Advertisement
Strona główna
Świadek, Lars Kepler: recenzja
piątek, 24 stycznia 2014

Nie czytać po zmierzchu!

Gdy ostrzegam, aby nie czytać o zmierzchu, mam na myśli coś naturalnie wprost przeciwnego. „Świadek” to idealna książka, by czytać ją późnym wieczorem, który szybko przemieni się w noc, a ta zaraz ustąpi miejsca porankowi. Oczywiście jeśli ktoś lubi zarywać noce i może sobie na to pozwolić. Z powieścią Keplera jest dokładnie tak, jak głosi jeden z blurbów na czwartej stronie okładki: „Fabuła pędzi tak, że nie sposób się zatrzymać wcześniej niż dopiero na samym końcu”. A mówimy tu o książce, która ma 450 stron!

Lars Kepler to pseudonim, pod którym kryje się tandem szwedzkich pisarzy – Alexander Ahndoril i Alexandra Coelho Ahndoril. „Świadek” to, po znakomitym „Hipnotyzerze”, dopiero drugi kryminał ich autorstwa, z którym miałam przyjemność się zapoznać, ale coś czuję, że pozostaną oni już na stałe w czołówce moich ulubionych skandynawskich autorów. Ich powieści charakteryzuje dynamiczny styl, uzyskany dzięki opowiadaniu historii w czasie teraźniejszym, znakomite dawkowanie napięcia w poszczególnych wątkach, rozgrywających się równolegle, oraz mroczny, niepokojący nastrój. A do tego postaci, z których każda jest wyrazista i ma swoją historię. I naturalnie odpowiednio zagmatwana fabuła, w której zdarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, a akcja mknie do przodu niczym nawałnica. Ogromnym plusem jest też sam główny bohater, sympatyczny, bezkompromisowy policjant Joona Linna, próbujący uporać się z niewyjaśnionymi tragicznymi wydarzeniami, które spotkały go w przeszłości.

Tym razem Joona ma być tylko obserwatorem towarzyszącym śledczym, rozpracowującym zagadkę podwójnego mordu, dokonanego w ośrodku dla dziewcząt z problemami psychicznymi. Jedna z wychowanek zostaje zamordowana w bestialski sposób, a jej ciało morderca ułożył w dziwacznej pozycji. Ginie też opiekunka, mająca feralnej nocy dyżur. Wszystko wskazuje na to, że sprawcą może być jedna z dziewczynek – cicha i spokojna Vicky, która znika w noc morderstwa. Policja rozpoczyna poszukiwania. Równocześnie na komisariat zaczyna wydzwaniać kobieta, upierająca się, że ma kontakt z duchem zamordowanej dziewczynki i jest w posiadaniu ważnych informacji dotyczących wydarzeń w ośrodku. Początkowo może się wydawać, że to zwykła oszustka usiłująca wyłudzić pieniądze. Ale czy na pewno?

Najciekawsza i najbardziej niepokojąca jest tu postać tajemniczej Vicky, właściwie nieobecnej przez większość powieści. O tym jaka jest, kim jest i co robiła w przeszłości, dowiadujemy się ze skrawków informacji skąpo dawkowanych przez jej koleżanki z ośrodka, dziewczęta skłonne do oszukiwania i manipulacji. Ciężko też coś wyciągnąć z poddanego terapii, otumanionego przez leki wychowawcy. Również dawni opiekunowie zastępczy niechętnie rozmawiają o Vicky. Nie wszystko chcą zdradzić, bo wstydzą się swojego zaniedbania względem dziewczynki. Z tych opowieści powoli wyłania się jednak coraz bardziej przerażający obraz. Ale czy prawdziwy? Czy mamy do czynienia z bezwzględnym potworem ukrytym w skórze bezbronnej, skrzywdzonej przez ludzi istotki, czy z autentycznie nieszczęśliwym dzieckiem, które padło ofiarą systemu, wypadków losowych i własnych demonów? Jaka naprawdę jest Vicky i do czego jest zdolna? To właśnie stanowi największą zagadkę.

Przyznam, że były momenty w trakcie lektury, którą pochłaniałam w nocy, że miałam ochotę wstać i sprawdzić, czy drzwi na pewno są dobrze zamknięte. Unosiłam głowę na każdy szmer, skrzypnięcie, stukot w rurach czy inne zwyczajne odgłosy, które w nocy urastają do hałasów wydawanych przez hordy demonów przetaczających się przez dom. A może nie demonów. Po przeczytaniu „Świadka” o wiele straszniejszy od watahy potworów wydaje mi się tupot małych, bosych stópek biegnących szybko po mokrej podłodze, ścianach i suficie...

