Strona główna arrow Literatura polska arrow Pan Szatan, Irek Grin
PATRONUJEMY:
PograniczePogranicze
OrchideaOrchidea
Nocna zamiećNocna zamieć
Tajemnica domu ArandówTajemnica domu Arandów
Miasto PopiołówMiasto Popiołów
Rosyjska orchideaRosyjska orchidea
Poker z rekinemPoker z rekinem
Diabelskie KościDiabelskie Kości
Przynieście mi głowę wiedźmyPrzynieście mi głowę wiedźmy
Święta tajemnicaŚwięta tajemnica
PrzebierańcyPrzebierańcy
Dziewięć milimetrów do niebaDziewięć milimetrów do nieba
Martwy aż do zmierzchuMartwy aż do zmierzchu
Rytuał ostatniej nocyRytuał ostatniej nocy
Dla NikityDla Nikity
Miasto KościMiasto Kości
Manikiur dla nieboszczykaManikiur dla nieboszczyka
Dziewczyna, która igrała z ogniemDziewczyna, która igrała z ogniem
Zbrodnia niedoskonałaZbrodnia niedoskonała
JedenaścieJedenaście
Morderstwo w szabatowy poranekMorderstwo w szabatowy poranek
Ja jestem sądemJa jestem sądem
Pan SzatanPan Szatan
Śmierć w darkroomieŚmierć w darkroomie
Noc z czwartku<br />na niedzielęNoc z czwartku
na niedzielę
TrzynaścieTrzynaście
DwanaścieDwanaście

Szanowny Czytelniku! Zwróć szczególną uwagę na:

 

537
Pan Szatan, Irek Grin
Tomasz Daniel Dobek   
poniedziałek, 26 listopada 2007
ImagePo kilku latach sensacyjnego milczenia Irek Grin wraca z nowym bohaterem (choć starych nie braknie także), ale z ulubionym przez siebie sensacyjno-szpiegowskim gatunkiem. Dodajmy – znów wziętym z przymrużeniem oka.

ImageStale obecna ostatnimi laty gorączka światowego terroryzmu sprzyja, co poniekąd zrozumiałe, dętemu profetyzmowi sygnowanemu umowną cezurą 11 września. Grin postanowił spojrzeć na rzecz jak najbardziej  aktualnie, lecz przewrotnie ją metaforyzując: współczesne fobie i religijne niepokoje sprowadził do mianownika „diabła” – zmitologizowanego, dosłownego, a także – tego spod znaku folkloru.

Paradoksalnie – odwiedzając w powieści kolejne miejsca w Europie naznaczone (rzekomą) obecnością Złego, bohater, detektyw i ex-dominikanin Józef Maria Dyduch, z zaskakującą konsekwencją zauważa, iż nie ma po tym już niemal żadnego „śladu”; kuszenie Chrystusa na pustyni, gorliwe działania Torquemady, perwersyjne praktyki Gillesa de Rais czy opętanie Matki Joanny od Aniołów – wszystkie te wydarzenia tlą się zaledwie echem historycznych podań, obrosły w folklor, czy liche, cepelijne artefakty. Przysłoniła je turystyka budująca na egzotyce miejsca, choć takowej de facto brak; zastąpiły ją stoliki, kafejki, nocne peregrynacje w oparach upału i uścisków lekkich pań, lampki przedniego wina i lokalne kulinaria…

Czyżby?...

Bez względu na szerokość geograficzną, na którą rzuci bohaterów intryga.

Intryga – w przeciwieństwie do Szerokiej drogi, Anat czy Szkarłatnego habitu – która tu nie jest zdekonstruowana, lecz linearna,  ze sprawnym, kryminalnym węzłem i należytym, sensacyjnym TWISTem. Intryga oparta o literacko sprawdzone machinacje wywiadów (obcych, naszych i, poniekąd, kościelnych), a mająca się skumulować podczas zamachu – w Pałacu Kultury i Nauki (tak, tym stołecznym), gdzie za kilka dni ma odbyć się specjalna sesja Parlamentu Europejskiego – dzieci.

