Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow List z powstania, Anna Klejzerowicz: recenzja
List z powstania, Anna Klejzerowicz: recenzja
wtorek, 15 kwietnia 2014

W cieniu tajemnicy

Anna Klejzerowicz jest autorką kilku powieści oraz kilkunastu opowiadań. Patrząc na jej twórczość przez pryzmat gatunku, można stwierdzić, że autorka dobrze czuje się zarówno w powieści kryminalnej, jak i obyczajowej. Najnowsza powieść pisarki, zatytułowana „List z powstania”, tylko potwierdza tę tezę. Jest to książka, w której wątek obyczajowy płynnie splata się z intrygą kryminalną. Powieść ma więc szansę trafić w gusta zarówno czytelników ceniących sobie opowieści o relacjach międzyludzkich, jak i tych, którzy szukają ciekawego i zaskakującego wątku kryminalnego.

ImagePoczątek powieści przenosi nas w ostatnie dni września 1944 roku. Jesteśmy w Warszawie, właśnie trwa powstanie. Jest ono tłem dla intrygi kryminalnej. Ale nie tylko – wątek warszawskiego zrywu będzie się stale przewijał przez karty powieści. Póki co jest jednak dekoracją dla zbrodni popełnionej na pewnym małżeństwie. Do ich domu, pod przykryciem nocy, wkracza uzbrojony mężczyzna. Z reakcji kobiety i mężczyzny można wyczytać fakt, iż nachodzący ich gość jest dla nich kimś znanym. Z zimną krwią strzela on najpierw do mężczyzny, potem do kobiety. Kiedy ci giną na miejscu, człowiek bez skrupułów zabiera z domu wszystkie kosztowności i podkłada ogień.

Pierwsze strony książki pozwalają wysnuć wniosek, że mamy do czynienia z kryminałem retro. Ale to tylko pozory. Początek jest bowiem retrospekcją. Dalsza akcja powieści rozpięta jest czasowo pomiędzy latami siedemdziesiątymi a czasami współczesnymi. Poznajemy dwie kobiety, córkę i matkę. Julia to młodsza córka zabitego małżeństwa, Marianna jest jej córką. Kobiety nie mogą prowadzić normalnego życia – o ile śmierć rodziców i dziadków w czasie wojny jest już przeżytą traumą, o tyle tajemnicze zniknięcie Hanki, starszej siostry Julii, jest zagadką, która nie daje spokoju – najpierw Julii, a potem Mariannie. Kobiety starają się odnaleźć jakiekolwiek informacji na temat Hanki. Okazuje się to jednak trudnym przedsięwzięciem, ponieważ ktoś wyraźnie nie chce, aby kobiety odkryły prawdę. Są zastraszane, a w ich otoczeniu zaczynają w zagadkowych okolicznościach ginąć ludzie. Determinacja matki i córki okazuje się jednak większa i nawet śmierć bliskich nie jest w stanie powstrzymać obu kobiet. Ale czy prawda okaże się warta odkrycia? Odpowiedź zawarta na końcu książki z pewnością będzie zaskakująca.

Dzięki rozłożeniu akcji na kilka okresów czasowych możemy zaobserwować, w jaki sposób zmieniała się nie tylko mentalność ludzi, ale i codzienna rzeczywistość. Autorka stara się przy tym nie ulegać stereotypom oraz jednoznacznym sądom. Świat przedstawiony w powieści oraz poszczególne postawy mają swój kontekst, czytelnik zaczyna więc lepiej rozumieć ludzkie wybory z danego okresu.

Mimo że od początku wiedziałam, iż mam do czynienia z kryminałem, muszę przyznać, że w pewnym momencie zupełnie zapomniałam o wątku kryminalnym. Dałam się wmanewrować w kwestie relacji międzyludzkich, a zagadka tajemniczego zaginięcia siostry jednej z głównych bohaterek zeszła na drugi plan. Czytało mi się przyjemnie i nieśpiesznie. Aż do momentu, kiedy nastąpił zwrot akcji i wątek kryminalny zaczął przyśpieszać. Ostatnie strony przeczytałam jednym tchem, z uznaniem dla misternie skomponowanej intrygi kryminalnej. Pod tym względem „List z powstania” jest książką dopracowaną, co przekłada się na czystą czytelniczą przyjemność. To bardzo dobry kryminał, trzymający się ścisłych wytycznych gatunku – dobrze skomponowanej i zaskakującej intrygi. Do tego klimatyczny. Jednak, aby lepiej poczuć jej klimat, polecam nie tylko zarezerwowanie sobie całego wieczoru, ale też zaparzenie filiżanki aromatycznej kawy, bo tej bohaterowie wypijają niemalże hektolitry. Z przyjemnością pije się ją razem z nimi.

Ewelina Dyda

List z powstania
Anna Klejzerowicz
Wydawnictwo Filia
Poznań 2014