Advertisement
Strona główna arrow Publicystyka arrow Z czego nie wolno się śmiać?, Gaja Grzegorzewska
Z czego nie wolno się śmiać?, Gaja Grzegorzewska
poniedziałek, 17 lutego 2014

Z czego nie wolno się śmiać?

Nie kryję się z faktem, że na fejsbuku toczy się moje drugie życie. I jak to w życiu bywa, raz jest weselej, raz bardziej ponuro, zwykle ciekawie, ale bywają dni nudne i tak jałowe, jakby wszyscy fejsbukowicze, łącznie ze mną, zostali poddani zbiorowej lobotomii.

Liczba plusów posiadania konta na tym portalu zdecydowanie jednak przewyższa liczbę minusów. Z tych plusów wyłaniają się trzy główne. Po pierwsze jest to rozrywka łatwa, przyjemna i natychmiast dostępna, a każde powiadomienie dostarcza odrobiny rozkoszy i bywa nagrodą za trafny, zabawny, intrygujący wpis lub wystrzałową foteczkę. Drugim plusem jest funkcja informacyjna fejsa. Dzięki posiadaniu wielu znajomych dziennikarzy, krytyków, pisarzy i wszelakich artystów nawet taki nieczytający gazet leń jak ja wie, co się dzieje na świecie, w polityce, skandalach i kulturze. Trzecim wielkim plusem jest  natomiast to, że przez fejsbuka łatwo można poznać, kto jest w klimacie, z kim gadka siada idealnie, kto jest dowcipny, a z kim raczej nie nawiąże się nigdy bliższej relacji, lub jest wręcz tak okropny, że trzeba go wrzucić do tak zwanego wora lub usunąć całkowicie z grona ziomków. I tak na przykład jeśli ktoś lubi koty i jego wall kipi ich obfitością, od razu ma u mnie plusa. Lecz gdy zobaczę komentarz w rodzaju: „znowu te koty, ileż można”, to przy danej osobie pojawia się duży minus. Jest bowiem coś podejrzanego w osobach, które nie lubią kotów...

Dzięki fejsowi przekonałam się też, w jakiej enklawie żyję w realu, otoczona przyjaciółmi i znajomymi, z którymi można sobie pożartować na temat wszystkiego. I gdy mówię „wszystkiego”, to dokładnie to mam na myśli. Obcowanie z innymi fejsbukowiczami, na przykład znajomymi znajomych, nauczyło mnie, że tak podobno nie wolno. Nie ze wszystkiego można sobie publicznie dworować. Gdy znajomy zamieścił poprawną politycznie przeróbkę „Murzynka Bambo”, został oskarżony o rasizm i dowiedział się, że to, co zrobił, było prostackie, niesmaczne, w złym guście, bezmyślne. Z krytyką spotkał się również mój felieton o ulubionych seryjnych mordercach. Jeden z czytelników potraktował go całkiem serio i w ostrych słowach wytłumaczył mi oraz innym, którzy podjęli temat i również wymienili swoich mrocznych ulubieńców, jacy z nas odrażający zboczeńcy. Bardzo jednak jestem ciekawa, ile osób zainteresowałby tekst o pięciu ulubionych filantropach (pomijam tych, którzy zerknęliby w nadziei, że może znajdą się tam jakieś brudy z życia Matki Teresy). Za wrzucenie mema z „Mięsną Madzią” można było swego czasu stracić wielu znajomych. A przecież humor od wieków był sposobem na oswajanie zła, łagodzenie strachu, radzenie sobie z traumatycznymi przeżyciami. Im straszniejszy temat, tym niesmaczniejszy żart i tym większe katharsis po takim przepracowaniu trudnego problemu czy ogromnego nieszczęścia. Dzięki internetowi ten proces przebiega jeszcze szybciej. Nie minęła godzina od momentu, gdy pierwsi oburzeni fejsbukowicze zaczęli wrzucać linki do skandalicznej wypowiedzi Michalika, a już zaczęły pojawiać się komiksy i memy nawiązujące do jego słów, i były to żarty grube i niewybredne. Trynkiewicz też już dorobił się wielu memów i obleśnych dowcipasów.

Nie jest również dobrze śmiać się z tematów kloacznych, sytuacji slapstickowych albo głupich nazwisk. Bo to prostackie, głupawe i nie na poziomie. Ale pokażcie mi takiego, który zachowa powagę, gdy nowo poznana osoba przedstawi się jako Wacława Kuciapka. Albo takiego, który nie będzie w duszy rechotał, gdy podczas proszonego obiadu w zacnym gronie pies gospodarzy zacznie gwałcić poduszkę, trzymając skórzaną rękawiczkę w pysku.

To, co wypada lub nie wypada, zależy też od poglądów i wyznawanych wartości. W kręgach bardziej konserwatywnych śmiać się nie wolno z ojczyzny, flagi narodowej, religii, kościoła, papieża, dzieci nienarodzonych, pedofilii w kościele. W liberalnych trzeba uważać z kawałami niepoprawnymi politycznie. Śmieszne anegdotki dotyczące Murzynów, Żydów, homoseksualistów, feministek, lewaków, wegetarian i wszelkie krotochwile seksistowskie oraz ksenofobiczne są wielkim nietaktem. No chyba, że odpowiednio opowiada je Murzyn, Żyd, homoseksualista, feministka. Więc zanim zasuniesz żarcik o kanibalu, upewnij się, że jesteś Murzynem. Nie taj swojego homoseksualizmu, gdy chcesz się podzielić dowcipem o Bolku i Lolku pod namiotem. Pochwal się wielonarodowościowymi korzeniami, zanim uraczysz zebranych czerstwym wicem o Polaku, Niemcu i Rusku (chociaż ja chyba nie słyszałam ani jednego śmiesznego kawału o Polaku, Niemcu i Rusku).

Gdy o tym wszystkim myślę, przypomina mi się „Imię róży” i powód dla którego tyle osób zostało zamordowanych przez fanatyka... Wiem, to wyświechtany frazes, ale muszę to napisać – świat naprawdę byłby przyjemniejszym miejscem, gdyby ludzie nabrali więcej dystansu. Ja w każdym razie nadal będę się śmiać z rzeczy niesmacznych, niepoprawnych i głupich, tyle że głównie w moim gronie sprawdzonych dowcipnisiów (starych, młodych, homo, hetero, lewicujących, konserwatywnych, wegetarian, zatwardziałych mięsożerców, pijoków i abstynentów), równie głupawych i prymitywnych jak ja!


Gaja Grzegorzewska