Advertisement
Strona główna
Karuzela samobójczyń, S.J. Bolton
piątek, 14 lutego 2014

Śmiertelny strach

„Karuzela samobójczyń” to moje pierwsze spotkanie z twórczością brytyjskiej pisarki Sharon Bolton. Pozwolę sobie przytoczyć garść informacji z okładki: jej „książki wydawane w 16 krajach są laureatami i finalistami międzynarodowych nagród literackich, m.in. CWA Gold Dagger, Barry Award, International THRILLER Writers Best First Novel, Mary Higgins Clark oraz francuskiej Prix du Polar”. Finały najlepszych nagród gatunku – brzmi imponująco, prawda? Po lekturze powieści już wiem, co takiego wyróżnia książki S.J. Bolton.

Image„Karuzela samobójczyń” to druga, po „Ulubionych rzeczach”, powieść, w której pojawia się Lacey Flint. Niepokorna policjantka tym razem jedzie do Cambridge jako tajna agentka. Ma wcielić się w rolę wystraszonej studentki, by zbadać tajemnicze samobójstwa – liczba studentek Cambridge, które w ostatnich latach odebrały sobie życie, i to w bardzo okrutny sposób, znacznie wykracza poza statystyki. Lacey szybko odkrywa, że ktoś wykorzystuje najskrytsze lęki młodych kobiet, doprowadzając je do stanu, w którym śmierć wydaje się jedynym rozwiązaniem. Policjantka naraża się tym samym na spore niebezpieczeństwo. I nie tylko ona – Lacey pomagają inspektor Joesbury, który nakłonił ją do przyjęcia tej sprawy, oraz miejscowa psycholog Evi Oliver, dzięki której zwrócono uwagę na dziwne samobójstwa.

Gatunkowo „Karuzela samobójczyń” to thriller psychologiczny. Jak przystało na dobry thriller, to nie jest książka, którą się czyta, a książka, którą się pochłania. Już od prologu, w którym niemal encyklopedyczna definicja prędkości granicznej przemienia się ni stąd, ni zowąd w opis samobójstwa. Napięcie nie ustępuje do ostatniej strony, a atmosfera strachu zagęszcza się. Fabuła wciąga i zaskakuje, do tego jest makabrycznie, ale bez zbędnego epatowania okrucieństwem. Jako thriller wypada więc „Karuzela samobójczyń” świetnie. Trochę gorzej z psychologizmem. Główna bohaterka to niedojrzała, niezdyscyplinowana policjantka, której największym problemem jest trudne uczucie do inspektora Joesbury’ego. Od pierwszych stron powieści nie opuszczało mnie skojarzenie z Carol Jordan z powieści Val McDermid – o niemal identycznej przeszłości i w podobnie trudnym związku. Tyle że Carol ma w sobie jakiś prawdziwy rys, Lacey natomiast jest schematyczna do bólu. Do tego jej związek z Joesburym trudno mi zrozumieć: dwójka dorosłych ludzi zachowuje się jak para nastolatków. Ciekawiej na ich tle wypada doktor Evi Oliver – piękna, niepełnosprawna, mocno zraniona i do tego prześladowana. Szkoda za to, że tak mało w tej książce człowieka, który jest spiritus movens wydarzeń. Dowiadujemy się co prawda, jak to się stało, że zaczął robić to, co robi – ale jakoś mnie jego historia nie przekonała. Może dlatego, że również pełnymi garściami czerpie ze schematu?

Na koniec słowo o stylu. Dawno w moje ręce (czy może – oczy) nie wpadł kryminał pisany tak barwnym językiem. Już w prologu zwróciło moją uwagę porównanie: „Styczniowy chłód napływa znad Fens i obejmuje miasto jak dłoń pedofila obejmuje rączkę małego bezbronnego dziecka”. Proste, a uderzające. Konstrukcja z kolei jest udana w swojej prostocie: jedenaście dni z życia Lacey Flint jako studentki Cambridge, pokazane z perspektywy dwóch narratorek: jej samej i doktor Oliver, przeplata się ze wspomnieniami różnych osób. Rama czasowa zamykająca książkę to również prosty, ale udany zabieg.

Mamy więc z jednej strony zaskakujący pomysł (a zaskoczenie czytelnika to dla autora thrillerów spory wyczyn, biorąc pod uwagę, że niemal wszystko już było) i ciekawe wykonanie, z drugiej – schematycznych bohaterów i nieco sztampowe zakończenie, budzące skojarzenia z filmowymi thrillerami klasy B. Zalety przeważają, dlatego „Karuzela samobójczyń” to jedna z tych książek, które pozwalają odłożyć się na półkę dopiero po zakończeniu ostatniej strony – i to bez poczucia straconego czasu.


Ewa Dąbrowska

Karuzela samobójczyń
S.J.Bolton
Przekład: Agnieszka Kabala
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2013