Idąc kolejno: najpierw ginie dwóch dziennikarzy planujących reportaż z owych nawiedzonych, diablich miejsc. Giną od ciosu w plecy – krucyfiksem. Kochanka jednego z nich, „kurwa prima sort”, Maria, udaje się po pomoc do znajomego zabitych, policjanta Krajewskiego. Ten zaś – zleca sprawę Dyduchowi.

A Dyduch się na nią łapie.

Czyżby?...

Choć za miesiąc ma wstąpić na ślubny kobierzec z niejaką Matyldą Tyldą (co oni mają z tymi nazwiskami?...), nauczycielką, której jak najbardziej odpowiada „dyduchowy” typ mężczyzny: przystojny, postawny, majętny, nie pijący (niestety – także do ślubu nie figlujący, cóż…). Nowy protagonista Grina ma w sobie nerw Dawida Arbogasta, choć kontrasty, z których został ulepiony, czynią z niego postać jeszcze bardziej intrygującą i niejednoznaczną. Postać, która przemierzając Europę w towarzystwie Marii poddana zostanie nie lada pokusom – ze strony towarzyszki, i nie lada wyzwaniom, ze strony islamskiej siatki pod kierownictwem Abu Szejtana, alias Pana Szparaga.

Czyżby?...

Grin po raz kolejny oferuje nam literackie zwiedzanie świata: Kraków, Warszawa, Paryż, Tel Awiw, Loudun, Madryt, i inne miejsca, gdzie historia kipiała krwią, zbrodnią, religią i zabobonem. Miejsca, do których pielgrzymkę odbył autor osobiście, co owocuje fotograficzną temperaturą obyczaju, miejsca, klimatu. Także historycznej gawędy, podług której Dyduch szuka odpowiedzi na ukryte elementy spisku, w który został wmieszany (co prawda za spore pieniądze…). I jest w tej całej, przygodowej mocno, karuzeli przede wszystkim przednia zabawa, lecz tym razem całość jest o wiele bardziej serio: Grin owszem, tu i tam gra z konwencją, tu i tam puści oczko, lecz temat terroryzmu analizuje bez blagi. Jako pewną, diaboliczną per se siłę, motywowaną – właśnie, czym? Fundamentalizmem, racją stanu, egoizmem? Czy odwieczną obecnością Złego? Którego, jak stwierdzili dawno temu, i co trzymają w sekrecie, dominikanie, de facto NIE MA?

Nie ma?

Irek Grin być może napisał swą najlepszą sensacyjną powieść, choć waham się z tą deklaracją mając świeżo w pamięci Szkarłatny habit – kilkukrotnie zaskakujący przewrotnym motywem czy grą gatunkiem… Lecz może właśnie przez to Pan Szatan jest lepszy, bo uczciwie buduje na kanonie?

Wszystko wszystkim, to rzecz świetna. I nakręcająca apetyt na crossover: a gdyby tak Dyducha i Arbogasta umieścić w jednej powieści? Piekło i szatani!



…ani …ani …ani …



PAN SZATAN


Irek Grin

Wydawnictwo: Świat Książki , Listopad 2007
ISBN: 978-83-247-0789-8
Liczba stron: 368
cena: 24.90

 
 
 

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Diabełek straszniejszy od Pana Szatana,
Dodane przez altonia w dniu 2009-04-06 18:38:38
bo najstraszniejsze jest zmanipulowane dziecko...
Nie czytaj Grina, jeśli...
Dodane przez skowron w dniu 2008-03-28 10:09:52
\"Nie czytaj Grina, jeśli jutro idziesz do pracy.\" - słowa Beresia przytoczone na okładce należy potraktować, jako przewrotną zachętę do lektury. I nie sposób się z nimi zgodzić. Czytaj, czytaj, bo lektura smakowita, reportaż pomieszany z fikcją, autentyczne, pełne klimatu, zapachów i specyficznego zgiełku miejsca, dwie powieści w jednej - dwa rodzaje narracji, idące swoimi, choć splecionymi ścieżkami, drugie, trzecie i czwarte dno... Powieść, którą warto się podelektować, połknięcie jej w jedną noc to zwykła profanacja, jakby pożreć kilo kawioru na jedno posiedzenie.