarego czytelnika rzeczą: Pasewicz-gej ustępuje w książce Pasewiczowi-narratorowi.

ImageI jeszcze, szczęśliwie, nie idzie ani w almodovariadę, ani w gejowską martyrologię. Podaje prozę szczerą, poetycką (piękne pamiętniki Igora!), także literalnie kryminalną – co ciekawe, gdyż Polska Kolekcja Kryminalna specjalizuje się ostatnio w gatunkowych woltach, zaś tym razem jest bardzo kameralna. Inaczej jeszcze: powieść Pasewicza jest, od pierwszej do ostatniej strony, przede wszystkim znakomitą powieścią, nie zaś „tęczowym” sztandarem.

Jeśli prawodawcze Lubiewo Witkowskiego (właśnie almodovariada) nazwano „ciotowskim Dekameronem”, rzecz Pasewicza można nazwać „ciotowskim Weselem” – czemu przyklaskuję, jednak ze względów symbolicznych, nie ideowych: ostatnia, trzecia odsłona powieści jest wielką, chocholą imprezą, teatrem z dosłownymi nawiązaniami do Wyspiańskiego („trza być w slipach na weselu”...), gdzie zebrane razem dramatis personae przejmująco doznają przed nami konwersji (jeden z gejowskich bliźniaków (!)...), orgazmów i iluminacji... Dla śledztwa i ducha głównego bohatera – kluczowych.

Wybierając za protagonistę „heteryka”, steranego, skrojonego wedle klasycznych reguł policjanta, który przybywa do rodzinnego Poznania by rozwiązać sprawę śmierci brata, autor miał wygodny wytrych, by poruszać się proporcjonalnie pomiędzy dwoma światami – TYCH i NIE-TYCH; nie przesadza przy tym z bieżącą publicystyką, ot, tu i tam ironizuje na śmiesznostki IV RP, przywołuje heteryckie fobie i uprzedzenia, ale – co jest kolejną zaletą – trzyma także dystans wobec gejowskiego światka. Jego geje są pstrokaci, wzruszający, feministyczni (poetka-faszytska), maskulinistyczni (bliźniacy tępiący skinheadów!), wkurwiający, smutni i zakochani; są sobie i są innym. Gdy napisać, że to gejostwo z ludzką twarzą, zabrzmi pretensjonalnie…

Rozłożył Pasewicz historię na trzy akty, na osobliwe triduum śledcze – a konotacje religijne nie są tu przypadkowe, całość ma bowiem rys przypowieści. Przekładając zresztą powieść na dosłowne: mękę, śmierć i zmartwychwstanie, znajdziemy trafne analogie.

Oto bohater, Marcin Zielony, powraca w rodzinne strony, do zmór i duchów z przeszłości. Do widziadła byłej żony, lekomanki Klary; do mrukliwego ojca i przygasłej matki; do ich wiecznego niezadowolenia z synów – jednego, że wyjechał, drugiego, że gej. Do okrytego mgłą Poznania, który raczej nie wzbudza melancholii, a gorycz. Pierwsze, solidne partie powieści to smętne solilokwium przegranego policjanta i człowieka bez celu, zakotwiczające nas w nastroju NOIR

Potem mamy śmierć – Igor, młody gej, został znaleziony martwy w darkroomie (to takie miejsce płynące grzechem i miodem…), po jednej z parad równości, gdzie doszło do incydentu z policją. Sprawie ucięto łeb na pniu, gdyż chłopak Igora, Mikołaj, był synem naczelnika policji (a to wstyd, oj, wstyd...). Sam Zielony ma tu ambiwalentne uczucia, nigdy przecież z bratem nie był blisko, jednak – wyjaśnienie sprawy samo w sobie jest JAKIMŚ celem… Rozpoczyna więc swą odyseję po środowisku gejowskim, według klasycznych reguł : wypytać, poznać, odszukać, znaleźć odpowiedź… Odnajduje znacznie więcej – bo faktyczną odrobinę „zmartwychwstania”…

O religii traktuje powieść także bardziej przyziemnie, bo przy kłopotliwej kwestii homoseksualizmu księży. Paradoksalnie, łatwo można było pośliznąć się tutaj i pójść w prostacką demaskację: tymczasem Pasewicz, proponując nam jedną z ważniejszych postaci – Eminencję, uczynił z tematu ważny traktat. Nie uczynił z księdza, wysokiego rangą w kościelnej hierarchii, zakłamanego świntucha, który w swych gejowskich peregrynacjach musi udawać się do innego miasta (czyli Poznania), a jedną z sympatyczniejszych figur powieści. Eminencja jest stałym bywalcem poznańskiego „gaylandu”, pomieszaniem rubaszności i szczerego humanizmu, którego dramat rozgrywa się na poziomie wierności kościelnym regułom – czytaj – skrępowania pewnym konwenansem. Paradoksalnie: Eminencja nie współżyje z nikim, wystarczają mu tylko patrzenie i regularne, dionizyjskie zabawy z gejowską bracią… A ten voyeryzm, oddany bez brudu, za to miejscami w prawdziwie biblijnych tonach, przyda się także w rozwiązaniu intrygi śledczej…

Geje Pasewicza, nawet doprowadzeni do skrajności – jak w przypadku chłopaka-psa, którego pragnieniem jest być bitym – mogą być co najwyżej groteskowi, nigdy napiętnowani. Geje Pasewicza są egzotyczni i intrygujący. Geje Pasewicza są podzieleni na frakcje, obozy, hierarchie. Geje Pasewicza mają też własną, podkreślającą dystans do samych siebie, nomenklaturę. Wiele postaci nakreślił autor z faktycznie istniejących  wzorców (łącznie, co było dość ryzykownie, z Eminencją…); poetyzujący pamiętnik Igora spisał według doświadczeń własnych.

Także wątek melodramatu, jak się okazało, ma sporo autobiografii. A zakończenie, piękna, miłosna retrospekcja z Lucky Strike’ami w tle, jest zdecydowanie jedną ze znakomitszych scen literatury erotycznej... Przypomnę – mówimy wciąż o „ciotach”.

Jeśli ktoś się wystraszy etykiety „proza gejowska” (a ta może zrobić tyle dobrego, co złego, marketingowo jak i emocjonalnie…), sporo straci. Gejostwo jest tu bowiem „między innymi”, choć jako istotna przestrzeń; a i geje nie są absolutnie docelowym targetem powieści. Fani kryminału znajdą tu ciekawą dekonstrukcję gatunku (choć, co znamienne, Pasewicz nie uczynił śledczego gejem, choć takie ikony już istnieją). Głodni solidnej prozy znajdą jej tu pod dostatkiem.

Pasewicz wygrał, bo zamiast dosłowności i pustego cynizmu wybrał symbol i przypowieść. W proporcjach, które miejscami mogą wycisnąć łzy…




Śmierć w darkroomie


Edward Pasewicz

premiera 18 października 2007
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna
ISBN 978-83-922980-7-6
Str. 224, oprawa miękka
Cena detal. 29.90
Wydawca: EMG, Kraków 2007