Advertisement
Strona główna
Wielka Czwórka, Agatha Christie: recenzja
środa, 18 czerwca 2014

Kryminał niezbyt serio

Felieton z zeszłego tygodnia dotyczący Klubu Detektywów najpierw wywołał u mnie chęć ponownego przeczytania „Mężczyzny w brązowym garniturze” Agathy Christie, a następnie zmusił do sięgnięcia po jej „Wielką czwórkę”. Przerwałam czytanie na moment, by zająć się pewną nowością, ale po trzydziestu stronach stwierdziłam, że zamiast tej sensacyjnej opowiastki napisanej w stylu szkolnego wypracowania wolę jednak skończyć „Wielką czwórkę”. I to wcale nie dlatego, że to jakieś wybitne dzieło królowej kryminału, bo ten akurat kryminał nie do końca przetrwał próbę czasu. Po prostu z powieściami Christie jest jak z pizzą – nawet taka gorsza z za grubym ciastem, niedopieczona albo konsumowana na zimno wciąż jest całkiem niezła!

Image„Wielka czwórka” to właśnie ta powieść sensacyjno-kryminalna, w której autorka nagięła do swoich wizji największą ilość reguł obowiązujących w Klubie Detektywów. W książce pojawia się międzynarodowe stowarzyszenie superprzestępców pragnących zawładnąć nad światem, chiński gang, bliźniacy, dziwne trucizny, promienie śmierci. Oczywiście wszystko to nie do końca na serio. Widać, że Christie doskonale się bawiła, tworząc tę zawiłą i absurdalną historię.

Poirot musi się zmierzyć z tajną organizacją, która zagraża całemu światu. Jako że powieść została napisana w 1927 roku, pisarka wplotła do niej wydarzenia, którymi żył wtedy świat. Poirot wysuwa więc na przykład teorię, że Lenin i Trocki wykonywali rozkazy Wielkiej Czwórki. Przywódcą organizacji jest chińczyk Li Chang Yen. Numerem drugim jest wpływowy amerykański finansista. Numerem trzecim – francuska chemiczka (której odkrycia przyćmiły te dokonane przez Marię Skłodowską-Curie!). Numer czwarty, zwany też Niszczycielem, to Anglik o nieznanej tożsamości. To też najbardziej tajemnicza i budząca grozę postać. Nikt nie wie, jak wygląda złoczyńca, który jest organem wykonawczym organizacji. Numer czwarty to mistrz kamuflażu i wirtuoz gry aktorskiej. Próba odkrycia tożsamości ciągle wymykającego się Poirotowi Niszczyciela to najciekawszy wątek powieści.

Narratorem historii jest Hastings, który przypłynął z Argentyny (do której wyprowadził się kilka lat wcześniej), by odwiedzić swojego przyjaciela Poirota. Hastings jest w tej książce jeszcze bardziej irytujący niż zazwyczaj. Jego głupota i naiwność  są momentami nie do zniesienia. Chociaż równocześnie jest to źródło sporej dawki komizmu, który oferuje „Wielka czwórka”. W książce pojawia się też jedyna wielka miłość Poirota, czyli hrabina Vera Rossakoff, zubożała rosyjska arystokratka i sprytna złodziejka klejnotów. Hrabina jest dla Poirota kimś takim jak Irena Adler dla Sherlocka Holmesa. W książce jest zresztą więcej odwołań do Conan Doyle’a.

Czytając ponownie tę ramotę, nieźle się ubawiłam, ale jestem świadoma, że nie każdy jest w stanie znieść lekturę tak mocno nadgryzioną zębem czasu. Dlatego polecam ją jedynie fanom Christie, entuzjastom teorii spiskowych i wielbicielom kryminalnych dziwadeł.


Gaja Grzegorzewska

 
 
Wielka Czwórka
Agatha Christie
Przekład: Jolanta Bartosik
Wydawnictwo Dolnośląskie
Poznań-Wrocław 2012