Advertisement
Strona główna
Śnieżka musi umrzeć, Nele Neuhaus: recenzja
piątek, 25 października 2013

Wsi spokojna, wsi wesoła

Niemiecka pisarka Nele Neuhaus debiutowała w 2005 roku, spore uznanie w ojczystym kraju przyniosła jej jednak dopiero czwarta powieść z serii kryminałów, których akcja toczy się w regionie gór Taunus: wydana w 2010 roku „Śnieżka musi umrzeć”. Tę właśnie książkę jako pierwszą dostali polscy czytelnicy. I choć od jej premiery minęło już kilka miesięcy, a na księgarnianych półkach pojawiły się tłumaczenia kolejnych powieści niemieckiej autorki, ja sięgnęłam właśnie po nią, skuszona opisem.

ImageBo historia zapowiada się interesująco: po dziesięciu latach odsiadki z więzienia wychodzi zabójca dwóch nastolatek. Nie widząc przed sobą innego rozwiązania, wraca do wsi, z której pochodzi i gdzie doszło do morderstw. Rzecz oczywista: nie jest witany miło. Żaden z mieszkańców Altenhain nie ukrywa swojej niechęci. Tyle tylko, że nie końca wiadomo, czy Tobias Sartorius faktycznie zabił. On sam niewiele z feralnej nocy pamięta. I właściwie nie zainteresowałoby to policjantki z Frankfurtu, Pii Kirchhof – wszak Sartoriusa skazano i odsiedział swój wyrok – gdyby nie pewien zbieg okoliczności. Wplątana w sprawę przypadkiem, policjantka coraz głębiej wnika z życie mieszkańców Altenhain, odkrywa ich kolejne tajemnice i coraz bardziej wątpi w winę Tobiasa. Atmosfera się zagęszcza, nie wiadomo właściwie, kto tu jest dobry, a kto zły, kto ukrywa drobny grzeszek, a kto potężne przestępstwo.

Fabuła powieści, choć wielowątkowa i prowadzona z różnych perspektyw, jest zbudowana tak logicznie, że trudno byłoby się w niej pogubić. Szkoda tylko, że w niektórych miejscach jest przesadnie rozdmuchana, przez co klimatyczny kryminał przeradza się momentami w tanią powieść sensacyjną, gdzie dzieje się zwyczajnie za dużo. Od tych niedociągnięć odwraca jednak uwagę świetny rysunek bohaterów: policjantka Pia jest obdarzona sporą zawodową intuicją i szczęśliwym życiem prywatnym; jej szef Oliver Bodenstein to pochodzący z zamożnego rodu nieco wycofanego człowiek, którego z pozoru stabilne małżeństwo pewnego dnia rozsypuje się jak domek z kart; wreszcie Tobias Sartorius, który jako targany ciągłymi wątpliwościami i wyrzutami sumienia domniemany przestępca budzi zaciekawienie, współczucie, ale i strach. Gdybyśmy jednak stwierdzili, że wśród tak wyrazistych głównych postaci nie ma miejsca na ciekawych bohaterów drugiego planu,  bylibyśmy w błędzie. Równie interesująco wypadają bowiem wścibska nastolatka Amelie czy złamany przez życie, budzący ogromne współczucie ojciec Tobiasa.

Warto też dostrzec równie wyrazistego bohatera zbiorowego: mieszkańców Altenhain. To zamknięta społeczność, w której każdy każdego zna, a ludzie z zewnątrz rzadko mają do niej dostęp. Tymczasem ci z pozoru spokojni, mocno ze sobą zżyci mieszkańcy sielskiej wioski to w rzeczywistości podzielona wewnętrznymi antagonizmami grupa ludzi skrywających mniej lub bardziej mroczne sekrety. Ludzi napędzanych przez zawiść, strach, zachłanność. Nie brakuje wśród nich manipulatorów, oszustów, przestępców.

Umiejętna konstrukcja postaci sprawiła, że przymknęłam oko na niedoskonałości. A trochę ich w tej powieści jest: miejscami szwankująca fabuła, o której już wspomniałam, wlokące się niemiłosiernie zakończenie, czy wreszcie fakt, że wykorzystany przez Nele Neuhaus schemat (zamknięta społeczność skrywająca tajemnice różnego kalibru) nie jest niczym nowym. W ogólnym rozrachunku „Śnieżka musi umrzeć” wychodzi jednak na plus: historia, która wciąga, ciekawe postaci i duszna atmosfera to coś, czego większość z nas szuka w lekturach na długie jesienne wieczory.

Ewa Wrona

Śnieżka musi umrzeć
Nelle Neuhaus
Przekład: Anna Miłosz, Urban Miłosz
Wydawnictwo Media Rodzina
Poznań 2013