Advertisement
Strona główna arrow Publicystyka arrow Literatura szpiegowska - zarys gatunku, cz.3
Literatura szpiegowska - zarys gatunku, cz.3
środa, 19 grudnia 2007
 
  
ImageOsobliwością stał się fakt, iż po upadku Żelaznej Kurtyny i rozpadzie Związku Radzieckiego tak międzynarodowa polityka szpiegowska, jak i literatura gatunku, przeżyły nagły szok: oto zniknął bowiem dla Zachodu ważny i groźny punkt odniesienia. Amerykański kongres poważnie zaczął rozważać rozwiązanie CIA; The New York Times zamknął regularną od lat kolumnę z recenzjami pozycji szpiegowskich. Pomimo to wydawcy zaryzykowali kontynuując promocję kolejnych pozycji uznanych już w gatunku autorów licząc, iż fani pozostaną im wierni.

W kilku przypadkach się to udało. Nelson DeMille przetrzymał przełom dzięki Córce generała (1992) i Spencerville (1994), i utrzymuje się na rynku aż do dziś. W.E.B. Griffin poszedł w stronę ukazywania kulis działania Amerykańskiej armii, podczas działań militarnych i poza nimi.

Ale równie czujnie wypatrywano debiutantów, jak choćby Josepha Findera, który swym Moskiewskim klubem (1991) okazał się proroczy: rzecz opisywała spisek KGB przeciw Gorbaczowowi; pół roku po premierze książki rzeczywiście doszło do próby zamachu na sowieckiego przywódcę. Dziennikarka i reporterka Gayle Lynds w Maskaradzie (1996) intrygę szpiegowską wywodzi, podobnie jak u ludlumowskiego Bourne’a, od nagłej amnezji bohaterki. Daniel Silva napisał trylogię szpiegowską rozliczającą kwestię Holokaustu. Charles Cumming, od 1996 roku związany z MI6, od 2001 roku wydał trzy klasyczne powieści (Szpieg z natury’2001, Ukryty człowiek’2003, Hiszpańska gra’2006), sięgające po antynomie brytyjsko-rosyjskie.

Wydarzenia 11 września 2001 ponownie doprowadził szpiegowski świat w stan wrzenia. Także świat czytelników, którzy zaczęli się domagać od literatury bieżącego diagnozowania obrazu świata. Znamienne stało się także, iż zaczęto uświadamiać sobie „profetyczną” funkcję literatury sensacyjno-szpiegowskiej jako swego rodzaju systemu wczesnego ostrzegania: przypomniano Dekret Toma Clancy’ego (1996), gdzie opisano zamach samolotowy na Kapitol, i poniekąd zaprzestano li tylko rozrywkowego traktowania gatunku.

A pole do eksploracji zwiększyło się wówczas diametralnie: nie tylko jeśli idzie o polowania na Al Kaidę, ale też o wewnętrzne teorie spiskowe, jako by za zamachami na WTC stały konspiracyjne siły USA szukające pretekstu do bliskowschodniej interwencji.

ImageLiteratura szpiegowska jest do dziś raczej dość mocno skonwencjonalizowana, i rozpina się pomiędzy odmianą przygodową a reportażową (political fiction). Archetypy szpiegowskie są wszędzie stałe: muszą występować obowiązkowo dwie przeciwstawne, globalne siły – bądź „geograficzne” (Wschód – Zachód), bądź w postaci spiskujących instytucji w ramach danego kraju czy kontynentu. Często obecne jest także zagrożenie terrorystyczne. I wśród machinacji tychże pojawia się protagonista, przedstawiciel którejś ze stron, mający za zadanie wejść w konfrontację z siłami przeciwnika.

Ów podział na odmianę eskapistyczną, przygodową i realistyczną przejawia się najbardziej w budowie bohatera. To zresztą literatura podniosła figurę szpiega do rangi ikony, jeszcze do lat 50. owa profesja nie uchodziła za nobliwą, a raczej miała negatywne konotacje. Za uromantyzowanie szpiegowskiej roboty odpowiadała Wielka Brytania: choć wygrała wojnę, zaczęła stopniowo tracić swe Imperium; konfrontacja z komunizmem, lewicowe ruchy, infiltracja wrogów demokracji od uniwersytetów do dzielnic robotniczych… Wywiad i kontrwywiad miał wówczas pracy sporo, brakowało jednakże działań na płaszczyźnie agitacji wyobraźni: w 1951 zmienia się to wraz z wydaniem powieści Fleminga Casino Royale.

ImageOto narodził się bowiem bohater tendencyjny, agent niemal niezniszczalny, salonowy i elegancki,  który brawurowo poczynał sobie z przeciwnikami Korony. Przeciwnikami, których układano wedle kompozycji diabolicznych, groteskowych, przesadzonych; których ambicją było nieraz panowanie nad całym światem. Był to najprostszy z agitacyjnych chwytów: Fleming mówił wprost, iż skoro Anglia może uratować przed szaleńcami cały świat, to tym bardziej potrafi sobie poradzić z wrogami zza Żelaznej Kurtyny.

Paradoksalnie, tę omnipotencję brytyjskich sił wywiadowczych zdemaskował zaraz także Brytyjczyk: John LeCarre proponował świat kafkowski , aksjologicznie suchy, w którym gry wywiadowcze urastają do rangi abstrakcyjnej partii: zbić jak najwięcej pionów przeciwnika i zachować jak najwięcej swoich. Krągłe hasła bondowskie – honor, ojczyzna, pokój – u LeCarrego gubią się w dusznych pokojach, skad wydaje się kolejne rozkazy kolejnym, anonimowym trybikom wywiadowczym, nie mogącym być pewnymi nawet własnego statusu…

Większość pozycji szpiegowskich (poza nielicznym próbami dekonstruowania i parodiowania gatunku – u nas choćby twórczość Irka Grina ) wacha się właśnie pomiędzy tymi dwoma skrajnościami: bądź są to wariacje stricte sensacyjne, wymyślające kolejne, alternatywne fikcje, bądź pozycje paradokumentalne (Bogusław Wołoszański) czy należące do literatury faktu (Wiktor Suworow, Akwarium). Wszystkie one jednak, bez względu na stopień społeczno-politycznego zaangażowania, uświadamiają nam, iż świat jest skomplikowanym dramaturgicznie teatrem machinacji, który w każdej chwili może zapłonąć.