Advertisement
Strona główna
Rendez-vous ze śmiercią, Agatha Christie: recenzja
środa, 19 czerwca 2013

Kryminał drogi

W końcu nadeszły te długo wyczekiwane, wytęsknione i wymarzone upały. Czas więc na jakąś odpowiednią, wakacyjną lekturę. Coś lekkiego, niezobowiązującego i bezpretensjonalnego. A najlepiej do tego sprawdzonego. Tak więc wybór padł na Agathę Christie i jej trochę mniej znaną powieść „Rendez-vous ze śmiercią” z 1938 roku. Powieść o tyle nietypową, że jest to kryminał drogi, w którym bohaterowie przemieszczają się po Bliskim Wschodzie, zwiedzając różne miejsca.

ImageAkcja powieści rozpoczyna się w Jerozolimie, w hotelu Salomon, gdy przebywający na wakacjach Hercules Poirot, wyglądając nocą przez okno w kierunku Morza Martwego, słyszy słowa nieprzeznaczone dla jego uszu: „Rozumiesz przecież, że ją trzeba zabić”. Potem słynny detektyw na dłuższy czas znika z powieści, ale nadejdzie moment, kiedy będzie musiał sobie przypomnieć złowróżbne zdanie, zasłyszane podczas pierwszej nocy urlopu. My tymczasem obserwujemy przebywającą w tym samym hotelu amerykańską rodzinę Boyntonów, którą twardą ręką rządzi straszny babsztyl, matka-tyran, chora na dodatek na niezbyt atrakcyjną chorobę – puchlinę wodną. Czwórka dzieci i żona najstarszego syna są całkowicie od niej zależni finansowo, a do tego w niezdrowy sposób uzależnieni psychicznie. Kobieta znęca się nad nimi na różne sposoby, co sprawia jej ogromną przyjemność. Rodzinę z zainteresowaniem obserwują i poddają analizie młoda lekarka Sara King i światowej sławy psychiatra doktor Gerard. Wkrótce wszyscy wyruszają na kilkudniową wycieczkę do Petry. Do grupy dołącza jeszcze kilka osób. Podróżni oglądają starożytne miasta i podziwiają pustynię; w końcu docierają do obozu, w którym mają pozostać kilka dni. Zwiedzanie przerywa jednak śmierć. Wtedy na scenę ponownie wkracza Hercules Poirot, którego – jak widać – zbrodnia ściga nawet na wakacjach.

Ten kryminał jest dosyć nietypowy w dorobku angielskiej pisarki i to pod kilkoma względami. Po pierwsze, niby wiemy kto będzie ofiarą i czekamy na trupa, ten jednak pojawia się dopiero w połowie książki. Mimo to napięcie i niepokój nie opuszczają kart powieści. Po drugie, bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce, zwiedzając różne miasta i atrakcje turystyczne, które oferuje Bliski Wschód. W dodatku Christie próbuje szpikować powieść psychologią, w tamtych czasach tematem dosyć nowym, modnym i na topie. Nie są to naturalnie jakieś bardzo skomplikowane teorie i analizy, ale przynajmniej dzięki nim udało jej się stworzyć jedną z najpaskudniejszych bohaterek w swojej karierze – odrażającą fizycznie i psychicznie sadystkę, która za młodu wykonywała idealny dla siebie zawód strażniczki więziennej.

Bardzo lubię kryminały Christie rozgrywające się w krajach egzotycznych albo na Bliskim Wschodzie, który znała bardzo dobrze; nie tylko dlatego, że spora część tego rejonu była uzależniona od wpływów brytyjskich, ale przede wszystkim dlatego, że jej drugim mężem (od 1930 roku) był archeolog Max Mallowan, z którym sporo podróżowała. Miała też mnóstwo znajomych w tych kręgach, a tereny, o których pisała, były dla niej jak drugi dom.

Przede wszystkim jednak mamy w tej powieści doskonałą, jak zwykle u Królowej Kryminału, zagadkę kryminalną. Bo tak jak napisałam – niby wszystko jest od początku oczywiste, jednak potem okazuje się znacznie bardziej skomplikowane. Jeśli więc idziecie opalać się na kocyk lub wsiadacie do nagrzanego pociągu, polecam tę właśnie bardzo lekką wakacyjną lekturę.

Gaja Grzegorzewska

 
Rendez-vous ze śmiercią
Agatha Christie
Przekład: Tadeusz Jan Dehnel
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2005