Advertisement
Strona główna
Piaskun, Lars Kepler: recenzja
piątek, 03 października 2014

Przerażacz

Jeśli nie lubicie, kiedy o książce pisze się w samych superlatywach, nie czytajcie tej recenzji. Nie umiem znaleźć w „Piaskunie” żadnej wady. Zapiera dech, straszy, wciąga… ma wszystko to, czego oczekuję od THRILLERa!

Image„Piaskun” to czwarta powieść Larsa Keplera, czyli duetu szwedzkich pisarzy: Alexandra Ahndorila i Alexandry Coelho Ahndoril. Elementem łączącym książki pisane pod tym pseudonimem (a powstało ich dotychczas cztery) jest główny bohater, komisarz Joona Linna. „Piaskun” rozwija i wyjaśnia historię, o której jedynie napomykano w poprzednich częściach cyklu: przeszłość Linny, która doprowadziła do tego, że stracił on żonę i córkę. Kluczowym elementem tej przeszłości jest seryjny morderca Jurek Walter, od lat zamknięty w silnie strzeżonym zakładzie psychiatrycznym. Kiedy więc pewnego dnia odnajduje się jedna z jego ofiar, od siedmiu lat uważana za zmarłą, wszyscy zastanawiają się: jak to możliwe? Chłopak nie potrafi powiedzieć wiele – tylko tyle, że w zamknięciu trzymał go tajemniczy Piaskun, który usypia dzieci, a on nie był jedyną ofiarą. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o ocalenie innych ofiar i odkrycie prawdy. Tym bardziej rozpaczliwa, że dla Joony Linny oznacza walkę o własne życie.

„Piaskun” ma kilka cech wspólnych z poprzednią częścią cyklu, „Świadkiem” – i kilka cech, które sprawiają, że jest całkowicie inną powieścią. Obie łączy ciężka, duszna atmosfera, a także charakterystyczny styl Larsa Keplera, którego najważniejszymi cechami są narracja prowadzona w czasie teraźniejszym przez bardzo powściągliwego narratora oraz krótkie rozdziały, które nie pozwalają czytelnikowi się znudzić. Ale na nudę nie pozwala jeszcze jedno: tempo akcji, tak bardzo różniące „Piaskuna” od poprzedniej powieści Keplera. „Świadek” wciągał, choć akcja toczyła się spokojnym, powolnym wręcz rytmem. W „Piaskunie” spokoju nie znajdziemy – niemal od pierwszych rozdziałów dzieje się tu mnóstwo, tak dużo, że trudno złapać oddech. Jeszcze trudniej odłożyć książkę na półkę, by wrócić do niej za jakiś czas. To jedna z tych lektur, które nie pozwalają się oderwać aż do ostatniej strony.

Akcja powieści wciąga, a bohaterowie – przyciągają. Przede wszystkim Joona Linna, którego bardzo lubię, przede wszystkim za jego bezkompromisowość, poświęcenie dla sprawy, ale także ludzkie słabości. Ale są w „Piaskunie” również inne postaci, które budzą silne emocje. Przede wszystkim policjanci jako grupa mocno zaangażowana w śledztwo. Wyróżnia się spośród nich Saga Bauer: z jednej strony silna, niezależna policjantka, z drugiej piękna kobieta, krucha, a jednak twarda jak stal. Uwagę zwraca także ojciec, któremu dawno temu odebrano dzieci. Kepler pokazuje jego cierpienie w taki sposób, że współczucie ściska za gardło. A jako wisienka na torcie: morderca. Tak zły, brutalny, wręcz nieludzki, że powinien być niewiarygodny. A jednak Jurek Walter przeraża do szpiku kości i boją się go wszyscy. Ja również.

Jak wspomniałam na początku, powieść „Piaskun” ma wszystko to, czego oczekuję od thrillera. Ale to nie wszystko: ciekawy styl, umiejętność stworzenia odpowiedniej atmosfery i świetny rysunek bohaterów sprawiają, że powieści Larsa Keplera są dla mnie jednym z najlepszych przykładów skandynawskiej literatury kryminalnej.

Ewa Dąbrowska

 

Piaskun
Lars Kepler
Przekład: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2014

 
 
Recenzje poprzednich powieści Larsa Keplera: "Hipnotyzer" i "Świadek"