Gaja Grzegorzewska


Czarny koszmar rzeczywistości

Lars Kepler to pseudonim dwójki szwedzkich pisarzy: Alexandra Ahndorila i Alexandry Coelho Ahndoril.  Debiutowali w 2009 roku THRILLERem „Hipnotyzer” – i zdecydowanie odnieśli sukces: książkę zekranizowano, a film stał się szwedzkim kandydatem do Oscara. „Świadek” to trzecia powieść tego duetu i moje pierwsze z nim spotkanie. Od razu przyznaję: bardzo udane.

Powieści Keplera łączy główny bohater: komisarz Joona Linna. Tym razem zostaje wyznaczony na obserwatora sprawy morderstw w domu wychowawczym dla trudnych dziewcząt. Ktoś brutalnie zabił jedną z uczennic i opiekunkę, inna uczennica uciekła. Podejrzenia, co oczywiste, padają właśnie na uciekinierkę, Linna ma jednak wątpliwości.

W tych trzech zdaniach mieści się cała akcja powieści. Nie brzmi zbyt emocjonująco, prawda? A jednak, choć w „Świadku” rzeczywiście nie dzieje się zbyt wiele, trudno się od niego oderwać. Wszystko dzięki dusznej atmosferze, która wciąga, jak słusznie zauważył recenzent z „Dagens Nyheter” zacytowany na okładce, niczym rwący strumień. Bez wątpienia wywołuje ją miejsce akcji, czyli dom wychowawczy dla trudnych dziewcząt. Tego typu środowisko – świat ludzi odstających od normy, odizolowanych od „normalnego” społeczeństwa – często pojawia się w skandynawskich kryminałach, a jednak zawsze się sprawdza. Mroczna atmosfera to w pewnym stopniu także zasługa polskiego grafika, który wybrał na okładkę takie a nie inne zdjęcie. Niech Was jednak nie zmyli to, że może się ono kojarzyć z HORRORami o duchach (podobnie zresztą jak pojawienie się w treści medium – tylko co to za medium, które samo nie wierzy w swoje moce?). Jedyne, co tu jest zaczerpnięte z horroru, to właśnie ta ciężka atmosfera, momentami przepełniona grozą. Fabuła natomiast jest typowa dla kryminału – mamy tu zbrodnię, którą trzeba wyjaśnić. Rozwiązanie też nie ma w sobie żadnych paranormalnych elementów, jest aż to bólu prozaiczne.

Warto też zwrócić uwagę na styl i konstrukcję powieści. Czas teraźniejszy wrzuca czytelnika w akcję, a wręcz obojętny narrator neutralnym językiem sucho relacjonuje fakty, okraszając je często wyjaśnieniami ułatwiającymi lekturę, ale nie nachalnie podręcznikowymi. Konstrukcja natomiast jest poniekąd szkatułkowa – historia wychowanek domu dla dziewcząt i historia Linny mieszają się ze sobą. I choć ta druga zajmuje objętościowo jakieś pięć, może dziesięć procent całości, jest zdecydowanie bardziej poruszająca. Do tego kończy się cliffhangerem. Takim, że z pewnością sięgnę po następną powieść Larsa Keplera w dniu jej premiery.

Nie do końca udana jest za to w „Świadku” kreacja postaci. Joona Linna jest świetny: nieco oderwany od rzeczywistości, skupiony na rozwiązaniu zagadki morderstwa i za nic mający wszelkie zakazy, nakazy czy obowiązujące normy. Cała reszta jednak wypada na jego tle blado.

Pierwsze moje spotkanie z Keplerem, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, mogę uznać za udane. Jest zagadkowo, jest mrocznie, komisarz skrywa jakieś ciemne tajemnice, a rozwiązanie zaskakuje. Innymi słowy – „Świadek” to przykład udanego kryminału skandynawskiego. A ja w wolnej chwili z pewnością sięgnę po poprzednie części historii o Joonie Linnie.

Ewa Dąbrowska

 

Świadek
Lars Kepler
Przekład: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo Czarne
Wydanie I
Premiera: 23 października 2013
Liczba stron: 456

/mat.wyd./

Przeczytaj recenzję "Hipnotyzera"