Strona główna
Literatura polska
Pan Szatan, Irek Grin
Literatura polska
Pan Szatan, Irek Grin | PATRONUJEMY: |
|---|
|
537
| Pan Szatan, Irek Grin |
| Tomasz Daniel Dobek | |
| poniedziałek, 26 listopada 2007 | |
Stale obecna ostatnimi laty gorączka światowego terroryzmu sprzyja, co poniekąd zrozumiałe, dętemu profetyzmowi sygnowanemu umowną cezurą 11 września. Grin postanowił spojrzeć na rzecz jak najbardziej aktualnie, lecz przewrotnie ją metaforyzując: współczesne fobie i religijne niepokoje sprowadził do mianownika „diabła” – zmitologizowanego, dosłownego, a także – tego spod znaku folkloru.Paradoksalnie – odwiedzając w powieści kolejne miejsca w Europie naznaczone (rzekomą) obecnością Złego, bohater, detektyw i ex-dominikanin Józef Maria Dyduch, z zaskakującą konsekwencją zauważa, iż nie ma po tym już niemal żadnego „śladu”; kuszenie Chrystusa na pustyni, gorliwe działania Torquemady, perwersyjne praktyki Gillesa de Rais czy opętanie Matki Joanny od Aniołów – wszystkie te wydarzenia tlą się zaledwie echem historycznych podań, obrosły w folklor, czy liche, cepelijne artefakty. Przysłoniła je turystyka budująca na egzotyce miejsca, choć takowej de facto brak; zastąpiły ją stoliki, kafejki, nocne peregrynacje w oparach upału i uścisków lekkich pań, lampki przedniego wina i lokalne kulinaria… Czyżby?... Bez względu na szerokość geograficzną, na którą rzuci bohaterów intryga. Intryga – w przeciwieństwie do Szerokiej drogi, Anat czy Szkarłatnego habitu – która tu nie jest zdekonstruowana, lecz linearna, ze sprawnym, kryminalnym węzłem i należytym, sensacyjnym TWISTem. Intryga oparta o literacko sprawdzone machinacje wywiadów (obcych, naszych i, poniekąd, kościelnych), a mająca się skumulować podczas zamachu – w Pałacu Kultury i Nauki (tak, tym stołecznym), gdzie za kilka dni ma odbyć się specjalna sesja Parlamentu Europejskiego – dzieci. Idąc kolejno: najpierw ginie dwóch dziennikarzy planujących reportaż z owych nawiedzonych, diablich miejsc. Giną od ciosu w plecy – krucyfiksem. Kochanka jednego z nich, „kurwa prima sort”, Maria, udaje się po pomoc do znajomego zabitych, policjanta Krajewskiego. Ten zaś – zleca sprawę Dyduchowi. A Dyduch się na nią łapie. Czyżby?... Choć za miesiąc ma wstąpić na ślubny kobierzec z niejaką Matyldą Tyldą (co oni mają z tymi nazwiskami?...), nauczycielką, której jak najbardziej odpowiada „dyduchowy” typ mężczyzny: przystojny, postawny, majętny, nie pijący (niestety – także do ślubu nie figlujący, cóż…). Nowy protagonista Grina ma w sobie nerw Dawida Arbogasta, choć kontrasty, z których został ulepiony, czynią z niego postać jeszcze bardziej intrygującą i niejednoznaczną. Postać, która przemierzając Europę w towarzystwie Marii poddana zostanie nie lada pokusom – ze strony towarzyszki, i nie lada wyzwaniom, ze strony islamskiej siatki pod kierownictwem Abu Szejtana, alias Pana Szparaga. Czyżby?... Grin po raz kolejny oferuje nam literackie zwiedzanie świata: Kraków, Warszawa, Paryż, Tel Awiw, Loudun, Madryt, i inne miejsca, gdzie historia kipiała krwią, zbrodnią, religią i zabobonem. Miejsca, do których pielgrzymkę odbył autor osobiście, co owocuje fotograficzną temperaturą obyczaju, miejsca, klimatu. Także historycznej gawędy, podług której Dyduch szuka odpowiedzi na ukryte elementy spisku, w który został wmieszany (co prawda za spore pieniądze…). I jest w tej całej, przygodowej mocno, karuzeli przede wszystkim przednia zabawa, lecz tym razem całość jest o wiele bardziej serio: Grin owszem, tu i tam gra z konwencją, tu i tam puści oczko, lecz temat terroryzmu analizuje bez blagi. Jako pewną, diaboliczną per se siłę, motywowaną – właśnie, czym? Fundamentalizmem, racją stanu, egoizmem? Czy odwieczną obecnością Złego? Którego, jak stwierdzili dawno temu, i co trzymają w sekrecie, dominikanie, de facto NIE MA? Nie ma? Irek Grin być może napisał swą najlepszą sensacyjną powieść, choć waham się z tą deklaracją mając świeżo w pamięci Szkarłatny habit – kilkukrotnie zaskakujący przewrotnym motywem czy grą gatunkiem… Lecz może właśnie przez to Pan Szatan jest lepszy, bo uczciwie buduje na kanonie? Wszystko wszystkim, to rzecz świetna. I nakręcająca apetyt na crossover: a gdyby tak Dyducha i Arbogasta umieścić w jednej powieści? Piekło i szatani! …ani …ani …ani … PAN SZATANIrek Grin
Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
|


































Stale obecna ostatnimi laty gorączka światowego terroryzmu sprzyja, co poniekąd zrozumiałe, dętemu profetyzmowi sygnowanemu umowną cezurą 11 września. Grin postanowił spojrzeć na rzecz jak najbardziej aktualnie, lecz przewrotnie ją metaforyzując: współczesne fobie i religijne niepokoje sprowadził do mianownika „diabła” – zmitologizowanego, dosłownego, a także – tego spod znaku folkloru.
TWIST