Advertisement
Strona główna
Pokój straceń, Jeffery Deaver: recenzja
piątek, 08 listopada 2013

Wyścig z zabójcą

Jeffery Deaver, amerykański pisarz, ma na swoim koncie kilka serii THRILLERów. Największą sławę przyniosła mu ta, której bohaterami są kryminalistyk Lincoln Rhyme i policjantka Amelia Sachs. Pierwsza część tego cyklu ukazała w 1997 roku; najnowsza, już dziesiąta, została wydana kilka miesięcy temu. To „Pokój straceń”, książka w dorobku Deavera wyjątkowa. Przede wszystkim dlatego, że – jak przyznał w jednym z wywiadów sam autor – jest jego pierwszą jawnie polityczną powieścią. I z tego właśnie względu się jej bałam. Wolę zbrodnie prywatne od publicznych i śledztwa, w które nie angażują się „tajemnicze rządowe siły”. Lektura przekonała mnie jednak, że czasami warto wyjść poza bezpieczne schematy, by nie przegapić czegoś interesującego.

ImageDo napisania „Pokoju straceń” zainspirowała Deavera śmierć Anwara Al-Awlaki, amerykańskiego obywatela, radykalnego islamskiego duchownego, „zlikwidowanego” przez amerykańskie władze. Właśnie od takiego wydarzenia zaczyna się najnowsza powieść pisarza: na Bahamach w wyniku zamachu ginie Roberto Moreno, mieszkający w Ameryce Południowej „antyamerykański Amerykanin”, podejrzewany o przygotowywanie ataku terrorystycznego na platformę wiertniczą. Oficjalnie za zamachem stoją wenezuelskie kartele narkotykowe, jednak zastępca prokuratora stanowego Nance Laurel wie, że była to egzekucja przeprowadzona przez amerykańskie władze. Konkretnie: Krajową Służbę Wywiadowczo-Operacyjną, której przewodzi Shreve Metzger. Laurel chce udowodnić, że KSWO zabiła niewinnego człowieka i prosi o pomoc ekipę, na czele której stoi duet Rhyme-Sachs. Śledztwo przebiega wieloetapowo: Sachs zbiera informacje o ostatnim pobycie Morena w Nowym Jorku, a Rhyme… podróżuje na Bahamy, by zrobić to, co robi najlepiej: zbadać miejsce zbrodni. Tymczasem krok w krok za obojgiem (niekiedy nawet ich wyprzedzając) podąża tajemniczy Jacob Swann.

Choć to powieść osadzona mocno w kontekście politycznym, nie brakuje w niej żadnego z elementów, do których Deaver przyzwyczaił nas w swoich poprzednich książkach. Akcja obejmuje krótki czas, bo raptem dwanaście dni, i jest prowadzona z wielu perspektyw: pani prokurator i policjantów prowadzących dochodzenie, wybuchowego szefa KSWO, wreszcie Jacoba Swanna – bezwzględnego, nieuchwytnego zabójcy, a przy tym pasjonata gotowania. Co jakiś czas w akcję książki wplecione są ponadto tablice z uaktualnianym spisem śladów, na których pracuje Lincoln Rhyme; dzięki temu możemy mieć poczucie faktycznego uczestnictwa w śledztwie. Charakterystyczną cechą powieści Deavera są też liczne TWISTy, które nieustannie zbijają z tropu czytelnika. No i oczywiście zakończenie: jak zawsze u tego amerykańskiego pisarza wywraca ono całą powieść do góry nogami i burzy wypracowane w trakcie lektury koncepcje. Ale Deaver daje nam nie tylko to, czego oczekujemy; dostajemy też nieco więcej, mianowicie swego rodzaju zabawę ze schematem. Pierwszy z brzegu przykład: pisarze przyzwyczaili nas, że detektywi i policjanci lubią gotować i taki bohater nie zaskakuje. Ale kiedy doskonałym kucharzem jest zabójca, robi się ciekawie.

I ostatnia sprawa, na którą warto zwrócić uwagę: relacje Lincolna Rhyme’a i Amelii Sachs. Oboje mieli dziesięć powieści, żeby nieco się zmienić, dojrzeć i jeszcze bardziej zbliżyć się do siebie. Dlatego teraz tworzą udany duet na gruncie prywatnym i zawodowym. Nie ma między nimi ani napięcia, ani współzawodnictwa, a mimo to nie są nudni. Rhyme, niezbyt przyjemny w obyciu tetraplegik, były policjant, obecnie policyjny konsultant, to błyskotliwy kryminalistyk i jedna z najciekawszych postaci stworzonych w tym gatunku. Jest trochę jak Sherlock Holmes – potrafi wnioskować z przedmiotów i zjawisk, których inni ludzie nie dostrzegają. Rzadko angażuje się w akcję w dosłownym tego słowa znaczeniu; skupia się na miejscach i przedmiotach, nie ludziach, bo „nigdy nie interesowały [go] problemy psychologiczne ofiary, uważał je za niewarte uwagi hokus-pokus”. W „Pokoju straceń” Lincoln jednak zaskakuje, biorąc aktywny udział w śledztwie. Robi coś, czego po człowieku w jego kondycji fizycznej mało kto się spodziewa: podróżuje. Z kolei atrakcyjna, zadziorna Sachs zaczyna zmagać się z własnym ciałem, które momentami ją zawodzi. Do czego to doprowadzi – oczywiście nie zdradzę.

Okazało się więc, że bałam się całkiem niepotrzebnie. Najnowszy thriller Jeffery’ego Deavera, mimo że polityczny, trzyma poziom poprzednich powieści autora. I jeszcze mocniej niż one pokazuje, że świat to nie tylko czerń i biel, dominuje w nim wiele odcieni szarości.

Ewa Wrona

Pokój straceń
Jeffery Deaver
Przekład: Łukasz Praski
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2013