Advertisement
Strona główna
Pochłaniacz, Katarzyna Bonda: recenzja
piątek, 27 czerwca 2014

Profilerka i sprawa z przeszłości

Dziennikarka Katarzyna Bonda debiutowała w 2007 roku „Sprawą Niny Frank”, w której po raz pierwszy pojawił się profiler Hubert Meyer. Powieść zdobyła nominację do Nagrody Wielkiego Kalibru, a Katarzyna Bonda napisała jeszcze dwie książki o Meyerze: „Tylko martwi nie kłamią” i „Florystka”. To jednak nie jedyne jej pisarskie dokonania: w 2008 roku wydała dokumentalne „Polskie morderczynie” oraz „Zbrodnię niedoskonałą” – napisaną wspólnie z komisarzem Bogdanem Lachem książkę o pracy profilera i samym profilowaniu. Nie dziwi więc, że bohaterem najnowszej powieści tej autorki jest również profiler. A konkretniej: profilerka.

Image„Pochłaniacz” to pierwsza część nowego cyklu powieściowego Katarzyny Bondy, zatytułowanego „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Jego głównym bohaterem jest, jak nietrudno się domyślić, Sasza Załuska – profilerka, była policjantka, matka kilkuletniej Karoliny, która po długim pobycie w Huddersfield postanawia wrócić do Polski i tu rozpocząć nowe życie. Żywiołem „Pochłaniacza” jest powietrze, a jego leitmotivem – zapach, który pozwoli ująć sprawcę morderstwa.

Historia opowiedziana w powieści sięga zimy 1993 roku. Trójmiastem rządzi wówczas mafia pod przywództwem „Słonia”, a na jej drodze nieopatrznie staje grupa nastolatków. Konsekwencje tego zdarzenia dotykają wielu ludzi, a poznajemy je dwadzieścia lat później, kiedy do Sopotu po kilku latach nieobecności powraca profilerka Sasza Załuska. Niemal od razu zostaje ona wplątana w sprawę zabójstwa w jednym z trójmiejskich klubów. Szybko okazuje się, że gangsterska przeszłość Wybrzeża i współczesne morderstwo są ze sobą powiązane. W jaki sposób – to spróbuje wyjaśnić główna bohaterka.

Sasza Załuska jest pierwszą profilerką w polskiej literaturze. Nie różni się jednak bardzo od swoich literackich poprzedników – kolegów po fachu, Meyera czy Heinza. Tak jak oni ma problemy osobiste i zawodowe, tak jak oni wciąż szuka swojego miejsca i wciąż nie może go odnaleźć. Sasza to alkoholiczka, która od urodzenia córki nie tknęła alkoholu. Policjantka, która po zawodowej porażce uciekła za granicę, by podjąć karierę naukową. Po czym, z przyczyn, które właściwie trudno określić, wróciła do Polski. I choć nie chciała w żaden sposób wiązać się ponownie z policją, okazało się to nieuniknione. Katarzyna Bonda stworzyła więc postać, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Nie da się też przejść obojętnie obok historii opowiedzianej w książce. Sięgająca głęboko w przeszłość opowieść o grupce pogubionych dzieciaków, których szczeniackie wygłupy niszczą kilku osobom życie, a na nich samych na zawsze kładą się cieniem – to jedna z tych opowieści, które wciągają od samego początku. Tym bardziej, że są w nią wplątani lokalny mafiozo, nieuczciwi policjanci, a nawet znany ksiądz. Autorka zadbała o dokładne przedstawienie realiów: i Polski początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy to zaczyna się historia opowiedziana w „Pochłaniaczu”, i Polski współczesnej, kiedy znajduje ona swój kres. Owa koncentracja na detalu, momentami przechodząca w przeładowanie szczegółami, dla części czytelników może stanowić wadę powieści. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę jej objętość. Ja jednak uważam ów rozmach za zaletę – autorka mogła przedstawić opowiadaną historię, stopniowo dawkując informacje, a nie pospiesznie je upychając.  Tym, którzy cenią w powieściach przede wszystkim szybką akcję, „Pochłaniacza” nie polecam. Wszystkim innym – owszem. To niemal siedemset stron gęstego, osadzonego mocno w polskich realiach, sprawnie napisanego kryminału. Oby kolejne części cyklu były jeszcze lepsze!

Ewa Dąbrowska
 

Pochłaniacz
Katarzyna Bonda
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2014


Przeczytaj recenzje innych książek Katarzyny Bondy: "Polskie morderczynie", "Zbrodnia niedoskonała" i "Florystka"