Advertisement
Strona główna
Pogrom w przyszły wtorek, Marcin Wroński: recenzja
piątek, 06 września 2013

Opowieść o parszywych czasach

Marcin Wroński jest znany głównie jako autor cyklu kryminałów retro, których bohaterem jest lubelski komisarz Zygmunt Maciejewski. „Pogrom w przyszły wtorek” to już piąta część tego cyklu – i zdecydowanie najbardziej mroczna.

Rzecz dzieje się we wrześniu 1945 roku. Wojna niedawno się skończyła, Lublinem rządzi komunistyczna władza we współpracy z sowieckim przyjacielem. A Zyga, by ratować żonę, dziecko i przyjaciela, musi z ową władzą – w osobie ubeckiego majora Grabarza – współpracować. Wychodzi więc z więzienia na Zamku, gdzie siedział za rzekomą kolaborację z hitlerowcami, by rozwiązać sprawę zabójstwa Żyda i zapobiec zbliżającemu się pogromowi. Czyni to, poznając przy okazji całkiem nową, powojenną rzeczywistość, w której dominują spekulanci i bandyci, i nie do końca się w tej rzeczywistości odnajdując.

ImageW poprzednich powieściach cyklu Maciejewski jako główny bohater był nieco antypatycznym, ale charakterystycznym i pozostającym w pamięci bohaterem. W „Pogromie…” – jako komisarz, który po wojnie i pobycie w areszcie próbuje nie tyle ułożyć sobie życie, bo tego się nie da zrobić z wiszącym nad głową ubekiem, co to życie odzyskać – jest postacią przejmującą do głębi. Ale nie tylko on zwraca tu uwagę. Galeria postaci jest w tej powieści bogata. Można by dodać: galeria nieprzyjemnych postaci, ciężko tu bowiem o kogoś, kto budziłby sympatię. Jeśli już pojawia się w czytelniku jakieś pozytywne uczucie, to jest to raczej współczucie (silne zwłaszcza wtedy, kiedy Maciejewski spotyka Krafta). Zdecydowanie częściej możemy jednak odczuć niechęć czy nawet pogardę. Bo Wroński przedstawia w tej powieści przede wszystkim ludzi, którzy potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości – a najlepiej wychodziło to tym, którzy, jak mówi stary żart, sumienie mają czyste, bo go nie używają.

Ale nie tylko postaci są elementem, które sprawiają, że to bardzo brutalna, wulgarna i przykra powieść. I choć w przypadku większości książek te określenia oznaczałyby, że lektura mi się nie podobała i nie zamierzam jej nikomu polecać, tu jest inaczej. „Pogrom w przyszły wtorek” jest bowiem powieścią o brutalnych, wulgarnych i przykrych czasach. Czasach, do których idealnie pasuje przymiotnik „parszywe”. Przyjemna powieść o ówczesnej rzeczywistości byłaby więc z gruntu fałszywa. Wroński oddaje atmosferę powojennego Lublina, nie tylko tworząc takie a nie inne postaci i fabułę, ale i przez język – mocny, żywy, nasycony, dopracowany w każdym szczególe. I choć wszechobecne wulgaryzmy mogą razić co wrażliwsze oko, trzeba przyznać: ciężko byłoby inaczej przedstawić prawdę o Polsce po drugiej wojnie światowej.

Według mnie to najlepsza do tej pory powieść o Maciejewskim. Z bohaterami i obrazem świata, który daje do myślenia i na długo zostaje w pamięci. A na koniec dobra wiadomość dla tych, którzy wolą słuchać książek: „Pogrom w przyszły wtorek” ukazał się też w formie audio, czytany przez Tomasza Sobczaka.

Ewa Wrona
 
 
Pogrom w przyszły wtorek
Marcin Wroński
Wydawnictwo W.A.B.
Mroczna Seria
Warszawa 2013